Wywiady


Tłumaczenie wywiadu przeprowadzonego z Tuomasem przez brytyjski magazyn „Terrorizer” niedługo po zakończeniu koncertu finalizującego trwającą dwa lata trasę koncertową promującą album „Dark Passion Play”.
Czytaj więcej….

Co dalej z Nightwish?

W zeszłym miesiącu symfonicy z Nightwish w wielkim stylu zakończyli trasę koncertową wybuchowym występem w Hartwall Arena w Helsinkach, stadionie położonym na przedmieściach, mogącym pomieścić 11.000 ludzi, normalnie miejsca rozgrywek hokeja i gdzie Tom Jones zagrał koncert dzień później. Po około 190 występach na całym świecie nadszedł czas odwiesić rękawice i zrobić przerwę, której zespół potrzebował. Ostatnie koncerty naprawdę zebrały żniwo w zespole, zwłaszcza na jego najnowszym członku, Anette Olzon. Gdy sztuczny śnieg wyschnął, a confetti zostało pozamiatane złapałem Tuomasa Holopainena, lidera zespołu i zapytałem co dalej?

Terrorizer: Skończyliście. Show dobiegło końca. Jesteście oficjalnie na wakacjach. Jak się czujesz?

Tuomas: Nie spałem tej nocy. Wcześniejszej również. Wiesz, to dziwna sprawa, 2 lata w drodze i przed ostatnim występem jesteś cholernie przerażony oraz podekscytowany. A potem jakoś to idzie. To po prostu straszna ulga oraz mnóstwo smutku w tym samym czasie, więc nie wiesz jak to będzie. To tak jakbyś był w najprzyjemniejszym więzieniu na Ziemi, a po dwóch latach wychodzisz na wolność i nie wiesz co ze sobą zrobić. Myślę, że wczorajszy koncert jest jednym z trzech najlepszych jakie zagraliśmy.

Terrorizer: To drugi raz, gdy gracie w tym miejscu – pierwszy był ciut bardziej sensacyjny i rozgłośniony. Czy wczorajszy występ, jako drugi, był łatwiejszy?

Tuomas: Myślę, że poprzedni koncert w Hartwall Arena, który zawarliśmy na DVD ‚End of an Era’ był tak samo dobry, więc powiem, że te dwa występy były najlepszymi jakie kiedykolwiek wykonaliśmy. Po prostu uwielbiam to uczucie ostatniego show, cała moja rodzina, wszyscy, których znam, moi przyjaciele, wytwórnia, wszyscy tam byli…

Terrorizer: A więc Anette jest bezpieczna? Po ostatnim razie niektórzy z nas oczekiwali najgorszego. Nie myślałeś, żeby dać jej ‚listu’?

Tuomas: Właściwie planowaliśmy takie coś, wiesz, przed ostatnią piosenką wynająć listonosza albo kogoś podobnie ubranego aby przyniósł na scenę list do Annette. Ona by to otworzyła na scenie, ale uznaliśmy, że byłby to trochę niesmaczny żart albo wypełnić działka confetti listami, to byłoby niezłe.

Terrorizer: Czy ostatni koncert przyniósł jakieś wspomnienia z tamtej brzemiennej w skutki nocy? To musiało być dziwne przeżycie wrócić tam, za kulisami czekać z zespołem na wyjście, przypominając sobie występ cztery lata temu?

Tuomas: Nieee, tak szczerze nie myślimy raczej o przeszłości. To znaczy, ani razu podczas tego koncertu nie wspomniałem, tego co wydarzyło się cztery lata wcześniej w tym samym miejscu, więc to nie ma znaczenia. Po prostu cieszyłem się każdą sekundą na scenie zeszłej nocy. To było fantastyczne doświadczenie.

Terrorizer: W czasach recesji bardzo często na koncertach widać niedobór słuchaczy. Jak to było popatrzyć i ujrzeć pełną widownię? Zapiera dech w piersiach, prawda?

Tuomas: W tym roku odbyło się naprawdę mnóstwo koncertów w Finlandii i wielokrotnie sprawy się nie toczyły tak, jak należy. Na niektóre festiwale i występy wielkich artystów w Hartwall przychodziło jakieś 3000 ludzi, więc baliśmy się o to, czy w tym trudnym okresie ludzie znajdą pieniądze na występ i czy nadal są zainteresowani.

Terrorizer: Macie szczęście, posiadać tak oddaną bazę fanowską!

Tuomas: Również to zauważyłem. To dla nich coś wielkiego, to ich pasja i sposób na życie więc gówno ich obchodzi recesja.

Terrorizer: Jaki jest wasz sekret? Jak się przygotowujecie do tak ogromnego show?

Tuomas: Byliśmy zrelaksowani i po raz pierwszy, a może i ostatni, postanowiliśmy podczas trasy, że absolutnie nikt przed ani po tym koncercie nie pojawi się za kulisami. Tak jakby chcieliśmy, aby ten moment był przeznaczony tylko dla zespołu, więc 4 godziny przed występem rozmawialiśmy sobie, rozmyślaliśmy o przeszłości i odpoczywaliśmy z kieliszkiem wina. Jukka grał w internetowego pokera, taki sposób na uspokojenie. Każdy jednak był bardzo nerwowy. Anette była strasznie niespokojna, ja również, nie przespałem całej poprzedniej nocy.

Terrorizer: Czy to był największy show w waszej karierze?

Tuomas: Hmm, cóż, to był drugi największy z naszych koncertów. Daliśmy w Zurychu w Szwajcarii koncert na 13000 osób, więc ten był drugi.

Terrorizer: A więc wszyscy się odprężacie za kulisami? Czy jesteście w bliższym związku z Anette? Wiem, że Tarja zawsze przebywała oddzielnie.

Tuomas: Zdecydowanie, myślę, że ta grupa jest oparta na przyjaźni. Anette jednak potrzebuje własnego pokoju, ponieważ tam ma swoje rzeczy i , uch, każdy z nas pali więc od strony również potrzebny jest jej własny pokój. Ale jesteśmy przyjaciółmi.

Terrorizer: Ale to sięga też poza zespół, prawda? Cała wasza ekipa, wasi menadżerowie – czy czują się oni jak dodatkowi członkowie zespołu?

Tuomas: Oczywiście, technicy oraz menadżerowie są dla mnie równie dobrymi przyjaciółmi co zespół, więc to naprawdę jedna wielka szczęśliwa rodzinka. Znamy się, razem spędzamy wolny czas. Za jakieś trzy tygodnie ja i trzech naszych techników wybieramy się na sześć tygodni podróży po Australii.

Terrorizer: Żartujesz? To super, odpowiedni sposób wycieczkowania.

Tuomas: Zamierzamy polecieć do Perth, tam wynająć wóz kempingowy i pojechać do Canberry, czyli jakieś 4000 km stamtąd. To pokazuje, jak blisko jesteśmy z technikami, to po prostu moi najlepsi kumple. To coś, co chciałem zrobić przez ostatnie 15 lat, bezgranicznie kocham Australię i chcę zobaczyć ten kraj w moim wolnym czasie. I to właśnie zrobię.

Terrorizer: Zamierzasz się zająć tymi wszystkimi rzeczami rodem z Krokodyla Dundee?

