Wywiady

Tłumaczenie wywiadu przeprowadzonego z Tuomasem przez dziennikarza Radio Metal. Oryginał możecie znaleźć pod linkiem:
Tutaj
Tuomas opowiada o poprzedniej trasie koncertowej oraz o nadchodzącym albumie i filmie „Imaginaerum”. Zapraszamy do lektury!
Czytaj więcej….

Radio Metal: Jak oceniasz pierwszą trasę koncertową z Anette w roli wokalistki? Jakie reakcje zaobserwowałeś i co o nich sądzisz?

Tuomas: Oceniłbym całe przedsięwzięcie na 6 z minusem. Nie mieliśmy pojęcia, czego oczekiwać, jak zareagują fani. Momentami wszystko wskazywało na nadejście totalnej katastrofy i to dlatego, że nie sposób przewidzieć, jak zachowają się ludzie. Jednak wierzyliśmy w nią i mieliśmy naprawdę dobre nagranie w postaci Dark Passion Play. Tak więc byliśmy pewni, ale nie wszechwiedzący. Trasa była naprawdę długa i trudna, po pewnym czasie niektórzy z ekipy padali jak muchy. Mimo wszystko poradziliśmy sobie i jesteśmy z tego powodu szczęśliwy i dumni.

Anette nie uczestniczyła w procesie komponowania Dark Passion Play. A jak było z Imaginaerum?

Tak samo. Wszystkie utwory napisałem ja, za wyjątkiem jednego, za którym stoi Marco.

Pisałeś Dark Passion Play w zasadzie bez wiedzy, jaki głos tchnie w niego życie. Z drugiej strony, w przypadku Imaginaerum wiedziałeś dokładnie, na co stać Anette. Czy uważasz, że album przez to zyskuje na jakości?

Myślę, że jedną z najoczywistszych rzeczy podczas słuchania Imaginaerum jest jakość wokalu. To zupełnie inny poziom. Naprawdę słychać pewność siebie u Anette. Za czasów Dark Passion Play wciąż jej brakowało zdecydowania. Wyjawiła mi, że przez ten cały czas bała się, że wyleci z zespołu, jeśli będzie kiepsko śpiewać. Tutaj brzmi naprawdę dobrze i zróżnicowanie. Liczy się też fakt, że mogłem pisać utwory dopasowane do jej skali głosu. Znałem jej mocne i słabe strony, więc było łatwiej.

W wielu wywiadach po przyjęciu do zespołu Anette mówiłeś, że ma ona głos gawędziarza. Czy jest to jeden z powodów, by opowiedzieć historię Imaginaerum właśnie teraz – bo masz do tego idealną wokalistkę?

Ciekawe spostrzeżenie. Nigdy o tym nie pomyślałem, ale teraz, gdy o tym wspomniałeś ma to sens! Może to kwestia bardziej podświadoma, ale to naprawdę brzmi słusznie. Może tak jest. Pomysł na film, który uzupełniałby album, pojawił mi się latem w 2007. Nigdy wcześniej o tym nie pomyślałem. Tak, to brzmi całkiem sensownie!

Album brzmi bardziej jak ścieżka dźwiękowa niż zbiór utworów. Ostatecznie dążyłeś w swojej karierze do czegoś takiego, prawda?

Ścieżki dźwiękowe były motorem napędowym mojego komponowania przez lata. Myślę, że na Imaginaerum posunąłem to do maksimum. Tworzenie filmu jest ku temu najważniejszym powodem. Wszystkie z kompozycji są stworzone z myślą o konkretnej scenie z filmu. Zanim pierwsza nuta została spisana, miałem koncepcję tematu całej opowieści: klub jazzowy, duchy, arabski taniec śmierci… Wszystkie utwory powstały z myślą o tym. To główna przyczyna soundtrackowego brzmienia całej płyty.

Dlaczego nie zrobiłeś tego już wcześniej? Naprawdę potrzebny był ci film do tworzenia muzyki filmowej, jeśli rozumiesz, co mam na myśli? Skoro jest to coś, co tak kochasz, naprawdę potrzeba ci było obrazów idących w parze z dźwiękiem?

Zawsze chodziło o tworzenie muzyki takiego rodzaju, by słuchacz mógł ją zobaczyć w równym stopniu, co usłyszeć. Choć chyba przed tym krążkiem zadowalaliśmy się samym dźwiękiem. Otoczka wizualna nie była nam potrzebna. Po Dark Passion Play stwierdziłem, że było to zbyt potężne i zróżnicowane, by być w stanie to wznieść na wyższy poziom przy użyciu jedynie muzyki. Wtedy po raz pierwszy silnie to poczułem. Nawet po Once sądziłem, że możemy czynić to jeszcze lepszym i większym, ale nie po Dark Passion Play. Wtedy zdałem sobie sprawę, że skoro muzyka nie wystarczy, dodajmy do tego kolejny wymiar, wymiar wizualny.

Nowa płyta to wybuchowa mieszanka różnych wpływów i stylów, a zarówno Marco, jak i Anette dokonują rzeczy, jakich jeszcze nigdy u nich nie słyszeliśmy. Jak wspomniałeś, jest jazzowy numer, bardzo w stylu „Twin Peaks”. Czy to ogromny projekt filmowy umożliwił stworzenie takiego tygla różności? Czy to filmu potrzebowałeś, by wprowadzić nieco świeżości i odnowić się muzycznie?

Nie jestem pewien, czy potrzeba nam było filmu. To po prostu zupełnie nowa idea stworzenia albumu. (długie wahanie)

Innymi słowy, sądzisz, że bez filmu mógłbyś ułożyć np. taki jazzowy utwór?

Szczerze mówiąc, nie wiem. Ta konkretna piosenka bazuje na konkretnej scenie, która musiała się pojawić w filmie. Dlatego właśnie tu jest; gdy już zobaczycie film, zrozumiecie, dlaczego znalazł się tutaj ten „twinpeaksowy” utwór. Prawdę powiedziawszy to nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie… Pytałeś jednak również o wszechstronność i różnorodne fragmenty. Płyta jest bardziej zróżnicowana niż dawniej. Myślę, że wpływ na to ma jej tematyka – celebracja życia, przywilej życia oraz wszystkie wspaniałe i piękne rzeczy, których możemy tutaj doświadczać. Tu chodzi o różnorodność naszych przeżyć. Dlatego chcieliśmy zawrzeć wszystkie elementy, które dało się zmieścić w 75 minutach muzyki. Od mrocznych, jazzowych motywów przez koszmary dzieciństwa w „Scaretale”, wpływy arabskie i celtyckie, wesoły nastrój aż po procesję pogrzebową w „Rest Calm”. Wszystko to prezentuje różne aspekty życia.

Jak długo pielęgnowałeś w sobie to marzenie o filmie. Kiedy zdałeś sobie sprawę, że ten projekt jest możliwy do wykonania?

