Wywiad z Marko (wersja polska)

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Marko, którego udzielił Ocean Souls tuż przed swoim solowym występem we Wrocławiu.

Marko, myślę że możemy zaczynać?
Pewnie.
No to na początek bardzo ważne pytanie: znalazłeś już wszystkie kamienie? Toczą się? (analogia do nazwy zespołu The Rolling Stones – przyp. tłum.)
Ja… Moje kamienie są jak najbardziej całe i bezpieczne.
To dobrze. Marko, powiedz nam, proszę, jaka historia kryje się za piosenką Stones.
Cóż, wiesz, to pewne kontinuum. Zaczęło się od koncepcji piosenki, którą miałem, czegoś trochę w śródziemnomorskim stylu, a potem zorientowałem się, że mogę bardzo łatwo dodać do tego klasyczną bluesową melodię. Co potem wpłynęło też na tekst, z tymi specyficznie bluesowymi powtórzeniami, z lekkim przymrużeniem oka, które zarazem jest wyraźnie obecne. Więc sama piosenka nie jest szczególnie głęboka, mówi po prostu o tym, że cóż, bez względu na cokolwiek, wszystko się spieprzy. Generalnie o czym pisałem to to, co zostaje po naszym życiu; będzie kupka bezużytecznych, pozbawionych życia kamieni.
Rozumiem-
A nas tam nie ma.
Rozumiem. A jeśli chodzi o melodię i styl – mam wrażenie, że jest tyle różnych dźwięków i stylów na albumie, łączysz ciężkie gitarowe riffy z dźwiękami syntezatora. Skąd czerpałeś inspirację? Są jakieś zespoły, które szczególnie na ciebie wpłynęły podczas pisania piosenek?
Muszę powiedzieć, że to, co próbowaliśmy zrobić z chłopakami, kiedy miałem surowe wersje, linie, refreny, i takie tam, fragmenty, to poprosiłem chłopaków, żeby rzucili okiem i sprawdzili, czy chcą wziąć udział w tworzeniu ze mną aranżacji – mówię o Tuomasie i Vilim z zespołu. Zaangażowali się, to stało się bardzo osobiste i w ogóle, i wszystko szło tak płynnie, chłopaki robili kawał roboty, zwłaszcza Tuomas. On jest też po części właścicielem studia w Helsinkach i całej tej maszynerii i wszystkiego tam, w związku z czym korzystaliśmy z tego, włączając to do piosenek. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach, co z tym i co gdyby tamto, i po prostu… Wyszło na to, że no, to już jest napisane. Więc… ostatecznie cały album i rodzaj atmosfery, i te wszystkie rzeczy, które tam włączyliśmy, to w ogromnej mierze także praca Tuomasa i Viliego. Ja mogłem napisać podstawowe rzeczy, jak melodie, zwrotki, refreny i akordy, i zrobić część aranżu, ale chłopaki też wnieśli tego bardzo dużo. Ponieważ są wszechstronnymi muzykami i znam ich już jakiś czas, wiedziałem, że mogę zaufać im, że będą mieli dobre pomysły – i mieli.
Mieli. A co było inspiracją dla tytułu albumu?
Cóż, to trochę osobista rzecz. Brzmi dość ponuro, ale jednocześnie, wiesz, to po prostu życie. Mam przewlekłą depresję, przechodziłem w życiu przez trochę ciężkiego gówna co jakiś czas, i to mało na mnie wpływ. Kiedy dostajesz gówno od świata, to próbuje mieć na ciebie wpływ, a ja jestem zdania, że cokolwiek się nie dzieje, nieważne, kto co zrobi, czy cokolwiek… Jeśli będę w zgodzie ze swoim kręgosłupem moralnym, to to nie wpłynie na moje przekonania, nie zrezygnuję z nich. Dlatego próbuję zamazać tę czarną dziurę.
Następne pytanie dotyczy języków z albumu. Co spowodowało, że zdecydowałeś się nagrać album w dwóch różnych językach, fińskim i angielskim?