Tuomas: Oczywiście, muszę ponurkować z rekinami. Wiesz, to wtedy gdy cię opuszczają pod wodę w klatce. Uwielbiam nurkowanie ze sprzętem, uwielbiam wychodzenie na zewnątrz, uwielbiam wędrówki górskie i wszystko inne w stylu Indiany Jonesa.

Terrorizer: Wow, jestem zazdrosny. A potem z powrotem do studia, tak?

Tuomas: Cóż, najpierw dwa tygodnie później wybieram się nad Morze Śródziemne pożeglować razem z moim tatą i wujkiem. Taki rodzinny wyjazd, faceci nad morzem. Morze, Turcja i Grecja – będzie bardzo przyjemnie, następnie tydzień i wyjazd do Australii na sześć tygodni. Później będą już prawie święta, a w styczniu wybieram się do Orlando, by znów odwiedzić Donalda, Goofy’ego i Mikiego…

Terrorizer: Masz obsesję na punkcie Disneya, prawda?

Tuomas: Ooo, jestem fanatykiem. To już będzie mój siódmy raz w Disney Worldzie. Co roku muszę się tam udać. To jest jak narkotyk, po prostu uwielbiam ten świat. Jestem też profesjonalnym kolekcjonerem disneyowskich pamiątek. Mam fragmenty taśm filmowych, mnóstwo książek, komiksów, rysunków, po prostu różne gówienka (śmiech). Ma w domu cały pokój poświęcony Disneyowi i nie znajdziesz tam niczego, co z nim nie ma związku.

Terrorizer:: (patrzę na niego z podniesioną brwią – to jest takie niemetalowe)

Tuomas: Tak, jestem dzieciakiem!

Terrorizer: No… to co po rokrocznej dawce Disneya?

Tuomas: Po tym skupiam się w pełni na tworzeniu nowego krążka, szczególnie że mamy już zamówione miejsce prób. Odbędzie się to w lipcu i sierpniu następnego roku, potem przerwa we wrześniu aż w końcu wkraczamy do studia z początkiem października.

Terrorizer: Ostatni album tworzyłeś z mnóstwem spraw na głowie, z kwestią wyboru nowej wokalistki na pierwszym planie. Czy tym razem cały proces wygląda inaczej? Czy powrót do pisania jest dla ciebie radośniejszy?

Tuomas: Zdecydowanie radośniejszy, niczym światełko na końcu tunelu. Moja wizja nowej płyty jest bardzo jasna i choć to zdaje się być dziwnym, mam już wszystkie tytuły piosenek. Wiem już, ile utworów znajdzie się na płycie. Cztery z nich są już gotowe, chociaż album jest dopiero w początkowej fazie powstawania. Wiem, jak on będzie się prezentował i, hmm, wciąż będzie to metal choć zdecydowanie jaśniejszy niż Dark Passion Play.

Terrorizer: Jaśniejszy – więcej popowych utworów? Koniec z długimi i epickimi kompozycjami symfonicznymi? Ich komponowanie musi być udręką.

Tuomas: Nie, sprawiają mi znacznie mniej kłopotu. Pamiętam, że ośmioipółminutowy „Creek Mary’s Blood” powstał w ciągu dwóch godzin. „The Poet & The Pendulum” to była kwestia paru dni, podobnie „Ghost Love Score”, no nie wiem, to po prostu naturalne. Z drugiej strony piosenka taka jak „Nemo” – nie mogłem jej złożyć do kupy. Pracowałem nad nią miesiącami mimo że to tylko 4 minuty.

Terrorizer: To zaskakujące!

Tuomas: Tak sądzę. To prawdziwe wyzwanie, stworzyć czterominutowy utwór, który jest ekscytujący i ponadczasowy. Ballady są najtrudniejsze, bo trzeba stworzyć coś odkrywczego i poruszającego, co jednocześnie nie jest tandetne. Uważam, że „Walking in the Air” to przykład idealnej ballady. Zero tandety, to moim zdaniem najlepsza piosenka napisana przez Howarda Blake’a.

Terrorizer: W istocie. W zasadzie to było zaskoczenie ostatniej nocy, że to zagraliście – nie słyszeliśmy tego od lat.

Tuomas: To był wybór Anette, uwielbia ten utwór, więc zapytała, czy nie moglibyśmy wykonać „Walking in the Air” akustycznie w Hartwall? Pomyślałem, że to bardzo dobry pomysł, więc czemu nie. No więc spróbowaliśmy i moim zdaniem był to gwóźdź programu.

Terrorizer: Śnieg był bardzo miły i z pewnością wart zapamiętania.

Tuomas: Cisza i napięcie były po prostu magiczne, bo wszyscy byli tak cicho.

Terrorizer: Graliście przez dobre parę godzin, jak utrzymujecie ten sam poziom intensywności i energii podczas koncertu takiej skali?

Tuomas: Zawsze uważałem, że najważniejsze jest, aby setlista była interesująca dla siebie samego, bo wtedy czerpiesz przyjemność z grania i łatwo jest przekazać energię fanom. Jednak sądzę również, że nawet pomimo tego, że nie czerpię już satysfakcji z grania „Nemo” bądź „Wishmastera” to warto je dorzucić, bo większość widowni nadal chce je usłyszeć.

Terrorizer: Jakie utwory wg ciebie najlepiej się przyjmują?

Tuomas: „Ghost Love Score” oraz „The Poet & The Pendulum”. Ludziom wciąż się podobają, to miłe.

Terrorizer: Czy są jakieś starsze utwory, które z chęcia przyjąłbyś z powrotem do setlisty? Może jakieś, które nie pasowałyby do Anette, a więc już nigdy więcej nie zagrane?

Tuomas: Myślę, że jest ona w stanie zaśpiewać niemal wszystko. Nie gramy starych numerów dlatego, że z jakichś powodów nie byłoby to właściwe. Na próbach testowaliśmy „Elvenpath” ale po prostu nie wychodziło to tak, jak należy.

Terrorizer: Czy masz jakichś „faworytów” do odkurzenia?

Tuomas: „Gethsemane” to jeden z moich ulubionych, chciałbym go wypróbować. Albo „Stargazers” lub po prostu coś z albumu Oceanborn.

Terrorizer: Muszę przyznać jedno na temat ostatniego koncertu – był nader spektularny, śnieg, konfetti, gościnni muzycy, deszcz, prawdziwy deszcz – co trzeba zrobić, by spiąć w całość takie przedsięwzięcie?

Tuomas: Cóż, to był ostatni koncert do zagrania (w tej trasie), było to zakończenie dwuletniej trasy więc chcieliśmy, by wyglądał naprawdę dobrze. Kosztował on tak dużo, że nic na nim nie zarobiliśmy, ale zdecydowanie było warto. Tanie to nie było, ale mamy najlepszych techników na świecie, którzy się postarali, by wszystko poszło naprawdę gładko.

Terrorizer: Czy będzie on dostępny na DVD?

Tuomas: Cały występ został nagrany, więc być może wykorzystamy parę utworów jako bonusy lub coś w tym stylu ale nowe DVD nie zostanie wydane.