Ta ambitna myśl naszła mnie w 2007 roku, latem. Byłem trochę naiwny myśląc, że wykonanie tego zadania nie sprawi nam kłopotu. Zespół nie posiadał środków finansowych, które mogłyby pokryć koszty całego przedsięwzięcia. Budżet przeznaczony na realizację filmu wyniósł 4 miliony euro. My mogliśmy pokryć jedną czwartą tej sumy. W pewnym momencie chciałem sprzedać dom i wziąć wszystkie pożyczki na świecie, byleby tylko zrealizować plan. To był dotychczas najtrudniejszy etap całego procesu.

Powiedziałeś, że prawie sprzedałeś swój dom. Czego byś nie poświęcił, dla spełnienia swoich artystycznych pragnień?

Ludzkiego życia! (śmiech) To było takie uczucie, kiedy wiesz, że nie możesz spojrzeć sobie w twarz dopóki nie zrealizujesz pewnych rzeczy. Byłem bardzo pewny tego pomysłu. Nie przejmowałem się tym, czy film będzie dobry czy nie. Chciałem mieć film! Koniec dyskusji! Ostatecznie udało się zdobyć środki na sfinansowanie projektu, dlatego teraz tutaj jestem. Czuję się dumny z tego, że nad wszystkim trzymaliśmy pieczę oraz zachowaliśmy rozsądek.

Czy film Pink Floyd – „The Wall” był dla Ciebie inspiracją?

Tak naprawdę, nigdy nie widziałem tego filmu. Właściwie to nie widziałem żadnego z tych filmów stworzonych przez różne zespoły. Słyszałem, że grupa KISS zrobiła film, podobnie The Beatles, Lordi nakręcili „Dark Floors”. Żadnego z nich nie obejrzałem. Nie potrafiłbym ich porównać.

Co było dla Ciebie inspiracją do stworzenia tego filmu? Po pierwszych zdjęciach możemy stwierdzić, że wygląda jak dzieło Tima Burtona.

Właściwie historia, scenariusz to dzieło reżysera – Stobe Harju. To on wpadł na pomysł, aby fabuła kręciła się w okół starego, umierającego faceta, który wraca do swoich snów. To wszystko on. Z racji tego, że oboje jesteśmy fanami Disneya, baśni i Tima Burtona, w jakiś sposób wszystko to ma swoje odbicie w filmie.

„Imaginaerum” jest dla Ciebie spełnieniem marzeń, ale to samo mówiłeś o poprzednich dziełach. Jest jeszcze coś, co chciałbyś osiągnąć w przyszłości?

W momencie, w którym powiedziałbym „nie”, byłbym gotowy umrzeć. Życie polega na posiadaniu marzeń i próbach ich realizacji. Brzmi banalnie, ale tak jest. Cztery lata temu, wymarzyłem sobie film, a teraz jest on właściwie zrobiony. Przyszedł więc czas na poszukiwanie nowych marzeń, a mam ich już kilka.

Jakie więc pomysły chodzą Ci już po głowie?

Mam już wstępne pomysły na nowy album Nightwish. Kilka naszkicowanych utworów. Poza planami związanymi z zespołem, mam marzenia o których nie chciałbym jeszcze mówić. Jest cała masa rzeczy, które chce zrobić.

Członkowie zespołu mają krótkie role w filmie. Co możesz nam opowiedzieć o swoich pierwszych aktorskich doświadczeniach?

Sztuka, jaką jest aktorstwo to coś, co w chwili obecnej bardzo podziwiam i szanuję. Nie wydaje mi się, że mógłbym się tym zajmować. Musiałem spędzić kilka godzin przed kamerami i próbować coś grać. Nie miałem żadnego tekstu do wypowiedzenia, a i tak było to trudne. To niewiarygodne. Na planie był taki dwunastoletni chłopiec, Quinn Lord. Jest jednym z głównych bohaterów w filmie. Miał zagrać w scenie, w której reżyser powiedział mu: „Płacz”. I zaczął płakać. Miał 30 sekund na to, żeby łzy pojawiły się w jego oczach. Beż żadnej chemii, bez niczego. Zamknął oczy i zaraz miał łzy. Zrobił to osiem razy z rzędu. Byłem tam i widziałem. Osiem razy z rzędu i za każdym razem dyrektor mówił: „OK, akcja!”, a łzy pojawiały się w oczach. Próbowałem tego później w hotelowym pokoju. Powiedziałem sobie „Płacz”. Możesz tego spróbować, ale to trudne. Zważywszy na fakt, że zrobił to tyle razy przy 40 osobach…to jest aktorstwo. Ogromny talent.

Więc to nie jest jak kręcenie teledysku? Zrobiliście bardzo ładne, interesujące wideo do piosenki „While Your Lips Are Still Red”. Dla Ciebie to nie to samo?

To bardziej jak żeglowanie po znanych wodach. Kiedy masz muzykę, instrument czujesz się sobą. To właśnie potrafisz robić. Inaczej jest kiedy reżyser mówi „Akcja!”, a Ty musisz rzucić czymś w ścianę z niezbyt szczęśliwą miną albo przytulić małą dziewczynkę, wziąć na kolana i zacząć grać na fortepianie razem z nią. Myślałem wtedy: „Zaraz, co do diabła mam teraz robić? Zaczekaj, a tak. Mam wyglądać na nieszczęśliwego.” To było trudne.

Trasa koncertowa Imaginaerum potrwa tylko rok. Czy dwa lata były dla Was zbyt wymagające?

Trzeba było tego spróbować. Bez żalu, jednak uświadomiliśmy sobie, że to jest niewarte wysiłku. Dlatego zdecydowaliśmy, że nowa trasa będzie trwała rok, a potem zobaczymy jak zespół będzie się czuł. Przekonamy się co przyniesie przyszłość, nie zdecydowaliśmy w sumie jeszcze nic konkretnego. Ostatni raz był odrobinę za ciężki i dał się nam we znaki. Pomyśleliśmy, że to nie jest warte tego wszystkiego i podeszliśmy do sprawy spokojnie.

Czy wiecie może już, z czego zamierzacie korzystać na scenie w trakcie nadchodzącej trasy?

Mamy kilka pomysłów. Rozmawiałem z technikami kilka dni temu. Na scenie będzie parę takich rzeczy jak rekwizyty, fajerwerki i dużo ognia… Ale szczerze mówiąc, nie wiemy jeszcze dokładnie, co się tam znajdzie. Na razie wszystko jest w fazie przygotowań.

Czy czekasz z niecierpliwością na rejs „70,000 Tons Of Metal”?

Ktokolwiek wpadł na taki pomysł, musi być absolutnym geniuszem. Rejs po Karaibach z czterdziestoma metalowymi grupami i wszelkimi możliwymi atrakcjami – oglądanie zespołów, słońce, morze… Genialny pomysł!

