Auri – pierwszy wywiad!

AURI

 

Otworzył się przede mną zupełnie nowy świat. Nie jestem nawet w stanie powiedzieć, co dokładnie się stało, ale praca nad Auri wiele mi dała i znów czuję inspirację.

Tuomas Holopainen

 

26240105_1744153265637269_5636732918767616785_o

 

Z dala stąd, z dala od teraźniejszości

Wszystko zaczyna się od wizji. Wirtuozerska wyobraźnia pomyślnie unosząca się na wietrze, złożona z wielowymiarowych fragmentów i pomysłów, które stopniowo coraz bardziej się klarują, powoli nabierając kształtu, by w końcu wypłynąć z umysłów swoich twórców jako nowy projekt. Zupełnie niespodziewanie – to po prostu naturalny, ciągły proces. To właśnie przytrafiło się tym trzem wspaniałym muzykom, którzy osiągnęli światowy sukces, a teraz stworzyli muzyczny klejnot w postaci Auri, który świeci jaśniej niż błyszcząca Gwiazda Polarna na nocnym niebie. Johanna Kurkela, Tuomas Holopainen i Troy Donockley, charyzmatyczni protagoniści stojący za Auri, zabierają swój debiut o tym samym tytule w bajeczną podróż przez czas i przestrzeń, z dala stąd i z dala od teraźniejszości, przypominając nam o fantastycznych przygodach Alicji w Krainie Czarów.

Czekają na nas kompleksowe kaskady dźwięków, pełne magicznych i surrealistycznych momentów, które dotykają wszystkich zmysłów; czasem tęsknych i marzycielskich, a potem znów pobudzających i intensywnych. Auri celebruje swego rodzaju epicko-romantyczny, etniczny pop, który wydaje się unosić w osobliwych sferach – nieuchwytnych, a zarazem uwalniających wielowymiarowe dźwiękowe krajobrazy, przepełnione silną obrazowością.

Te kaskady dźwięku bazują na tradycyjnych celtyckich brzmieniach, atmosferyczno-filmowych marzycielskich sekwencjach, melancholijnych melodiach i odrobinie przeobrażonego mistycyzmu; pięknym instrumentarium, z którego wypływa niepojęta głębia.

 

Idealna symbioza

Auri przyszło na świat dzięki wierze trzech artystów z pasją, którzy poczuli, że musi istnieć muzyka, której nie byli w stanie opisać, stworzona po prostu przez harmonijną symbiozę. W 2011 roku w zespole pojawił się pomysł stworzenia czegoś wspólnie po raz pierwszy.

– Znaliśmy się od dawna i w wolnym czasie także jesteśmy naprawdę dobrymi przyjaciółmi. Ciągle się spotykamy i szybko zorientowaliśmy się, że dzielimy nasze zamiłowanie do podobnych muzycznych krajobrazów. Myślimy to samo o muzyce, lubimy tę samą muzykę i uwielbiamy tworzyć muzykę. Było zatem dla nas czymś oczywistym, by zacząć wspólny projekt i odkryć, co jesteśmy w stanie razem zrobić. Byliśmy po prostu ciekawi. Wtedy Troy napisał już utwór „Aphrodite Rising”. Nagraliśmy demo tego kawałka i udzielił się nam ogromny entuzjazm, bo od razu wiedzieliśmy, że to wypali i że zdecydowanie powinniśmy nagrać cały album.

Niestety brakowało czasu, więc projekt musiał poczekać kilka lat. – Zespół zajęty był pracą z Nightwish, a Johanna zajmowała się swoimi solowymi albumami, więc czas nie był na to odpowiedni, ale ten pomysł nigdy nas nie opuścił – wspomina Tuomas. – Ale kiedy zdecydowaliśmy się wziąć urlop od Nightwish w 2017 roku, jasne było, że nadszedł właściwy czas, by wszystko to razem złożyć i zobaczyć, co nam z tego wyjdzie. Napisaliśmy nowe utwory, polecieliśmy do Kornwalii na sesję zdjęciową i nagraliśmy album latem, w moim domu w Finlandii. Troy nagrał swoje partie w Anglii. Mieliśmy też na pokładzie wybranych muzyków z Holandii i Wielkiej Brytanii. Wszyscy świetnie się spisali i całość została zmiksowana we wrześniu.