Terrorizer: Tak więc kończy się trasa oraz dekada, jakby w to nie było trudno uwierzyć. To było całkiem szalone 10 lat dla fińskiego metalu – jak sądzisz, co jest sekretem sukcesu waszego oraz innych grup z kraju – Bodom, HIM, Lordi, Apocalyptica itd.?

Tuomas: Nie jestem w stanie podać powodu, choć chciałbym. Myślę, że to najczęściej występujące w wywiadach pytanie, na które nie mogę odpowiedzieć. Dlaczego Finlandia? Dlaczego teraz? Nie wiem, wiem jednak, że te fińskie zespoły są niedoścignione, istne szaleństwo. Pomyśl o Apocalyptice – trzy wiolonczele i perkusja grające metal, to niesamowite. Finntroll jest totalnie szalonym i fantastycznym zespołem. Fińskie grupy mają po prostu swój sposób na tworzenie szalonej muzyki i tworzenie nowych stylów, bez jakichkolwiek uprzedzeń. Po prostu tworzą muzykę na swój sposób. Ludzie w dzisiejszych czasach szukają oryginalności, czegoś odkrywczego i może właśnie to znajdują w fińskim rock ‚n rollu. Naprawdę tak sądzę, bo nie są to w żadnym wypadku imitatorzy.

Terrorizer: Czy dziesięć lat temu myśleliście, że będziecie występować jako gwiazdy w Hartwall tak jak zeszłej nocy?

Tuomas: Nigdy nie sądziłem, żaden z nas nie sądził, że cokolwiek takiego się stanie. Studiowałem biologię na uniwersytecie i miałem zostać szalonym naukowcem. Jukka studiował informatykę a Emppu pracował w fabryce dywanów czy gdzieś tam. Każdy robił to dla przyjemności, działaliśmy w swoim tempie aż nagle wszystko wymknęło się z rąk. Porzuciliśmy szkołę, skupiliśmy na tym cały swój czas, co miało swoje zalety i wady. Wady takie jak nasza wrodzona naiwność, ale jednocześnie wszystko było bardzo szczere i nie było w tym ani trochę pozerstwa, bo nie mieliśmy żadnych oczekiwań. Po prostu nie mieliśmy na celu osiągnięcia niczego innego niż przyjemność z grania i darmowy alkohol.

Terrorizer: Czy kiedykolwiek wkurza cię sława?

Tuomas: Tak, trzeba zdecydowanie bardziej tutaj uważać, co się robi, aniżeli w innych państwach. Na przykład nie mogę się wysikać na ulicy przy ludziach. Cóż, zawsze można powiedzieć, że to kwestia wyboru ścieżki kariery. Jednak dwa tygodnie temu pojawił się artykuł na trzy strony o moim domu, do którego wynajęto helikopter, by zrobić memu domu zdjęcia z lotu. Takie rzeczy mnie trochę niepokoją, na dodatek media mają już wskazówki, jak dotrzeć do mojego mieszkania.

Terrorizer: Czy jest to coś, co wpłynęło na wielu muzyków metalowych w Finlandii?

Tuomas: Myślę, że HIM i może The Rasmus, wczoraj dużo było słychać o tym, jak to Rasmus sprawia sobie nowy wóz. Ostatnio jednak żadne media nie były nam zbyt przychylne, czasami to nieco boli. Szczególnie wtedy, gdy media pojawiły się u mnie w domu, by go nakręcić, a to już zbyt wiele.

Terrorizer: No, więc już po występie, dzisiaj wielka impreza na zakończenie trasy, czy jesteś gotów? Uciekłeś po koncercie ostatniej nocy, ty mięczaku.

Tuomas: Dawanie występu jest jak bieg w maratonie. Wiesz, to naprawdę ekscytujące doświadczenie ale nie mam tyle siły. Oszczędzałem siły na dzisiejszy wieczór i dzisiaj zamierzam poimprezować na całego. Moja mama się pojawi.

Terrorizer: Czy będzie ona królową parkietu?

Tuomas: Tak naprawdę to nigdy nie widziałem jej, jak tańczy.

Terrorizer: Czy jesteś imprezowym zwierzęciem?

Tuomas: Od czasu do czasu ale już nie tak często jak kiedyś. Nigdy jednak nie odwiedzam festiwali, nie cierpię festiwali. Lubię imprezować, ale dopóki znam ludzi i nie jest zbyt hałaśliwie. Być w gwarze pośród masy ludzi, których nie znam – to jest piekło.

Tłumaczenie: Daviduzz, nightmichael

Zwiń


Tłumaczenie wywiadu z charyzmatycznym basistą Nightwish, Marco Hietalą w lipcu 2009, który spotkał się z BraveWords.com w Helsinkach aby opowiedzieć o „nowej erze” zespołu oraz własnej karierze muzycznej.
Czytaj więcej….

Fiński symfoniczno – powermetalowy zespół Nightwish kontynuuje swoją podróż przez ‘nową erę’ z wokalistką Anette Olzon, ciągle promując płytę Dark Passion Play z 2007 roku. Ważniejsze wydarzenia trasy koncertowej zostały uchwycone na wydanym wczesną wiosną DVD Made In Hong Kong. Charyzmatyczny basista Nightwish, Marco Hietala, spotkał się z BraveWords.com w Helsinkach aby opowiedzieć o ‘nowej erze’ zespołu oraz własnej karierze muzycznej.

BraveWords.com: Więc jak przebiega Dark Passion Play tour?

Hietala: Zakończona część trasy była dla nas całkiem wynagradzająca, to był nowy start z kompletnie nową wokalistką w zespole. Nie martwiliśmy się o album i piosenki, ale oczywiście musieliśmy się przekonać, czy ludziom będzie się to podobało, czy przyjdą na koncerty. Przyszli, co było naprawdę miłą rzeczą i ulgą dla nas. Jak wiadomo, trasa to głównie dawanie koncertów i robimy to z przyjemnością praktycznie każdej nocy. Tym razem plan był trochę bardziej napięty a trasa dłuższa od tych, które mieliśmy wcześniej. Przez to była dość stresująca i czasami trudna. W zasadzie każdy powinien wiedzieć jak to jest: za mało snu, długie godziny w drodze, dużo czasu kiedy nie ma nic do robienia. A potem wszystko na co czekasz to ta godzina i pół, godzina i 40 minut grania każdego wieczoru i na to próbujesz zostawić całą swoją energię. Jest dużo czasu kiedy się nudzisz, dużo czasu na myślenie, że mógłbyś być gdzieś indziej i robić coś innego zamiast ciągłego czekania, czekania i czekania, podróżowania, odróżowania i podróżowania. To ta strona medalu, która jest do dupy.

BW: Musieliście odwołać kilka występów. Byliście bardziej zadowoleni dzięki tej przerwie?

H: Nie. W USA musieliśmy odwołać cztery koncerty, ponieważ Anette zachorowała i nic więcej nie dało się zrobić. Ale i tak wolałbym wtedy zagrać, bo po to tam byliśmy. Dostaliśmy po prostu pięć dni wolnego, podczas których mieliśmy tylko za dużo do picia, spotkaliśmy paru ludzi i dawaliśmy autografy. Skończyło się na przepraszaniu za wieczór, kiedy naprawdę nie chcieliśmy nic odwoływać.