Bo miałem piosenki w obu. Faktyczna proporcja na albumie jest taka, że 6 piosenek było napisanych po fińsku i 4 po angielsku. A potem tłumaczyłem je na ten drugi język. Oczywiście mogłem zrobić mieszany album albo przetłumaczyć fińskie na angielski. Ale zorientowałem się, że bawi mnie także tłumaczenie angielskiego na fiński, ponieważ angielski jest tym międzynarodowym językiem rock ‘n’ rolla, masz całą międzynarodową publikę, podczas gdy fiński to plemienny język sześciu milionów ludzi.
I to bardzo piękny język.
Tak. Ale w tym sensie mnie to bawiło. To znaczy, miałem szansę nagrać ten album także w swoim ojczystym języku. To było fajne uczucie, absolutnie niekomercyjna decyzja, wręcz przeciwnie. Ale to zrobiłem.
Kontynuując kwestię języków – czy musiałeś znacznie zmieniać tekst między fińską i angielska wersją, żeby zachować to samo znaczenie?
W niektórych miejscach trzeba iść w innym kierunku. Niektóre z nich to metafory, jeśli przetłumaczysz je wprost, nie mają sensu. Możesz znaleźć inne kierunki, a możesz też znaleźć sposób, żeby powiedzieć to samo w prawie taki sam sposób, i wtedy oczywiście z tego tez korzystasz. Więc jest dużo opcji do wzięcia pod uwagę, kiedy to robisz, ale byłem w tej sytuacji, że to ja byłem autorem, więc w pewnym stopniu znałem historie i powód; tu jest punkt A, tam jest punkt B, i idziemy w tym kierunku. Dzięki temu łatwiej mi było utrzymywać opowieść nienaruszoną. Zacząć tłumaczyć, i wiedziałem, kiedy użyć czegoś zupełnie nowego.
Bardzo ciekawe, że na końcu książeczki dołączonej do albumu umieszczona jest informacja, że Troy pomagał w nadawaniu tekstom ostatecznego kształtu. Możesz powiedzieć nam o tym coś więcej? Może wiążą się z tym jakieś ciekawe historie?
Nieszczególnie. Po prostu dałem teksty Troyowi i temu drugiemu, Jamesowi, do sprawdzenia, bo chłopaki są natywnymi użytkownikami angielskiego, a ja nie. I mimo że posługuję się nim płynnie, nadal muszę się pilnować, żeby nie… No, chłopaki używają angielskiego w swoim środowisku na co dzień, więc są bardziej świadomi tych wszystkich potocznych rzeczy, jeżeli jest coś, co jeśli powiem po angielsku to będzie w języku ulicy znaczyło, że mam jaja w pułapce na niedźwiedzie albo coś w tym stylu. Tego chciałem uniknąć. Zwłaszcza w przypadku czegoś takiego jak The Voice of My Father, gdzie chcesz uniknąć jakichkolwiek komizmów czy słabych momentów. To naprawdę mocna piosenka, więc chciałem uniknąć wszystkich kiepskich rzeczy, hollywoodzkiej wartości. To wrażliwy temat i nie chciałem, żeby był przesłodzony.
W kwestii muzyki na albumie – miałeś jakieś nowe czy specjalne instrumenty do nagrywania, czy używałeś po prostu sprzętu, który już miałeś?
Pierwszy raz nagrywałem wiolonczelę. Ale ta partia nie jest czymś szczególnie słyszalnym, to znaczy używam jej w piosence I Am The Way, w długich nutach, i potem przez tę filtrująca sekwencję, żeby nadać trochę… zmienić w coś dobrego. Jest tam, robi a-a-a-a-a-a. Ale to dość organiczny dźwięk, bo mamy smyczek, który ciągnie po strunach i wprowadza je w wibracje, i tak dalej. Ta sekwencja dźwięku ma to, co jest naturalne, i byłoby nieosiągalne na syntezatorze.
Marko, powiedz nam proszę, co skłoniło cię do rozpoczęcia solowej kariery? Jak się czujesz teraz, kiedy to się dzieje?
Czuję się dość dobrze. Bo te koncerty były naprawdę przyjemne, ludzie byli naprawdę świetni, i to, jak to przyjęli. I miło jest znowu grać w klubach, gdzie ma się tę bliskość i klimat, i intymność, i to wszystko.
To świetnie, i odpowiada też na nasze kolejne pytanie o publikę na tych występach. Bo zagrałeś ich już kilka w europejskiej części trasy. Różnica między ogromnymi arenami i małymi klubami zdaje się… cóż, ogromna. Jak się z tym teraz czujesz? Tęskniłeś za spokojniejszymi trasami, których teraz znowu doświadczasz?