 

Zupełnie nowy świat

Tym, co charakteryzuje Auri i wciąż się przejawia, jest piękna więź, która łączy utalentowane trio. – Jednym z moich ulubionych cytatów są słowa brytyjskiego kompozytora Ralpha Vaughana Williamsa (1872 – 1958), który kiedyś zauważył w wywiadzie: „Ludziom wydaje się nigdy nie przychodzić na myśl, że człowiek po prostu chce napisać utwór” – cytuje fiński muzyk. – To była jego filozofia przy pisaniu muzyki i właściwie tak samo jest z Auri! Nie ma żadnego ukrytego znaczenia; po prostu uwielbiamy razem tworzyć muzykę. To, co słyszysz, po prostu z tego lubienia wypłynęło. To wszystko samo przychodzi. Z Nightwish ten proces wygląda właściwie tak samo, z jedną różnicą; Nightwish rozrósł się do rozmiarów wielkiej bestii, to zupełnie inna dynamika. A obok masz Auri – zupełnie nowy projekt tylko trzech ludzi, którzy zaczynają od zera.

Głównym powodem, dla którego Tuomas pozwolił Nightwish na roczną przerwę, było poczucie, iż osiągnął absolutny szczyt swojej kreatywności jako twórca i kompozytor z ostatnim arcydziełem, „Endless Forms Most Beautiful”, zwłaszcza z ostatnim utworem – „The Greatest Show on Earth”.

Tuomas wzdycha. – Nie potrafiłem w ogóle poczuć natchnienia do pisania i próbowałem stworzyć jakieś utwory w trakcie tej przerwy, ale utknąłem w miejscu. Wydawało się, że nic nie może mi pomóc. Czułem, jakbym nie miał już nic do opowiedzenia, to było dziwne. W ogóle nie miałem ochoty pracować w tym czasie nad muzyką, w ogóle nie miałem ochoty pracować w tym czasie nad Nightwish. Ale dzięki Auri znów znalazłem swój cel. I kiedy tylko wzięliśmy do rąk ostateczny miks albumu, wszystkie te bariery zdały się runąć i przez kolejne dwa miesiące nie zajmowałem się praktycznie niczym poza Nightwish  i pracą nad wieloma nowymi utworami. Otworzył się przede mną zupełnie nowy świat. Nie jestem nawet w stanie powiedzieć, co dokładnie się stało, ale praca nad Auri wiele mi dała i znów czuję się zainspirowany.

 

„Niebiański metal”

Auri jest owocem współdzielonych pasji. Każdy był zaangażowany we wszystko. Tuomas Holopainen nie chce jednak wyjawiać zbyt wiele na temat utworów i zawartych w nich historii. – Bo słuchacz powinien nadać utworom swoją własną opowieść – ostatecznie to właśnie sprawia, że ten album jest taki piękny. Ożywa dzięki wyobraźni każdej osoby! – mówi kompozytor. – Ale mogę ci powiedzieć to, że część zawartości i tekstów utworów inspirowana jest książkami Patricka Rothfussa. Może ludzie, którzy znają te książki, rozpoznają niektóre analogie i pewne wydarzenia, ale uwierz mi, na ten album składa się o wiele więcej.

Kiedy Tuomas opisuje Auri w swoich własnych słowach, nie może powstrzymać uśmiechu. – Parę dni temu odbyliśmy w zespole tę rozmowę i zastanawialiśmy się, jak najlepiej go opisać. Przyszły nam do głowy dwa terminy: „muzyka z króliczej nory” i „niebiański metal”. Oczywiście możesz usłyszeć wpływy folku, muzyki celtyckiej, soundtracków – wszystkiego, co kochamy i uwielbiamy, ale zaszufladkowanie tego stylu jest naprawdę niemożliwe. Pozostawię to słuchaczom.

Obecnie nie ma w planach trasy, ale jedno jest pewne: – To na pewno nie jest jednorazowy projekt!

Zatem usiądźcie, zamknijcie oczy i pozwólcie sobie opaść w głąb.

Za lustrami czeka na was świat dziwów i cudów. Jesteście gotowi?

 

 

 

Tłumaczenie: Carmen

Źródło: https://www.facebook.com/troydonockleyofficial/photos/a.350755854977024.98663.255691701150107/1744153265637269/?type=3&theater