BW: Zauważyłam, że od kiedy Anette jest w zespole śpiewasz dużo częściej niż wcześniej, przynajmniej podczas występów na żywo widać, że jesteś o wiele bardziej zaangażowany w proces śpiewania.

H: Tak, to całkiem proste, bo było dużo partii, które mogłem śpiewać, więc nic nie stało na przeszkodzie żeby przenieść je na koncerty. Chcieliśmy ułatwić Anette start. Nie wiem jak to będzie w przyszłości, kiedy będzie już miała więcej albumów za sobą. Przy większej ilości materiału wszystko może pójść inną drogą.

BW: Porównując Tarję z Anette, co czujesz kiedy jesteś na scenie z którąś z nich?

H: A więc, jak chodzi o Tarję, to jej postawa sceniczna wymaga więcej dystansu. Anette więcej się rusza, jest bardziej prozaiczna. Chodzi dookoła, rozmawia z ludźmi i próbuje ich rozruszać. To są podstawowe różnice. Nie chcę narzekać na żadną z nich: Tarja robiła to co jej odpowiadało, pasowało do jej stylu, jej osobowości. Anette zachowuje się tak jak umie i daje jej to pewność siebie. Jak dla mnie to działa.

BW: W muzyce Nightwish nastała nowa era, odpowiadają Ci także te zmiany?

H: Jasne, przećwiczyliśmy i napisaliśmy nowy album jeszcze zanim w zespole pojawiła się nowa wokalistka. Byliśmy pewni kilku piosenek, które już mieliśmy: ‘Tak, to będzie świetny kawałek’. Rzecz w tym, że musieliśmy znaleźć nową wokalistkę, oczywiście byłoby całkiem łatwo spróbować z podobną do Tarji, dostaliśmy tony demo od dziewczyn z głosami operowymi. Część z nich była bardzo dobra, ale pomyśleliśmy, że doda nam energii kontynuowanie grania z kimś kompletnie innym. Chcieliśmy to wypróbować i uznaliśmy, że Anette będzie się do tego prawdopodobnie najlepiej nadawała. Wydaje mi się, że do tej pory idzie nam dobrze.

BW: Jaka jest teraz twoja ulubiona piosenka Nightwish?

H: Myślę, że The Poet and the Pendulum. Lubię wyzwanie, jakie daje ta piosenka: zmiany atmosfery, cały ten nastrój, zmiany klawiszy, tempa, kiedy nadal trzeba utrzymać cały masywny kawałek w jednej części, stworzyć linię przebiegającą przez utwór od początku do końca. To prawdziwe wyzwanie i naprawdę mi się to podoba. Kolejną, która ma specjalne miejsce w moim sercu, jest The Islander. Napisałem muzykę do tej piosenki, a ponadto znowu jest zupełnie inna od reszty set listy. W zasadzie mało tu elementów, najważniejsza jest gitara akustyczna i potem wokal, cała reszta to po prostu tło. Trzeba stworzyć napięcie i urzec ludzi właśnie gitarą i wokalem. To jest niezbędne, żeby występ się udał.

BW: Jesteś ogólnie całkiem chętny do udziału w różnych muzycznych projektach: jak Nightwish, Northern Kings i Tarot.

H: Sądzę, że to część mojego stylu bycia: w ten sposób zasilam mózg we wszystko co potrzebne i na różny sposób pożytkuję własną energię. W Nightwish mam konkretną rolę, a muzyka posiada niepowtarzalną atmosferę, tworzy własny świat. Z Northern Kings wszystko zaczęło się absolutnie na luzie, nic na poważnie, dopiero potem, kiedy włączyła się wytwórnia nagraniowa i zaczęliśmy sprzedawać płytę. Pierwsza pokryła się złotem, więc od strony biznesowej projekt zaczął się liczyć, mimo że nadal nie jest do końca na poważnie. Bierzesz stare utwory i rozkładasz na kawałki. Potem je zbierasz i układasz z powrotem w zupełnie inny sposób.

BW: Jak puzzle.

H: Tak, coś w tym stylu, na tym opiera się cały pomysł. Czuję się wśród tych ludzi jak w domu, bo jesteśmy przyjaciółmi od wielu lat i w przeszłości razem mieliśmy niezły ubaw przy innych projektach.

BW: Więc nie szukaliście konkretnych wokalistów tworząc Northern Kings?

H: Całość zaczęła się kiedy pracowaliśmy przy Heavy Christmas. Był tam Erkka, gitarzysta, i kilku wokalistów zaangażowanych w projekt. W czasie jego trwania jeździliśmy autobusem z miejsca na miejsce, pijąc piwo, i kiedyś Erkka powiedział: ‘Hej, nie byłoby fajnie wziąć jakieś popowe kawałki z lat 80., przerobić na metal symfoniczny, z facetami śpiewającymi w stylu El Divo? Co sądzicie, bylibyście zainteresowani?’ Oczywiście uznaliśmy to za świetny pomysł. I tak się zaczęło.

BW: Jak sądzisz, to będzie długotrwały projekt?

H: Nie wiem. Jak na razie jest fajnie; nie mieliśmy okazji, żeby zagrać na żywo, ale byłoby milo mieć przynajmniej jedną trasę koncertową.

BW: Masz dość czasu na twój własny zespół, Tarot?

H: Na pewno chcieliby, żebym grał z nimi trochę częściej, ale wszyscy rozumieją, że jestem jedynym, który utrzymuje się z muzyki, więc wiedzą, iż mój związek z Nightwish będzie długotrwały. Faceci z Nightwish stali się dla mnie naprawdę dobrymi kumplami, więc nie chcę ustalać priorytetów w żadnej z kapel. Chcę pracować w obu, a Nightwish jest tą, dzięki której żyję, mam jedzenie na stole i dach nad głowami moich dzieci. Na pewno nadal będę tam grał, na pewno będę to robił tak długo jak będę miał czas i energię.

BW: Na stronie Tarota oświadczyłeś, że masz taki sam szacunek do wszystkich typów muzyki. Więc możesz zadeklarować, że jednakowo lubisz na przykład fiński rap, J.Lo, Britney, itd.?

H: Tu muszą być pewne zastrzeżenia. Dla przykładu, jak chodzi o rap – są w nim elementy, które szybko się nudzą: sprawy społeczne, gangsterstwo i wszyscy ci czarni macho. To wszystko po chwili robi się nudne, ale podoba mi się sposób, w jaki ci goście tworzą muzykę, sample i odczucie, że możesz coś stworzyć dopasowując te części do siebie i łącząc je. Czasem jest to całkiem ambitne, i to właśnie lubię. Są rzeczy, których możemy się nauczyć od mainstreamowej nadprodukcji jaką jest Britney Spears: według jakiego przepisu piosenka jest wykonana, jak jest wykonana, co odkładamy na bok, co jest na dnie, jakiego rodzaju harmonii wokalnej użyto, i inne takie. Może ci to dać pomysł jak wykonać daną rzecz. Więc mam pewien szacunek do każdego rodzaju muzyki, który słyszę. Dlatego, że jestem jak ćpun w stosunku do tego, czego słucham – wszystko w siebie wchłaniam. Wyrzucam śmieci i kończę używając reszty w jakiś sposób. Biorę pomysły, zmieniam je i łączę z czymś innym. Mam nadzieję, że nikt nie będzie w stanie ich rozpoznać, ale jeśli się je wystarczająco zmiksuje – nikt nie da rady.