Rozmawialiśmy z gościem, który to zorganizował i powiedział nam, że wpadł na ten pomysł pod wpływem alkoholu!

Właśnie wtedy przychodzą do głowy najlepsze pomysły!

No i będziecie mogli oglądać zespoły siedząc w basenie!

O, wow! (śmiech) Zgaduję, że będzie naprawdę kameralnie. Nie trzeba robić czegoś wielkiego, bliski kontakt publiczności. Mała scena, bez niczego nadzwyczajnego.

Mówisz o kameralnych koncertach. Ale czy sądzisz, że ze wszystkimi środkami, jakimi dziś dysponuje Nightwish, jesteście jeszcze w stanie zagrać bardziej kameralny koncert?

Lubię myśleć, że nasza muzyka jest tak silna, że może być zagrana gdziekolwiek. Na przykład po trasie Dark Passion Play zagraliśmy kilka takich koncertów w Ameryce i wciąż to działało. Wolę uczucie kameralności ponad wielkie areny, ale obydwie rzeczy mają swoje dobre strony.

Wasz koncert w Paryżu ma się odbyć w Bercy, największej sali tego typu w mieście. Jak przeniesiecie się z Zenith do Bercy? To naprawdę ogromne miejsce!

To był szalony pomysł naszego promotora! (śmiech) To nie ma nic wspólnego z nami. Gdy usłyszałem o tym kilka dni temu, byłem naprawdę oszołomiony, pomyślałem sobie „Co do diabła?!”. To 15 tysięcy ludzi. Nie mam zielonego pojęcia, jak oni zamierzają wysprzedać wszystkie bilety, ale najwyraźniej w nas wierzą. Jeżeli to wypali, to będzie nasz największy koncert dotychczas. The Hartwall Areena w Helsinkach pomieściła jedynie 11,5 tysiąca ludzi.

Jeszcze jedno, ostatnie pytanie na temat piosenki „The Heart Asks Pleasure First”. O co z nią chodzi? Najpierw słyszałem, że otrzymaliście zgodę na jej wypuszczenie , a potem, że nie…

Również o tym słyszałem. Ostatnia wiadomość jest taka, że mamy zgodę na wykorzystanie jej. Pan Nyman ostatecznie się zgodził. Nie mogę być w 100% pewny, bo nie mamy pisemnej zgody. Najpierw chcemy ją zdobyć. Właściwie to dostałem e-maila od jego wydawcy, w którym mówi: „Ok, proszę bardzo, możecie go zrealizować.” Powiedziałbym, że jest 80% szans na wydanie utworu na początku przyszłego roku, jako bonus track. Najwyższa pora!

Tłumaczenie: Lalena, Daviduzz, Cela

Zwiń

Wywiad przeprowadzony przez duńskiego dziennikarza Kristiana dla magazynu Metalized.  Zrealizowany dzień po pierwszym przesłuchaniu albumu „Imaginaerum” przez media. Pierwsze szczegóły na temat „Storytime”. Prawda o zejściu Anette ze sceny podczas jednego z koncertów. Solowe plany Tuomasa. Te i wiele innych infromacji tylko tutaj!
Czytaj więcej….

SPOJRZENIE NA ŻYCIE

Tuomas:

Ten album ma znacznie bardziej pozytywne przesłanie niż Dark Passion Play. Z drugiej strony nie lubię słowa „pozytywne”. Dla mnie ta płyta to celebracja życia, uwzględniająca również mrok i melancholię. Mamy tutaj znacznie większe światełko na końcu tunelu w porównaniu z poprzednim wydawnictwem. To opowieść fantasy o pięknie i miłości mimo, że nie staram się być jakiś guru w temacie miłości.

Czy Twoje podejście do życia uległo zmianie od czasów „Dark Passion Play”?

Tak, myślę, że tak dzięki dziełom Walta Whitmana i Henrego Davida Thoreau. Oczyszczenie jakie przeszliśmy po 2005 roku otworzyło mi nowe światy. Czytanie tych dzieł otworzyło mi umysł sprawiając, że zauważyłem tę harmonię, jedność i to, że wszystko jest ze sobą jakoś powiązane.

To wszechobecne powiązanie i jedność to chyba kluczowe założenia Walta Whitmana.

Tak , w końcu zaczynam rozumieć o co mu chodziło i to mnie podnosi na duchu. Wszystko się dzieje w jakimś celu, co znaczy to całe gadanie o dobru i złu, wadach i zaletach. Ma całkowitą rację.

Co jest takiego podnoszącego na duchu  w tej jedności?

Po prostu filozofia mówiąca, że wszystko jest częścią tego samego.  Wszystko w kosmosie jest zbudowane z tych samych, powtarzających się rodzajów cząsteczek. Prawdziwa miłość jest bezwarunkowa i nie da się jej opisać słowami. Nie mówię tutaj o miłości pomiędzy dwojgiem ludzi lub miłości do któregoś z Bogów. Czuję, że ona jest wszędzie i to bardzo podnosi mnie na duchu.

To może być trochę osobiste, ale pewnie już nie czujesz się jak ptak zamknięty w złotej klatce?

Tak, bardzo dobrze to ująłeś, bo tak właśnie się czułem 4 lata temu, ale nie teraz. Klatka jest przynajmniej otwarta. Może wciąż w niej siedzę, ale drzwi są otwarte.

 

O IMAGINAERUM

Przed stworzeniem pierwszego utworu miałem w głowie pomysł, żeby zrobić 12 teledysków z jednym tematem przewodnim, które łącząc się stworzyłyby dłuższą historię. W tym pomyśle właściwie nie było miejsca dla aktorów czy dialogów. Tylko zespół i kilka animacji. Miałem wyraźną wizję każdej historii, jedną w zadymionym klubie jazzowym, inną z żywym bałwanem, różne tematy. Przedstawiłem tę ideę Stobe, któremu bardzo się spodobała. Kiedy napisałem wszystkie utwory i zagrałem mu demo powiedział, że musimy nakręcić pełnometrażlowy film.  Cały ten „hollywoodzki ruch” był jego pomysłem.

Słyszeliśmy już opinie, że to egoistyczna historia o nas. To nie jest żadne autobiograficzne odniesienie. To film o sile wyobraźni, wspomnień i wybaczenia. To główne tematy przewodnie, ale z racji tego, że to również film zespołu Nightwish muszą być jakieś nawiązania. Dlatego główni bohaterowie nazywają się Tom, Anne, Markus itd.  Stobe zrobił świetną robotę tworząc spójną historię łącząca wszystkie oryginalne pomysły, jakie miałem. Zwyczajnie stworzył historię w okół wszystkich poruszonych przeze mnie tematów. W środę lecę do Montrealu na plan filmu. Nie mogę się doczekać kiedy to wszystko zobaczę, sceny, kostiumy. Nagrywanie zdjęć rozpoczyna się już jutro i mają 18 dni na zrobienie tego.