Pogódźmy się z tym: Nightwish jest stanowczo za duży na tego typu miejsca, i nie miałoby sensu, żebyśmy przyjeżdżali tutaj, bo dziesięć tysięcy ludzi stałoby, krzycząc nie wpuścili nas. Więc musimy rezerwować duże przestrzenie. Teraz mam szansę wrócić do mniejszych, i jak to w takich miejscach, mamy: lepszy dźwięk, lepszy kontakt z kolegami z zespołu, lepszy kontakt z publiką. Uwielbiam to.
Planujesz nagrać kolejny solowy album w przyszłości, czy to był jednorazowy pomysł?
Są plany. Bo zaczęliśmy tworzyć zespół z tego, co zaczęło powstawać jako solowy projekt, i wszyscy mamy poczucie, że powinniśmy wszystkich w tym uwzględnić. Powinniśmy.
Pracowałeś z wieloma fińskimi zespołami i projektami muzycznymi i miałeś okazję sprawdzić się w wielu stylach i gatunkach. Czy miałeś kiedyś koncept, który znacząco różniłby się od wszystkiego, co zrobiłeś wcześniej, ale z jakiegoś powodu go porzuciłeś?
Och, te miliardy porzuconych pomysłów. Zwykle dlatego, że nie były dobre. Nic związanego z muzyką czy stylem czy czymś. Tak, cóż, czasem możesz ubrać starą muzykę na milion sposobów, popowo, rockowo, czy jakkolwiek. Jeśli jest coś, jeśli znajdę dobrą melodię albo aranż, albo coś, zwykle tego w końcu używam. To tylko kwestia tego, jakie zazwyczaj tworzymy aranżacje. Nie używamy mainstreamowych metod, są nudne.
Co ekscytuje cię najbardziej w długich, światowych trasach? Na co czekasz za każdym razem, kiedy jedziesz w trasę? Mam na myśli i duże, i małe trasy.
Cóż, za każdym razem przychodzi ten moment, kiedy kończy mi się bielizna i skarpetki. Tutaj akurat mieli pralkę i suszarkę, obie naprawdę dobre. Dlatego też zresztą, jestem w tych porannych ciuchach.
Ale jest tu przytulnie.
Bardzo przytulnie. Jest mnóstwo rzeczy zespołu w garderobie, które wiszą na blatach i małych suszarkach.
Następne pytanie jest bardzo ciekawe. Podobne zadaliśmy w naszym konkursie z biletami dla fanów. Gdybyś mógł wybrać jakiekolwiek miejsce na Ziemi, gdzie chciałbyś zagrać koncert, gdzie by to było i dlaczego?
Myślę, że wyszedłbym poza Ziemię. Być pierwszym, który zagrał na Księżycu czy na Marsie byłoby wspaniale. Spójrzmy. Wysłaliśmy maila do jakiegoś galaktycznego czegoś parę lat temu: Hej, jeżeli możemy wysłać to na orbitę, to ja i mój przyjaciel p. Holopainen bylibyśmy zainteresowani zgarnięciem klawiszy na baterie i akustycznej gitary i zagrania numeru. Nie odpowiedzieli.
Ale wiesz, myślę, że Elon Musk mógłby się na to zgodzić. Powiedzieć ej chłopaki, zagrajmy koncert na Marsie, to byłoby ciekawe.
Tak, chociaż atmosfera jest dość rozrzedzona, więc musielibyśmy być głośni, żeby dźwięk się rozniósł.
Albo jakaś stacja kosmiczna.
To by było łatwiejsze. Nie trzeba by było tak dużo sprzętu.
Ale jak to wszystko pomieścić w tak małej przestrzeni?
Musielibyśmy zagrać akustycznie. Klawisze na baterie, mały akustyk.
Prawie każdy członek zespołu brał udział w jakimś pobocznym projekcie. Oprócz solowych albumów, ty i Floor często występujecie gościnnie u innych artystów, tak samo Emppu, Kai i Troy; wiemy też, że Tuomas pracuje nad nowymi pomysłami. Jak to wpływa na dynamikę zespołu, i w studiu, i na żywo – czy te doświadczenia z innymi muzykami pomagają wam pracować lepiej jako grupie albo solo?