BW: Więc wszystkie nowe idee – to te stare, dawno zapomniane, tak?

H: No, ale jak już powiedziałem, lubię wyzwania, dlatego nie interesują mnie oczywiste recepty. Wolę dodawać pieprzu do lodów.

BW: Studiowałeś też inżynierię dźwięku, zajmowałeś się tym kiedyś podczas nagrań w studiu z Nightwishem albo Tarotem?

H: Jako że wiem o tym wszystko, mam oczywiście wiele sugestii nawet kiedy ktoś inny się nagrywa czy produkuje. Jeśli chodzi o mój bas lub wokal, często mam pomysły i propozycje co do wykonania. Zazwyczaj jest to dobra rzecz, bo często wiem co to oznacza dla mnie kiedy gram i śpiewam, jaki rodzaj harmonii zamierzam wykonać. Na przykład ostatnie dwie płyty Tarot były w większej części własną produkcją. Ponadto wynajęto mnie do produkcji wokali na ostatnich trzech albumach Amorphis.

BW: Miałeś lekcje śpiewu klasycznego; taka edukacja bardzo ci pomogła? Mówi się, że śpiewając w zespole metalowym czasem trzeba nauczyć się jeszcze raz tego, co się wyniosło z takich lekcji, to prawda?

H: Tak, o to chodzi. Używam części tego, czego mnie uczyli, na przykład technik oddychania, podstawowych sposobów odprężania się i tego, jak rozpoznać interakcję ciała z głosem. Ale raczej skupiłem się na traceniu dawnych umiejętności. A potem na używaniu głosu tak jak mi to po prostu wychodzi, zapominając o wszystkim, czego próbowano mnie nauczyć. Nie miałem specjalnie dobrych ocen z tych lekcji, co wyjaśnia, czemu nigdy nie studiowałem dalej, ale też właściwie nie musiałem tego robić, bo było raczej oczywiste, że radzę sobie przynajmniej nieźle.

BW: Jesteś bardziej śpiewającym basistą, czy raczej wokalistą z gitarą basową?

H: Myślę, że i wokalistą, i basistą. Zależy od piosenki, jaki nacisk kładę na którą stronę. Zależy też chyba od zespołu. Dla przykładu w Tarocie muszę być bardziej z przodu, więc odpowiedzialność za wokal jest dużo większa niż w Nightwishu. Tu mam więcej czasu, żeby się odsunąć i grać na basie. Tak, jestem dużo bardziej odpowiedzialny za wokal w Tarocie, a to jest jeden z najcięższych obowiązków w zespole heavymetalowym – bycie wokalistą. Dużo ludzi strasznie się tym stresuje. Też tak robiłem, ale ostatnio przestałem się przejmować, w końcu to moja scena, moja piosenka.

BW: Lubisz uczestniczyć w różnorodnych muzycznych projektach, a także zajmowałeś się techniczną stroną muzyki, ale gdybyś miał szansę zostać sędzią w programie typu fiński ‘Idol’, zrobiłbyś coś takiego?

H: Nie wiem. Uważam coś takiego za nieuczciwe. Jeśli pomyśli się o wszystkich tych pieniądzach, które kompanie telewizyjne dostają od reklamujących za kupno czasu reklamowego, godzinach, kiedy nadawany jest program – dostają kopę pieniędzy. Dodając jeszcze odsetki od firm telefonicznych, które dostają dzięki ludziom, którzy dzwonią lub wysyłają sms’y żeby zagłosować. A ci posiadający koncepcję i scenariusz programu, ci dosłownie toną w kasie, bo ‘Idol’ jest wszędzie na świecie. Więc co z tego, że zapoczątkowali ten konkurs, że ludzie rzeczywiście w nim uczestniczą, byłoby sprawiedliwie gdyby pieniądze za telefony i sms’y dostawał ten, kto zdobył najwięcej głosów. Ale uczestnicy są młodzi, są ignorantami jeśli chodzi o większość durnych rzeczy w tym biznesie, są zadowoleni widząc swoją twarz w telewizji, mając tylko szansę by być częścią tej maszynerii albo nadzieję na zdobycie umowy ze studiem nagraniowym, wybicie się żeby stali się znani. Oczywiście, że są szczęśliwi, chciałem tego samego, jak miałem 17 lat. Ale sądzę, że to wszystko jest po prostu cholernie niesprawiedliwe. Ci ludzie co współzawodniczą, oni są najlepsi i oni powinni dostać część tej pieprzonej fury pieniędzy, która się gdzieś ulatnia. Nie, nie wydaje mi się, że bym się na to zgodził, bo sądzę, że to wszystko jest, do diabła, niesprawiedliwe.

Tłumaczenie: niewymierna

Zwiń


Tłumaczenie wywiadu przeprowadzonego z Tuomasem. Lider zespołu opowiada między innymi o swoich inspiracjach, marzeniach oraz odczuciach towarzyszących powstawaniu utworów.
Czytaj więcej….

„Dark Passion Play” ma już dwa lata, więc zdecydowałem się odłożyć na jakiś czas na bok promocję albumu. Myślę, że o tym mówiliśmy w wywiadzie z Marco sprzed dwóch lat. Gdy tylko mam taką możliwość, staram się przeprowadzać wywiady z członkami grup, którzy piszą teksty. Zauważyłem, że jest w nich coś szczególnego. To ludzie tacy jak: Tobias Sammet, David Defeis, Tony Kakko, Derek Bonner czy Tuomas Holopainen. Lubię wgłębiać się w takie osoby i dowiadywać się, jak powstaje tak wielka muzyka.

Jeszcze raz – moje spotkanie z Nightwish to czysta klasa. Wspominam o tym przy każdej sposobności, bo, jak na grupę tej klasy, to prawdziwi profesjonaliści. Wszyscy mają wysoki poziom – począwszy od menadżera zespołu Ewo, który jest dla Nightwish tym, czym Rod Smallwood był dla Iron Maiden, poprzez członków zespołu, aż do ekipy technicznej.

Nightwish to wzór profesjonalnej grupy, zarówno w trasie, jak i podczas nagrań.

Pierwsze pytanie zadaję z czystej ciekawości. Na stronie Nightwish wymieniasz w swojej biografii wśród ulubionych książek serię „Mroczna Wieża”. Co po latach myślisz o jej zakończeniu?

Naprawdę bardzo mi się podobało, ale czegoś mi brakowało, bo wiedziałem, że to już koniec. Czytałem tę serię od lat czekając na rozwój wydarzeń. Skończyłem ją czytać w pokoju hotelowym – i dostałem dreszczy. To już koniec. Naprawdę było mi z tego powodu smutno, choć zakończenie mi się podobało. Słyszałem, że ma powstać na tej podstawie film albo mini serial?

Tak, ale nie zdecydowano jeszcze, czy będzie to film, czy serial w stylu HBO. A słyszałeś o komiksach? Jeden ma tytuł „The Long Road Home”. Opowiada o tym, jak Roland i Cuthbert…powracają po wydarzeniach w „Czarnoksiężniku i krysztale”.