Jak wspomniałeś film nie jest w żaden sposób autobiograficzny, a historia powstała dzięki Stobe.  Wciąż jednak wiele osób będzie wysnuwać wnioski na Twój temat, zastanawiając się czy to nie jest cała prawda o Tuomasie. Jak się czujesz wiedząc, że będą to robić?

Mają do tego prawo i nic na to nie poradzę. Rozumiem argumenty Stobe, że to film grupy Nightwish i muszą być jakieś odniesienia do zespołu. Mimo wszystko główny bohater to 75 letni facet. Jak mógłby być mną?

Tak, ale ludzie i tak będą myśleć o Tobie. Główna postać to autor piosenek, Tom itd. Czy to w jakiś sposób Cię nie obnaża i jak się czujesz z tym, ze ludzie mogą dojść do wniosków do jakich wcale nie mieli zamiaru. 

Przez długi okres czasu nie zgadzałem się z reżyserem na nazwanie głównego bohatera Tom. Uważałem, że to trochę naiwne. Nalegał jednak mocno i w końcu załapałem o co mu chodzi. Chcę by ludzie wiedzieli, że to nie był nasz pomysł. Powiedziałem nawet Stobe, że nie chcę by zespół był obecny w filmie w jakikolwiek inny sposób niż krótkie zespołowe klipy.  On znowu nalegał, że malutka część musi należeć do nas. Wypowiadam nawet jedną linijkę tekstu.

 

O PISANIU UTWORÓW

Zawsze powtarzałeś, że jesteś tym rodzajem kompozytora, który nie potrafi skończyć piosenki dopóki nie poczuje jakiegoś uczucia z nią związanego…

Nie potrafię po prostu usiąść, napisać i to jest problem. Ja tak nie działam, że siadam i próbuję stworzyć coś co brzmi dobrze. Potrzebuję jakiegoś tematu przewodniego, uczucia od którego mogę zacząć.

OK, w takim razie zastanawiam się, czy fakt, że utwory te miały posiadać teledyski , zmieniło to podejście. Może w jakiś sposób pomogło?

W większym stopniu wszystko wyglądało tak jak dotychczas. Zanim zaczynam pracę, zawsze mam jakiś pomysł tutaj było jeszcze ciekawiej, bo miałem 12 pomysłów od których mogłem zacząć.  Na przykład „Storytime” opowiada o locie z bałwanem i wyobraziłem sobie w głowie pięciominutowe wideo.  Później zacząłem zastanawiać się jak to mogłoby brzmieć i wtedypojawiła się melodia „dee dee dee dee deee” .

Wszystko wygląda bardzo ambitnie. Tym razem będziemy miec film.Czujesz, że za każdym razem musisz stworzyć coś lepszego.

Bardzo mocno, tak. Chcesz siebie sprawdzić i zrobić coś innego. Powinno być tego więcej.  To wszystko sprawia wiele radości. Nie chcę się zanudzić tworząc wciąż ten sam album cały czas.  Wszyscy jesteśmy otwarci na nowe pomysły. Zresztą to przyjemne próbować nowych ścieżek artystycznych i całkowicie się im oddawać, rzucać wyzwanie sobie i fanom.

Czy wciąż próbujesz nowych elementów w Waszej muzyce?

Tak, to również. Przez większą część czasu pozwalam sobie po prostu na przepływ myśli i opowiedzeniu danej w historii w odpowiedni sposób. Mimo wszystko są to przemyślane zabiegi, jak np w utworze „Slove, Love, Slow” ponieważ wyobraziłem sobie tę historię w zadymionym jazz klubie, jestem wielkim fanem filmu i muzyki z Twin Peaks. Powiedzieliśmy sobie: „Ok, spróbujmy tego”. Całe życie uwielbiałem atmosferę jazzu, ale jakoś nigdy nie byłem w stanie wysłuchać całych albumów ponieważ nie do końca to chwytałem. To nie moja działka, jednak w jakimś stopniu rozumiem o co w tym chodzi. To muzyka w najczystszej formie tak samo czarna jak metal.

Trochę czasu minęło, od kiedy czytałem Whitmana, ale wydaje mi się, że ta „mówiona” część utworu „Song Of Myself” jest zaczerpnięta z jego „Song Of Myself”. Natomiast ostatnie linijki „All I am is smoke and mirrors” oraz „G to E minor” zdecydowanie do Whitmana nie należały. Dodałeś coś od siebie?

Całość jest tak naprawdę stworzona przeze mnie w duchu twórczości pana Whitmana. Chciałem napisać moją własną „Song Of Myself”.  Jest wypowiedziana przez ponad 20 różnych osób ( jak się później okazało członków rodzin zespołu). Tekstowo jest to coś zupełnie nowego dla nas więc to był bardzo przyjemny eksperyment. To bardzo głębokie, osobiste katharsis. Chciałem stworzyć ten poemat bez myślenia o jakiejś strukturze czy melodiach, pozwoliłem temu po prostu ze mnie wyjść tak jak zrobił to Whitman. Napisał o świecie jakiego doświadczył i to samo zrobiłem ja.

 

O ORKIESTRZE

Pip Williams robi znacznie więcej niż tylko dopasowuje Twoje utwory pod orkiestrę. Mógłbyś w jakiś sposób opisać jego rolę, również tą na „Imaginaerum”?

Tak, robi znacznie więcej niż tylko przepisywanie moich myśli. Ma masę pomysłów na każdy utwór i jest nieocenionym gościem. Zeszłego lata stworzyliśmy demo albumu, gdzie miałem masę aranżów na orkiestrę zagranych na keybordzie. Przesłałem mu demo. Przez kolejne 4 miesiące rozmawialiśmy ze sobą nawet po 3 razy dziennie wymieniając się pomysłami.  Powiedział: „Tutaj potrzebujemy obój” a ja na to: „Tak, ale tutaj.” itd. Miał też wiele zupełnie swoich pomysłów. Na przykład w utworze „Scaretale” umieścił motyw cyrku na który nigdy bym nie wpadł.

Aranżacje orkiestry to w dużej mierze więc wspólne dzieło Twoje i Williamsa?

Powiedziałbym, że to takie 50/50. To co było najważniejsze to fakt, że chciałem by orkiestra brzmiała trochę jak keybord. Bym mógł to zagrać 10 palcami. Nie chciałem by była wszędzie tylko dlatego, że to takie fajne mieć orkiestrę na płycie.  Najważniejsze, że to bardzo ważna część potężnego brzmienia. Nie chciałem by brzmiała zbyt artystycznie lub sztucznie.

 

Wciąż jednak są krytycy, którzy uważają, że tej orkiestry jest za dużo. Nawet niektórzy fani Nightwish wolą Wasze brzmienie z Oceanborn czy Wishmaster, kiedy byliście bardziej jako zespół, a Twój keybord był bardzo ważny.