Na lepszą pracę jako grupy wpływa wiele czynników. Trzeba dbać o chemię między ludźmi. Rozmawiać z innymi o tym, co jest trudne i tym, co jest dobre, i tak dalej. Więc tak, tworzenie muzyki z innymi ludźmi… Zwykle wychodzisz z takim a więc on zrobił to w ten sposób, nigdy wcześniej o tym nie myślałem. To się zawsze przydarza. Oczywiście ze strony Nightwisha ja i Tuomas piszemy dużo i osobno, i razem. Więc zauważam, że są takie punkty, w których podsuwamy sobie pomysły i to zmienia sposób, w jaki piszemy, i tak dalej. Jeśli masz dużo inspiracji od innych to to poszerza twoją muzyczną wizję.
Przez te wszystkie lata, które spędziłeś na scenie grając z różnymi ludźmi, z kim pracowało ci się najlepiej?
Rzecz w tym, że zawsze czerpie przyjemność z pracy, I dotychczas od lat, nie… Nie zdarzyło mi się grać z kimś, kogo bym nie lubił albo muzyki, której bym nie lubił. Bo nie chcę stresować się tym, że muszę robić jakieś gówno i być w tym przekonujący. W tym rzecz, że muszę być w stanie wspierać rzeczy, które robię.
Wśród twoich ulubionych zespołów i muzyków strona Nightwisha podaje Jethro Tull, Rainbow, Kate Bush, Deep Purple, czy Panterę. A co z nową muzyką? Jakich artystów z ostatniej dekady cenisz najbardziej?
Ostatnia dekada, lata dwutysięczne.
Może też trochę wcześniej.
Hmm. Nie wiem. To okropne, co zdarzyło się z Chrisem Cornellem. To, co robił, było genialne. Pierwszy album Audioslave był absolutnie genialny. I sekcja rytmiczna z Rage Against the Machine, są tytaniczni. Tego typu rzeczy. Słuchałem niektórych piosenek na przykład od Linkin Park, wszystkich tych rzeczy z maszynami i metalem i tak dalej. Jest wiele ciekawych połączeń, które się pojawiają, ale wciąż szukam czegoś… Technologia studyjna tak naprawdę depersonalizuje wiele zespołów, bo każdy dzisiaj ma szanse zbudować pełne, duże brzmienie, i tego typu rzeczy. Co trochę sprawia, że staje się to bardziej prawdziwe, to jak lubię słyszeć okej, jest głębia i ta ostrość w basie, to on. A te rzeczy zostają wygładzone, im bardziej myślimy o sposobach miksowania, że to musi być w basowym bębnie, ta musi być tak, bla, bla, bla. To się zdarza coraz częściej. Więc tak, powiedziałbym, że bardziej otwarte i osobiste miksowanie byłoby lepsze dla wielu, wielu zespołów.
To ciekawe, że mówisz o Linkin Park, bo przez wiele lat obok Nightwisha byli moim ulubionym zespołem. Dwa typy, dwa różne gatunki.
Mam też swoją industrialną stronę. To znaczy, nie słucham jakoś Toola, ale oczywiście posłucham też rzeczy od NIN czy Mansona, znam to trochę.
Jeśli lubisz industrial, myślę, że Ania mogłaby ci coś polecić, jak Lord of the Lost.
Masz jakieś małe, codzienne przyjemności? Rzeczy, które lubisz na co dzień, w wolnym czasie?
Na co dzień? Książki, gry wideo, filmy, siedzenie na tarasie patrząc na jezioro.
Brzmi dobrze…
Może picie kawy. Tego typu rzeczy.
To pytanie, jak sądzę, jest ciekawe. Czy zdarzyło się, żeby włosy albo broda zaplątały ci się przez przypadek w struny gitary?
Tak. I to nie raz. I nie tylko mojej gitary. Czasem plącze się też w te kolegów na scenie.
Myślę, że mamy to, dziękuję. Dostaliśmy naprawdę mnóstwo pytań od fanów 🙂

 
Opracowanie wywiadu:
Paulina Siewierska (przeprowadzenie rozmowy), Anna Raczyńska (nagranie, tłumaczenie, korekta), Cornelia P. Wojewoda (transkrypcja)

 
 

fot. materiały prasowe Nuclear Blast – Andrea Beckers

Przeczytaj również...

1 Response

  1. 15 lutego 2020

    […] mitycznego przejścia do innego świata. Efekty jednego z takich przejść możecie znaleźć na naszej stronie. Pod głównym wejściem powoli zaczęli zbierać się uczestnicy wieczornego wydarzenia. […]