Widziałem niektóre z tych komiksów. Jedynie widziałem, nie czytałem żadnych. Myślę, że seria „Mroczna Wieża” to najlepsze książki Stephena Kinga i ogólnie jedne z najlepszych. Są dla mnie książkami tej samej klasy, co „Talizman” oraz „Władca Pierścieni”.

Mam do Was pytanie dotyczące „The Sound of Nightwish Reborn”. Nagranie istnieje tylko w wersji cyfrowej – dlaczego? Dlatego, że materiał do niej składał się z materiałów dodatkowych i demo, czy była to po prostu dla Was pierwsza próba w tej dziedzinie?

Wiesz, to był pomysł wyłącznie firmy nagraniowej. Nie poświęciłem mu w ogóle uwagi i nie widziałem tych nagrań, nigdy ich nie słuchałem. Nie wiem nawet, jakie zawiera utwory. Słyszałem tylko o jego istnieniu – tyle wiem na ten temat. Naprawdę nic nie wiem! Wydaje mi się, że firmy nagraniowe wydają rzeczy tego rodzaju i, gdy poprosili nas o zgodę, odpowiedzieliśmy: „W porządku”.

A jaka jest Wasza opinia na temat tego typu nagrań – czy przewidujesz, że pójdziecie tą drogą w przyszłości, czy wolicie tradycyjne płyty, jeśli istnieje taka możliwość?

Nie znoszę technologii cyfrowej. Podejrzewam, że to technologia przyszłości – i to wzbudza we mnie obawy. Nie mam nawet iPoda, nigdy niczego nie ściągnąłem z Internetu, nie wiedziałbym nawet, jak to zrobić. Chcę mieć płytę CD, widzieć jej okładkę, móc przeczytać teksty – takie jest moje zdanie.

Wyglądasz na osobę żyjącą w harmonii z naturą. Pamiętam, z jakim uczuciem i szacunkiem mówiłeś o wakacyjnej chatce swojej rodziny w DVD ”End of Innocence”. W roku 2001 pomiędzy „Over the Hills..” i „Century Child” spędziłeś jakiś czas w lesie wraz z Tonym Kakko, co okazało się bardzo regenerującym doświadczeniem. W jaki sposób kontakt z naturą wpłynął na Twoją wcześniejszą twórczość i jak na nią wpłynęły Wasze podróże podczas trasy koncertowej?

Myślę, że w sferze podświadomej wszystko, co widzisz i czego doświadczasz wpływa na twórczość. Ale fakt, że przez trzydzieści dwa lata życia mieszkałem w lasach z pewnością wpłynął na to, jaką jestem osobą oraz na to, co piszę. Myślę, że moje piosenki mają charakter ekologiczny. Czerpię inspirację z piękna świata, piękna i czystości natury, którą obserwuję całe życie. Gdybym był mieszczuchem, pisałbym pewnie muzykę w rodzaju industrial metal. Myślę, że wszystko, co robimy, ma silny związek z naturą.

To pytanie podsunął mój przyjaciel Damian. Czy wszystkie piosenki napisałeś w Finlandii? Czy pisałeś je w miejscach takich jak plaże Japonii, czy południe Australii? Mam na myśli nie fragmenty czy pomysły, ale całe utwory.

Wszystkie piosenki napisałem we własnym pokoju w swoim domu. Pomysły zbieram wszędzie gdzie jestem – przez cały czas. W tej chwili mam laptopa – właściwie dwa, bo na jednym nie mam już miejsca, są pełne pomysłów, tekstów, riffów, melodii. W trasach koncertowych po świecie inspirują mnie ludzie, których spotykam, inne kultury,doświadczenia. Mocno odczuwam świat – i to świetne uczucie. Ale nie jestem w stanie w takim środowisku odnaleźć nastroju do napisania kompletnego tekstu. Po takim doświadczeniu potrzebuję kilku miesięcy spokoju i samotności w domu, zanim napiszę tekst.

Popularność Nightwish wzrasta od czasu „Wishmaster” – a z tym wiążą się coraz liczniejsze obowiązki. Czy jesteś w stanie znaleźć czas, aby być muzykiem – nie tylko autorem tekstu, ale ćwiczyć technikę (gamy, formy) itp?

Nie mam czasu, ale to mnie nie usprawiedliwia. Już tego nie robię. Kiedyś – tak, ale teraz już nie. Szczerze mówiąc – widzę, jak moje umiejętności techniczne pogarszają się. Naprawdę! Uważam, że nadal potrafię wykonać utwory z „Oceanborn”, takie jak „Pharaoh Sails to Orion”, czy „Stargazers” – ale muszę w to już wkładać więcej wysiłku… Starzeję się i robię się coraz bardziej leniwy. Praca nad samą techniką jest taka nudna…Wolę ten czas i energię poświęcać na pisanie. Ale masz rację. Moja technika nie jest taka, jak dziesięć lat temu… Muszę się wziąć za siebie.

Hej – przecież ja Cię nie krytykuję!

– Wiem, ale sam już o tym myślałem, masz rację…

To będzie osobiste pytanie – czy dorastając czułeś, że odróżniasz się od otaczających Cię ludzi- rówieśników, ludzi, z którymi chodziłeś do szkoły?

Tak, nawet bardzo. W średniej szkole nosiłem przezwisko Wilk-Samotnik. Choć nigdy mi nikt nie dokuczał, byłem inny. Miałem przyjaciół, ale naprawdę dobrze się czułem sam. Spędzałem mnóstwo czasu w domu z rodzicami. Dużo czytałem, oglądałem filmy, chodziłem po lesie. Naprawdę lubię być sam. Nie byłem nigdy wyrzutkiem, dobrze się uczyłem, miałem przyjaciół, hobby.

Jaki był pierwszy utwór, dzięki któremu poczułeś się utalentowany, ponieważ wystawił Cię na próbę jako pisarza i artystę? A jaki ostatni?

Była to chyba jedna z piosenek z mojego pierwszego albumu, „Angels Fall First” – „The Carpenter”. Zabrzmi to teraz zarozumiale, ale naprawdę czułem się dumny z tematu piosenki i z jej brzmienia. Był to pierwszy singiel Nightwish, wydany w 1997 roku. Teraz słuchając go, słyszę w nim wszystkie błędy, ale i tak jestem z niego dumny. Jeśli chodzi o ostatnie utwory, to mniej więcej miesiąc temu – trzy tygodnie przed tą trasą skończyłem pisać w domu piosenkę. To taki raczej przerywnik, długości może trzech i pół minuty, zamieścimy go w następnym albumie. Jestem z niej bardzo, bardzo zadowolony. To coś naprawdę prostego, ale udało mi się ująć w niej historię, którą chciałem przekazać. To utwór numer trzy w naszym następnym albumie.

To prowadzi do następnego pytania. Wiem, że wiele z Twoich utworów opartych jest na własnych doświadczeniach, wiem też, że jesteś fanem Disneya, fantastyki – patrz piosenki takie jak „Fantasmic”, czy „The Pharaoh Sails to Orion”. Które z napisanych przez siebie baśni najbardziej lubisz? Chodzi mi o fikcyjne opowieści Nightwish, a nie te oparte na własnych doświadczeniach, jak „End of All Hope”, „Dead to the World” czy „Slaying the Dreamer”.