Rozumiem ich podejście i spojrzenie na tę sprawę. Naprawdę. To wciąż coś, co chcemy robić. Kochamy brzmienie orkiestry i potężne aranże więc nie widzę powodu by ich nie używać. Ważne, by utrzymać jakąś dynamikę i zrobiliśmy bardzo dużo by ta dynamika i różnorodność była na tym albumie.

Uważasz, że jest jakiś limit związany z użyciem orkiestry?

Nie wiem czy jest jakiś limit. Już niektóre fragmenty „Once” i „Dark Passion Play”  brzmiały fenomenalnie i nie przypuszczaliśmy, że można to przebić. Nie stawiamy sobie za cel używania orkiestry tak dużo jak to tylko możliwe. To byłoby głupie. Chcemy tylko by brzmiało, jak coś, co potrafi wywołać ciarki na plecach. Tu nie chodzi o jakąś epickość, tylko odczucia.

O ANETTE:

Anette to już pełnoprawny członek zepsołu, jest z Wami już 4 lata. Podczas poprzedniego albumu nagrywała utworu, które były już napisane. Czy to, że teraz znasz jej wokal, jej możliwości sprawiło Ci jakąkolwiek różnicę?

Oczywiście i przynajmniej mogę to usłyszeć. Znałem jej mocne strony i jej słabe punkty i próbowałem to jakoś pogodzić.  Byliśmy ze sobą w trasie przez dwa lata, znamy się od 5 więc tym razem wszystko było bardziej na luzie kiedy weszła do studia.  Było zupełnie inaczej niż za pierwszym razem.  Ciekawostką może okazać się fakt, że 50%-60% wokali na albumie pochodzi z demo nagranego ponad rok temu. Nagraliśmy demo podczas letniego obozu w małym pokoiku. Powiedziałem jej: „Zaśpiewaj to jak chcesz”. Zabrało jej to 3 dni i wszyscy byliśmy wstrząśnięci na zasadzie: co się tutaj dzieje? Sześć miesięcy później poszliśmy do studia i nagraliśmy wokale ponownie z poczuciem, że wszystko jest ok, ale czegoś nam brakuje. Dlatego użyliśmy demówki. Podobnie zresztą było z Marco. To chyba jakaś magia pierwszego razu. Dodatkowo nie ma nad Tobą żadnej presji kiedy nagrywasz demo. Kiedy mówisz, że trzeba coś zrobić tak dobrze jak to tylko możliwe taka presja pojawia się. Anette miała również załamane żebro, kiedy weszliśmy do studia i myślę, że nie była wyleczona do końca.

Czy przyczyniła się pisania melodii pod wokal tym razem?

Na początku miała być razem z nami podczas letniego obozu i brać udział we wszystkich pracach. Potem okazało się, że jest w ciąży i została w domu. Więc nie, nie pisała nic. Jej zadaniem była interpretacja. Mam nadzieję, że następnym razem uda nam się bliżej współpracować.

Nawiązując jeszcze do jej mocnych i słabych punktów, co wymieniłbyś jako te mocne strony wokalu Anette?

Znam jej skale i w jakiej tonacji brzmi najlepiej. Wydaje mi się, że najlepiej brzmi w niższych końcówkach.  Możecie to usłyszeć w utworze „The Crow, The Owl and The Dove” na przykład. Jej zdolności improwizacyjne są niesamowite.  To co usłyszycie na końcu „Storytime” „whoa-whoa” to jej pomysł. To bardzo szwedzkie, jak Abba czy Roxette.

Zarówno Ty jak i Anette nie ukrywaliście faktu, że w 2008 roku wewnątrz zespołu było spore napięcie.  Czym Twoim zdaniem było to spowodowane?

Spokojnie mogę powiedzieć, że powód był jeden.Duży. Terminarz koncertów. To było ciężkie dla wszystkich, ale szczególnie dla niej ponieważ była pod nieustającą presją.  Właściwie każde z nas w którymś momencie się załamało. To była nasza i agentów głupota. Nikt tak naprawdę o tym nie pomyślał. Byliśmy strasznie podnieceni nowym albumem i nową wokalistką. Po prostu to zróbmy – myśleliśmy.  Ludzie zaczęli się załamywać. Ona, inni członkowie, niektórzy technicy. Wszyscy się martwiliśmy o Anette.  Jak to znosi, jak nasi fani ją traktują, czy czasem ktoś nas nie zestrzeli na scenie.

Może to tak wyglądało, bo nie do końca zdawała sobie sprawę w co tak naprawdę wchodzi?

Tak, nie wiedziała i mówiła o tym nawet kilka miesięcy później. Mówiła: „Przepraszam, nie wiedziałam, że tak będzie i nie wiem czy uda mi się przez to przebrnąć.  Staram się robić wszystko najlepiej jak potrafię, ale to zbyt ciężkie.” Skąd mogła wiedzieć? Zrobiła to i zarobiła u mnie ogromnego plusa. Najgorszym momentem był koncert w Ameryce Południowej gdzie załamała się na scenie i ją opuściła.

Coś było nie tak z publiką?

Tak. W pierwszym rzędzie stało ok. 5-10 osób pokazując niezbyt grzeczne gesty i pokazując jakieś „tarjowe znaki”. To był najgorszy moment. Później wszystko zaczęło się poprawiać.

 

O TEKSTACH:

Myślę, że w Twoich tekstach zaszła zmiana od czasów Oceanbron i Wishmaster do teraz. Późniejsze teksty wydają się bardziej bezpośrednie i osobiste. Próbowałeś robić coś innego na pierwszych albumach?

Zawsze chodziło mi o pisanie pamiętnika mojego życia oraz opisywanie rzeczy które mnie interesowały. „Oceanborn” i „Wishmaster” była bardziej w tematyce fantasy, natomiast „Dark Passion Play” czy „Imaginaerum” są bardziej osobiste. Głównie „Dark Passion Play”.

Może to dlatego, że teraz czujesz się bardziej komfortowo będąc sobą niż kiedyś?

Tak, to prawda. Piosenki powstały z momentów fascynacji. Na przykład „Turn Loose The Mermaids” narodziły się z momentu, kiedy widziałem mojego umierającego dziadka na kilka chwil przed śmiercią. Moja babcia leżała koło niego, tuląc go i mówiła „żegnaj ukochany” oraz „do zobaczenia”. To był niesamowicie emocjonalny moment mojego życia.  Oboje mieli ponad 90 lat.  Sprawdziła jego zęby, zagrzała palce u stóp. To również pojawia się w tym utworze. To było dziwne i piękne jednocześnie. Naprawdę miałem ciarki na plecach. Nigdy wcześniej nie widziałem martwej osoby. Takie momenty są początkiem moich utworów.

 

O DON ROSA, PRZYSZŁOŚCI I WILKACH 

Wiele razy mówiłeś, że „Życie i czasy Sknerusa Mckwacza” Dona Rosa to jedna z Twoich ulubionych historii. Twoim marzeniem jest stworzenie soundtracku do niej. Co więcej przeczytałem gdzieś, jak mówiłeś, że spotkałeś się nawet z nim i rozmawiałeś na ten temat. Czy coś w związku z tym się dzieje czy to nadal sfera marzeń?