Podoba mi się cały koncept „The Poet and the Pendulum”. Wiąże się z “The Pit and the Pendulum” Edgara Allana Poe. Naprawdę, aż zacząłem drżeć z podniecenia, gdy pomyślałem, że to dobry pomysł. „The Poet and the Pendulum” to gra słów, ale zawiera też sporo symbolizmu z powodu tych wydarzeń sprzed kilku lat. Czułem się, jakbym się znajdował pod ruchomym ostrzem, które lada moment ma na mnie spaść i rozciąć na pół. Bardzo byłem tą symboliką i metaforą podekscytowany. Nadal sądzę, że to moje największe osiągnięcie w muzyce. Pomysł, żeby umieścić siebie samego w tym utworze – występuje w nim imię Tuomas – zaczerpnąłem z serii„Mroczna Wieża”. Stephen King umieścił siebie samego w „Pieśń Susannah”. Po przeczytaniu tej książki pomyślałem: „to takie świetne, muszę to zrobić z Nightwish”. Był to tak świetny i szalony pomysł, że zadziałał! To trochę plagiat, ale właśnie tak wpadłem na ten pomysł.

Jesteś głównym kompozytorem i autorem tekstów. W czym jest Ci łatwiej przekazać swoje emocje? Na przykład jeśli odczuwasz gniew i piszesz agresywny utwór taki jak „Slaying the Dreamer”, czy agresja wyraża się najpierw w muzyce, a później w tekście, czy łatwiej jest przekazać ją najpierw w tekście, do którego skomponujesz muzykę?

Myślę, że w przypadku agresji i negatywnych uczuć znacznie łatwiej jest zacząć od muzyki. Nadal mam notes z czasów, gdy pisałem „Slaying the Dreamer”. Zapisałem dziesiątki stron, mnóstwo słów zaczynających się od litery ‘f’. Tak mnie coś wkurzyło, że wszystko to spisałem – całe strony. Uporządkowałem to później i tak powstał tekst do „Slaying the Dreamer”. Podobnie było z „The Poet and the Pendulum”. W przypadku agresji łatwiej jest z tekstami.

Pamiętam wywiady z czasów „Wishmaster” i „Century Child”, w których mówiłeś, że marzysz o pracy z pełną orkiestrą i chórem. Masz to już za sobą w „Once” i „Dark Passion Play”. Jakie jest Twoje następne marzenie – nie tylko w sferze Nightwish, ale ogólnie w życiu?

Mam pewne wielkie marzenie związane z muzyką i Nightwish, próbujemy je zrealizować na następnym krążku. Będę tu trochę tajemniczy, nie mogę więcej o tym mówić, ale w następnym albumie będzie coś nowego. Mam tylko nadzieję, że nam się to uda, bo to ma być realizacja życiowego marzenia. Trzeba będzie temu poświęcić mnóstwo czasu, wysiłku, pracy i pieniędzy. Zobaczymy, co czas przyniesie, nie mogę się tego doczekać. Ogólnie czuję się w życiu szczęśliwy, ponieważ mieszkam we własnym domu w lasach nad jeziorem. To scenariusz doskonały. Gdy wrócę za tydzień do domu zasadzimy pomidory, warzywa, pójdę na ryby. Moim marzeniem jest życie z zasobów natury – tak, żebym nigdy nie musiał już chodzić do sklepu spożywczego.

W którym momencie zdałeś sobie sprawę, że tak będzie wyglądać Twoje życie: Nightwish i pisanie muzyki? Ludzie spotykają się, grają razem, planują wspólne pisanie muzyki, ale ile miałeś lat, gdy zorientowałeś się, ze tak ma wyglądać Twoje życie i nic nie stanie temu na przeszkodzie?

Podczas pisania „Oceanborn” na początku 1998r… Byłem wtedy na studiach, pisałem też piosenki do tego albumu. Czułem się tak ambitny, tak mi się to podobało, że zupełnie przestało mi zależeć na uczeniu się. Myślę, że wtedy zorientowałem się, że naprawdę chcę spróbować, jak daleko uda nam się zajść z grupą. „Angels Fall First” odniosło już sukces, widać było zainteresowanie ludzi, mieliśmy już za sobą kilka koncertów. Czułem się z tym dobrze – a ze studiami nie. Rzuciłem wszystko i Nightwish stał się pracą na pełny etat. Pierwsze trzy miesiące 1998 roku to był czas decydujący.

Jaki aspekt branży muzycznej lubisz najbardziej, a jaki najmniej? Proces pisania piosenek, trasy koncertowe, poznawanie innych kultur, polityka w branży. Co najbardziej lubisz w swojej profesji, a co najmniej?

Najbardziej lubię proces tworzenia, gdy jestem sam w domu, piszę utwory, prezentuję je grupie, ćwiczymy nad nimi. Cały ten proces, w którym zbiera się pomysły i tworzy muzykę z niczego. Zdecydowanie to lubię najbardziej. Oczywiście lubię też trasy koncertowe: spotykać nowych ludzi, przebywać w różnych krajach, zwiedzać je – ale to rzecz drugorzędna.

Najgorsza jest część biznesowa. Podchodzę do niej bardzo naiwnie. Nie chcę o tym rozmawiać i nie chcę o tym słuchać, zabiera to za dużo energii. Mam do tego dziecinne podejście. Ludzie, którzy mnie otaczają, łącznie z członkami naszej grupy, trochę mnie krytykują – twierdzą, że powinienem wiedzieć, gdzie stoję z pieniędzmi, a ja mówię, że to nie dla mnie, że od tego mamy menadżerów. Mamy dwóch, a stroną finansową zajmuje się też nasz perkusista, Jukka. Mam do niego kompletne zaufanie. Nie mam pojęcia, ile dostajemy za koncerty, nie wiem, ile sprzedajemy biletów, ile zarabiamy i nie chcę tego wiedzieć. Naprawdę mnie to stresuje.

Czy brak informacji o tym, brak związanego z tym stresu – czy powoduje to, że czujesz się bardziej czysty?

Dokładnie tak. Ponieważ znam siebie i swoje ograniczenia. To, że nie muszę się zajmować tymi sprawami powoduje, że piszę lepszą muzykę. Brzmi to może bezczelnie, ale tak jest. Nawet przestałem korzystać z maila – nawet tego już nie mam. Gdybym sprawdzał wiadomości, za każdym razem po obudzeniu miałbym ich ze dwadzieścia, dotyczyłyby głupot takich jak: wytwórnia płytowa, finanse i tak dalej. Sorry, nie jestem w stanie tego robić. Zawarliśmy więc umowę i nie zajmuję się tym. Niech lepiej robią to ludzie, którzy się na tym znają i tym interesują.

Czy masz ulubione miejsce, jak pokój przeznaczony wyłącznie do pisania w swojej chatce? Czy pisze Ci się najlepiej o jakiejś określonej porze dnia, np. o zmierzchu, czy piszesz, gdy masz natchnienie?