Właściwie to coś dzieje. Spotkałem się z Donem Rosem kiedy zawitał do Finlandii ostatniej wiosny, mam znajomości w Donald Duck Company w Finlandii. Spotkałem go osobiście i opowiedziałem o moim pomyśle. Jeśli wszystko pójdzie tak jak zostało zaplanowane zajmę się tym po skończeniu trasy promującej „Imaginaerum”. Ten pomysł siedzi w mojej głowie od 10 lat, więc bardzo chcę by to ze mnie wyszło. Najprawdopodobniej w 2013 roku poświęcę temu kilka miesięcy i wszystko skończę. To bardzo dziwny pomysł, ale wierzę, że będzie udany.  Zrobienie soundtracku do  „Życia i czasów Sknerusa Mckwacza”, które jest moim zdaniem najlepszą disneyowską historią. Don był trochę sceptycznie nastawiony biorąc pod uwagę prawa autorskie i stosunek Disneya do tego typu rzeczy. Jeśli coś będzie rzutować to po prostu zmienię tytuł lub dodam „Inspirowane…” lub coś w tym stylu.

Rozumiem, że Nightwish również się pod tym nie podpisze.

Nie. Chcę to zrobić sam z orkiestrą. Może jakieś wokale tu i ówdzie. Całość wyobrażam sobie w większym stopniu jako album instrumentalny.

Dla każdej części będzie oddzielna piosenka czy …?

Aż tak nad tym jeszcze nie myślałem. Na przykład pierwsza część zaczyna się w dziewiętnastowiecznej Szkocji więc to sugeruje jakieś dudy itp. , następnie udaje się na zachód więc może jakieś country. Mam taki plan by udać się do Disneylandu w Orlando na 2-3 miesiące i napisać tam wszystko.

Czy zastanawiałeś się kiedyś co byś robił bez zespołu, bez względu na to czy to będzie za 10 czy za 30 lat?

Czasami faktycznie nad tym myślałem. Mam marzenia, ale jestem pewien, że muzykę będę tworzyć do końca życia. Może nawet dla innych artystów. Chciałbym też napisać książkę. Zdecydowanie zajęcia wykorzystujące kreatywność. Mam również takie marzenie, by stworzyć  taki dziki obóz dla japońskich turystów gdzie mogliby uprawiać na przykład hiking.  Takie rzeczy robiłbym, gdybym nie miał muzyki.

A Ty nadal uprawiasz hiking?

Tak, nawet w zeszłym tygodniu spędziłem 4 dni we wschodniej Finlandii.

Lapland? Karelia?

Tak, Karelia. Lieksa. 4 dni , 50 kilometrów. Masa dobrej zabawy…3 dni dokładnie.  Dwie noce  i trzy dni.

Co jest w tym takiego fajnego?

To takie oczyszczenie, wszystko jest takie proste. Najzwyklejsze rzeczy wymagają dodatkowego wysiłku.  Pójście do toalety, kiedy nie ma żadnej toalety.  Branie prysznicu, kiedy nie ma ciepłej wody.  Znalezienie miejsca z wodą , miejsca do gotowania.  To daje Ci różne perspektywy.

Dla mnie to również prostota wszystkiego…

Prostota to dobre określenie.  Jedzenie nigdy nie smakuje tak dobrze, jak po długotrwałym hikingu. Lubię też fizyczny wymiar tej aktywności. uwielbiam długo spacerować i być tym wykończonym. To wspaniałe uczucie.

To również zabiera Twój umysł gdzieś indziej…

Tak. To prawda. Zostaje tylko piękny przyrody. Pierwsza noc, kiedy zapalałem ognisko, wchodziłem w śpiwór i słyszałem wycie wilków. To był jeden z piękniejszych, ale i przerażających momentów. Nigdy wcześniej nie słyszałem wycia wilków.

Tłumaczenie:Cela

Zwiń

Tłumaczenie wywiadu przeprowadzonego z Stobe Harju – reżyserem filmu „Imaginarium”, z którego dowiemy się o początkach współpracy z Tuomasem oraz poznamy kilka szczegółów dotyczących projektu „Imaginarium”.

Czytaj więcej….

Stobe Harju jest znany przede wszystkim dzięki pracy nad grą Alan Wake oraz jako reżyser teledysków. Z członkami grupy Nightwish po raz pierwszy spotkał się podczas realizowania klipu do utworu The Islander. Zakończona sukcesem współpraca dała życie nowemu projektowi – Imaginarium.

Jakie były początki projektu „Imaginarium”?

Stobe: Tuomas zadzwonił do mnie późnym latem 2008 i powiedział coś w rodzaju: „Cześć, Stobe, masz czas pomówić o paru teledyskach? W zasadzie mamy zamiar nakręcić teledysk do każdego utworu na następnym albumie”. Od razu pomyślałem, że biedaczysko postradał rozum. Odbyliśmy potem spotkanie, podczas którego usłyszałem tytuły utworów i pierwotną wizję Tuomasa dotyczącą każdego z nich, jak „w tym utworze mogłaby się znaleźć kolejka górska” i tak dalej. Na szczęście nasze wizje były bardzo podobne, więc zaskakująco łatwo mogliśmy zacząć tworzyć dłuższą i bardziej szczegółową opowieść, opartą na początkowych pomysłach Tuomasa. Podczas następnych miesięcy stworzyłem około 70 stron z tekstem, obrazkami i była to pierwsza wersja większej historii, która zawierała każdy z pierwotnych pomysłów Tuomasa. Tuomas przeczytał opowieść, pogratulował mi, że dokładnie tak to sobie wyobrażał, więc kontynuowaliśmy rozwijanie scenariusza. Po około sześciu miesiącach dopracowałem w swoim umyśle historię do tego stopnia, że musiałem zapytać Tuomasa, co sądzi o moim nowym pomyśle: dlaczego mielibyśmy dzielić opowieść na osobne teledyski? Dlaczego nie nakręcić filmu, bo te historie tak dobrze ze sobą współgrają? I to właśnie postanowiliśmy zrobić. Muszę przyznać, że czasami wydawało się to dziwne i nawet szalone, bo nikt nie zrobił przedtem czegoś takiego. Zasadniczo jednak nastroje są świetne, bo ten projekt jest tak interesujący, jakim się staje.

„Imaginarium” faktycznie jest pierwsze w swoim rodzaju, ale czy mógłbyś podać jakieś porównania?

Stobe: Przyparty do muru, mógłbym opisać to jako skrzyżowanie „Moulin Rouge” z „The Wall” Pink Floyd, ale zasadniczo film jest czymś wyjątkowym. „Imaginarium” to czyste fantasy i również w sporym stopniu obejmuje wszystko, co oznacza Nightwish. Osobiście myślę, że „Imaginarium” jest wizualną interpretacją tego, co chcą przedstawiać w swojej muzyce, więc innymi słowy ideą jest sprawienie, aby film przypominał Nightwish tak bardzo, jak to możliwe. Jest to osiągalne, bo album i film powstawały razem – film nie był inspiracją dla muzyki ani odwrotnie. To nie wyglądało tak, że ktoś pomyślał, iż muzyka jest tak obrazowa, że byłoby miło stworzyć z niej film, czy coś takiego. Zaczęliśmy od tytułów utworów i ogólnej koncepcji Tuomasa i rozwijaliśmy całość od tego punktu. Teksty i muzyka były zainspirowane przez dłuższe opowieści, które wymyśliliśmy, a szczegółowy scenariusz był ostatecznie zainspirowany przez utwory. Projekt rozwija się w pojedynczych krokach.

Jak wiele możesz teraz ujawnić na temat „Imaginarium” i jego fabuły?

Stobe: Na pewno mogę zdradzić ci pewne ogólne zarysy. To nie ma być linearna historia jak o Piotrusiu Panie, jest już wystarczająco dużo takich. Chcieliśmy znaleźć nowy punkt widzenia i głównego bohatera i w końcu pomyśleliśmy o starym człowieku i historii jego życia. W filmie jego obecne życie miesza się z jego fantazjami z dzieciństwa, a w trakcie moglibyśmy zastanawiać się, czym stało się nasze dorosłe życie, gdy nasza wyobraźnia została stłumiona. Jako dorośli nie pamiętamy już czasów, gdy pagórek śniegu na naszym podwórku był najwyższą górą na świecie. Ten symbolizm czasem staje się dość trudny, ale muzyka Nightwish też nie jest łatwa! Możesz interpretować Nightwish na wiele sposobów, a film nie jest inny.

Jak opisałbyś stronę wizualną filmu?

Stobe: Moje poprzednie prace były porównywane np. do Tima Burtona, ale tym razem widocznych jest więcej inspiracji takich, jak Salvador Dali, nie zapominając o mocno disneyowskich klimatach. Rezultat końcowy będzie z pewnością więcej zawdzięczał surrealizmowi Dalego niż szalonemu, utrzymanemu w cukierkowych kolorach światowi Tima Burtona. Będzie również dużo CGI [elementy obrazu stworzone wyłącznie za pomocą komputera – przyp. tłum.] – w przeszłości zajmowałem się animacją i w ogóle kocham SFX [efekty specjalne – przyp. tłum.], więc tego rodzaju materiały są dla mnie czymś naturalnym. Naprawdę muszę się trochę pochwalić i powiedzieć, że chciałbym zobaczyć inny fiński film z tak ambitnymi projektami kostiumów, projektem planu filmowego, postprodukcją i stroną wizualną. Zatem w skrócie: jeśli uda nam się zrealizować nasze wizje, zapowiada się piekielna jazda!

To interesujące, że muzyka w filmie różni się nieco od wersji albumowych.

Stobe: Faktycznie, Tuomas dał mi prawo do wprowadzania zmian, oczywiście w pewnych granicach i za jego pozwoleniem, i soundtrack filmu będzie różnić się nieco od muzyki na albumie. Są też momenty podczas dialogów, gdzie zamiast muzyki Nightwish słychać interludia, które prawdopodobnie skomponuje Petri Alanko. Zatem podsumowując: Tuomas jest na pewno głównym producentem muzyki i zaaprobuje zmiany w utworach słyszanych w filmie (w porównaniu z wersjami albumowymi), ale będą również pewne rzeczy napisane przez Petriego Alanko, oczywiście mocno inspirowane duchem Nightwish. Dwa utwory Nightwish mają być również słyszane w tle dialogów, więc są użyte bardziej jako soundtrack filmowy. Oczywiście w tych momentach to muzyka nadal jest nośnikiem opowieści, choć daje nieco więcej przestrzeni na dialogi.

Jak bardzo napięty jest wasz harmonogram odnośnie skończenia filmu?

Stobe: Album wychodzi jako pierwszy, gdzieś na początku 2012, ale premiera filmu nie została jeszcze ustalona. Naprawdę nie mamy wiele czasu do stracenia, ale nie będziemy chcieli też z niczym się spieszyć, bo chcemy wszystko zrobić po prostu dobrze. Podczas produkcji Alana Wake’a stworzyliśmy 90 minut animacji w 30 tygodni. Ludzie z początku myśleli, że taki plan jest niemożliwy, a ja muszę przyznać, że czas wystawiał nas na ciężką próbę. Zasadnicze pytanie brzmi: czy można wciąż tworzyć odpowiedniej jakości dzieła podczas 18-godzinnych dni pracy… Całe szczęście mamy dobrego ducha drużyny, wspaniałą firmę produkcyjną, pomysłowego producenta – Markusa Selina – i znakomity zespół, więc ogólnie mówiąc, rzeczy mają się świetnie!

Tłumaczenie:Czarna Carmen

Zwiń

Wywiad z Tuomasem opublikowany wraz z newsem na temat projektu „Imaginaerum”. Warto przeczytać, aby dowiedzieć się kilku szczegółów na temat filmu, albumu oraz przyszłych planów zespołu.

Czytaj więcej….

„Tuomas jesteś szalonym dziwakiem, ale ten pomysł jest świetny!”

Tuomas Holopainen ujawnia koncept projektu „Imaginaerum”.

Zaszyty tej wiosny w studio zespół Nightwish, nie tylko dopieszcza nowy album, ale również planuje film o tym samym tytule. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, album ukaże się na początku 2012 roku a po nim pojawi się również film. Pierwszy singiel z nowego wydawnictwa jak i trailer filmu powinny pojawić się jeszcze przed końcem 2011 roku. Podczas prac nad filmem zespół nawiąże współpracę z Stobe Harju oraz Solar Films.

Jak powstał koncept „Imaginaerum”?

Kiedy nagraliśmy ostatni album doszło do mnie, że nowy album niekoniecznie musi przebić swą wielkością, dynamicznością „Dark Passion Play”. Zauważyłem gdzieś na horyzoncie koniec tej ścieżki i zacząłem myśleć o kolejnych, innych wyzwaniach. Doznałem olśnienia: czy Nightwish musi być tylko doznanie słuchowym? Czy nie powinniśmy poszerzać własnych horyzontów? Naszła mnie myśl stworzenia koncept albumu, na którym każdy utwór będzie miał swój własny, oddzielny teledysk opowiadający daną historię. Chciałem stworzyć jednolitą całość, która będzie jednocześnie świeża i nieco inna niż to co zrobili Pink Floyd, Kiss czy Lordi.

Projekt rozpoczął się 2 i pół roku temu, wczesną jesienią 2008 roku..

Spotkałem reżysera Stobe Harju podczas realizacji teledysku do utworu „The Islander” i od razu zauważyłem, że nadajemy na tych samych falach, jeśli chodzi o zwariowane rzeczy związane z fantasy. Opowiedziałem Stobe o swoim pomyśle, a ten natychmiast odrzekł: „Tuomas jesteś szalonym dziwakiem, ale ten pomysł jest świetny zacznijmy przygotowania!” Zacząłem od przedstawienia konceptu: nakręcić 13 klipów, które będą ze sobą naturalnie powiązane. Stobe zasugerował, że moglibyśmy dołożyć trochę dialogów ponieważ klipy przedstawiałyby jakieś historie. Stobe zapewniał, że najlepszy efekt osiągniemy łącząc muzykę, zdjęcia i dialogi. Teraz kiedy patrzę na scenariusz wiem, że miał rację. Przygotowania poszły fantastycznie ponieważ wszystkie moje wizje, jak np.przejażdżka kolejką górską w jednym z utworów pasowały do pomysłów Stobe. Ogólnie rzecz ujmując, dałem Stobe 13 perełek, a on stworzył z nich jedną całą perłę.

Końcowy scenariusz wciąż jest jeszcze pisany, co możesz zdradzić na temat fabuły w tym momencie?

Stary kompozytor, na łożu śmierci, powraca do swojego dzieciństwa. Stare wspomnienia powoli wracają, mieszają się z fantastycznym i muzycznym światem młodego chłopca.

To główny koncept, który mogę teraz wyjawić. W tym projekcie chciałem zawrzeć jakieś pozytywne przesłanie, ideę „carpe diem”. Film opowiada o radości z życia i piękna świata.

Pierwszy plakat promujący „Imaginaerum” daje wskazówki co do tego, jak film będzie wyglądał. Chciałbyś się podzielić z nami czymś jeszcze teraz?

Chcemy stworzyć krzyżówkę pomiędzy surrealistycznym światem Tima Burtona, Neila Gaimana i Salvadora Dali nie plątając jednak tego wszystkiego. Oczywiście widziałem już fragmenty materiałów ilustracyjnych. Wyglądają świetnie.

Czy odbyły się już castingi? Możemy spodziewać się członków zespołu w filmie?

Castingi właśnie się rozpoczynają, ale w większości będzie to zadanie Stobe oraz Solar Films. Osobiście, chciałbym aby w filmie wystąpili nieznani aktorzy, niezaszufladkowani. Byłoby świetnie, gdyby to były osoby mówiące po angielsku ponieważ „niby angielski” nie pasuje do całego tonu projektu.

Nightwish zagra w filmie samego siebie, ponieważ mamy zamiar zagrać 2 lub 3 utworu. Są przewidziane również jakieś wstawki z nami, krótkie dialogi, ale w głównych rolach nas nie zobaczycie. Film będzie trwał ok. 80 minut może trochę dłużej.

Czy wymagającym zadaniem było pozyskanie środków na film?

Wymagającym to mało powiedziane. Musicie wiedzieć, że filmy jak ten kosztują miliony. Mimo to, nie byłem gotowy by się poddać. Myśl o wydaniu samego albumu była dołująca. Zespół jest mocno zaangażowany w produkcję i bierzemy na siebie ogromne ryzyko finansowe. Oczywiście, świetnie jest mieć ze sobą tak wspaniałą kompanię Solar Films jako partnera.

Pomijając całe gadanie o filmie ważne jest by pamiętać, że „Imaginaerum” to również nowy album Nightwish, który pomimo połączeń jest niezależnym dziełem. Co może Was zainteresować, muzyka na płycie i ta filmie będzie się między sobą nieznacznie różnić: niektóre intra w filmie będą usunięte, niektóre refreny będą bez wokalu itd. W filmie muzyka musi być dopasowana do historii i nastroju.

Jaką rolę w filmie grają teksty utworów?

Pisanie tekstów na ten album było interesujące, ponieważ muszą one istnieć również bez filmu, niezależnie. Dlatego w utworach nie usłyszycie na przykład imion bohaterów. Indywidualne tematy utworów są uniwersalne, pasują jednak do siebie nawzajem bez opowiadania jednej długiej historii.

Nie martwcie się. Wszystko będzie jasne.

Jak zamierzacie wydać ten projekt

Jeśli wszystko pójdzie gładko, album ukaże się z początkiem 2012 roku. Film zostanie wydany po premierze albumu wtedy, kiedy będzie gotowy. Na pewno pojawi się na DVD choć mamy nadzieję, że uda się go pokazać również w kinach. Oczywiście w późniejszym czasie cały projekt będzie dostępny razem: CD + film.

Jeśli „Dark Passion Play” było końcem pewnego etapu, co do licha zrobicie po „Imaginaerum”?

Być może włączymy w to wszystko węch i inne zmysły…

Tłumaczenie:Cela

Zwiń

Wywiad przeprowadzony z Markusem Selinem, jednym z producentów Solar Films.

Czytaj więcej….

„Film i muzyka będą żyć jeszcze długo w przyszłości!”

Producent Solar Film Markus Selin opowiada o „Imaginaerum”.

W jaki sposób doszło do współpracy między Solar Films a grupą Nightwish?

King Foo Entertainment oraz Solar Films pracowały nad różnymi projektami przez lata. Kiedy Tuomas i Stobe przedstawili nam swój pomysł od razu zdecydowaliśmy się brać w tym udział.

Jakie były Twoje pierwsze myśli związane z tym projektem łączącym wydanie filmu oraz albumu zespołu znanego na całym świecie?

Cały pomysł był całkowicie świeży, co nas oczywiście bardzo zainteresowało. Obecnie wszyscy wiemy co posiadamy, co robimy i każdy jest pełen entuzjazmu. Nie sądzę by w rocku pojawiły się jakieś innowacje od „The Wall” Pink Floyd, a to było 30 lat temu!

W jak zaawansowanym stopniu są obecnie prace nad projektem (castingi, finansowania, przygotowania)?

Wszystko idzie naprzód w zawrotnym tempie. Możemy zacząć nagrywać jeszcze w tym roku, a film będzie miał swoją premierę w 2012. Kalendarz jest mocno napięty, ale to w jakiś sposób dobre dla projektu jak ten. Sprawy finansowe przedstawiają się dobrze, wszystko powinno być ustalone przed końcem kwietnia.

Jakie największe wyzwania stawiam wam ten projekt?

Kalendarz póki co. Efekty specjalne będą z pewnością sporym wyzwaniem oraz oczywiście masa innych rzeczy, które pojawią się niebawem im bliżej będziemy rozpoczęcia kręcenia zdjęć.

Jak film zobaczymy w przyszłym roku?

Spodziewam się filmu, który będzie nowym klasykiem. Wierzę również, że muzyka oraz film będą żyć jeszcze długo w przyszłości.

Tłumaczenie:Cela

Zwiń

Dodaj komentarz