Gdy mam natchnienie – a zdarzyć się to może w każdej chwili. Ale zauważyłem, że najlepiej mi się pisze rano. To ten moment zaraz po obudzeniu, gdy wypiję kawę i usiądę przy keyboardzie. Najlepsze jest następnych pięć godzin. Z jakiegoś powodu to najlepiej na mnie działa. Rozmawiałem z kolegami z branży i prawie wszyscy twierdzą, że najlepiej im się pisze wieczorem – a mnie najgorzej. Nie wiem, dlaczego, robię się zmęczony i odpływam. To nie jest dla mnie dobra pora dnia, najlepsza jest rano.

Twoje teksty można interpretować na różne sposoby, są skomplikowane. Myślisz, że wynika to z faktu, że Twoim językiem ojczystym jest fiński, a nie angielski? Podobnie jak Ty, Tony Kakko i Timo Tolkki piszą teksty o dużo większej głębi, niż „typowe amerykańskie teksty metalowe”.

Wiem, że robię dużo błędów gramatycznych, ale to część uroku. Nie chcę, żeby były perfekcyjne, bo angielski nie jest moim językiem ojczystym. Pewnie na swój sposób mają dzięki temu więcej uroku. Jakoś łatwiej jest pisać po angielsku, ale nie wiem, dlaczego. Próbuję unikać stereotypów, bo piszę o rzeczach, o których piszą muzycy na całym świecie: o miłości, marzeniach, nadziejach, obawach i tak dalej. Ale nie muszę się z tym aż tak afiszować. Nie trzeba tak jak Bon Jovi mówić: „Kocham Cię, malutka, bo jestem mężczyzną”. To bzdura. To dobry kawałek, bo opowiada o miłości i związkach, ale to bzdura. Nie można o tym mówić tak bezpośrednio, trzeba pozostawić pole do interpretacji. Taka jest poezja – interpretuje się ją. Przekazuje się obrazy, nie mówi się niczego bezpośrednio.

Czy jacyś pisarze lub poeci wywarli największy wpływ na Twój styl pisania jeśli chodzi o metaforykę czy wyrażenia?

Szczególnie na wczesnym etapie największy wpływ wywarł na mnie Aaron Stainthorpe z „The Dying Bride”. Nadal uwielbiam jego teksty. To mój największy metalowy idol. Czytam dużo poezji, ostatnio odkryłem starszych amerykańskich poetów – Edgara Allana Poe, Walta Whitmana. Uznałem jego „Song of Myself” za swoją osobistą biblię. W pełni identyfikuję się w przedstawionej w niej filozofii życiowej. To najlepszy wiersz, jaki kiedykolwiek powstał.

Łatwo będzie zauważyć jego wpływ na naszym następnym albumie.

– Na pewno to sprawdzę po powrocie do domu!

– Liczę na to!

Wiem, że udzieliłeś już setek wywiadów, ale czy jest temat lub pytanie, na które chciałbyś odpowiedzieć, a jeszcze nie zostało zadane?

Ostatnio obliczyłem, że udzieliłem w trakcie ostatniej trasy około ośmiuset pięćdziesięciu wywiadów, padły już prawie wszystkie pytania! Lubię rozmawiać o osobistych zainteresowaniach takich jak: Walt Whitman, Disney, filmy, literatura, o tym jak powstaje muzyka i piosenki. Nie chcę rozmawiać o przeszłości grupy. Nadal od czasu do czasu słyszę: „O, to Tuomas z Nightwish, czy możesz nam opowiedzieć o historii grupy aż do dnia dzisiejszego?” (śmiech). A później: „O, fuck!”. Nie jestem w stanie wymienić jednego tylko tematu. Lubię rozmawiać o rzeczach, które mają dla mnie znaczenie. Ten wywiad to idealny tego przykład. Dobrze mi się rozmawia o interesujących rzeczach. O rzeczach ważnych, o których chcą się dowiedzieć fani, i o rzeczach, o których lubię rozmawiać.

Piszesz takie głębokie teksty, popularność Nightwish wzrasta – czy w związku z tym sądzisz, że ktoś mógłby źle, nieprzyjemnie zinterpretować bardzo osobisty utwór, czy czujesz też, że jesteś odpowiedzialny za to, jak ludzie interpretują te piosenki i za to, że mają o nich tak dobre zdanie?

To przerażająca myśl. Od kilku miesięcy wiele myślę o tej odpowiedzialności. Niektórzy ludzie tak bardzo angażują się w nasze utwory, że czytają je prawie jak Biblię. Czasem spotykasz naprawdę świetnych fanów i widzisz, co to dla nich oznacza: to muzyka i poezja, to ważne rzeczy, ale to nie cały świat. Trudno mi z tym żyć, czuję za to odpowiedzialność i nie zawsze mogę sobie z tym poradzić. Zaobserwowałem już, jaki wpływ ja, czy inni członkowie zespołu mają na życie fanów. Wystarczy minuta twojego życia: krótka rozmowa, wspólne zdjęcie, autograf, parę zamienionych słów. To wydłuża ich życie o pięć lat, widzisz to w ich oczach, ma to dla nich ogromne znaczenie. Ale czasem tego nie da się zrobić, brakuje czasu i energii. Potem człowiek myśli: „mogłem to zrobić”. Wywieram taki wpływ na ludzi, sprawiam, że czują się świetnie albo źle w zależności od tego, czy się z nimi spotkam, lub zrobię niechcący coś złego, trudno mi się z tym pogodzić.

Jak porównasz nowe filmy Disneya do starych? Czy lubisz filmy Pixar, czy pociąga Cię bardziej klasyka taka jak „Śpiąca królewna” czy „Fantazja”?

Trudno mi się o tym mówi, bo gdy się jest fanem czegoś zwykle mówi się, że starsze rzeczy są lepsze. Słyszę to cały czas: „Tak, ten nowy kawałek jest w porządku, ale starsze były naprawdę dobre”. Tak jest dla mnie z Disneyem.

Niezbyt lubię Pixar. Widziałam kilka filmów animowanych komputerowo, to dobra rozrywka, można je raz obejrzeć, ale nie mają w sobie tej magii, o którą mi chodzi. Nadal lubię stare filmy: „Śpiącą królewnę”, „Fantazję”, nawet „Piękną i Bestię”. W latach dziewięćdziesiątych zrobili kilka naprawdę dobrych filmów, ale nie mają dla mnie tej magii.

Tłumaczenie: Amaranth

Zwiń


Wywiad z Anette oraz Tuomasem przeprowadzony w Zagrzebiu 2 kwietnia 2009 roku. Członkowie zespołu odpowiadają na pytania o dobiegającą już końca trasę koncertową promującą najnowszy album, o pobycie w Zagrzebiu oraz procesie powstawania Dark Passion Play.
Czytaj więcej….

Trasa koncertowa.

Tuomas: To jedna z najbardziej odprężających tras, jaką kiedykolwiek odbyliśmy. Żadnych problemów, nikt w zespole nie jest wyczerpany, nikt nie jest poważnie chory. Dlatego wszyscy jesteśmy niesamowicie szczęśliwi z powodu tego tournée.

Gdy przyjeżdżamy do pewnego kraju po raz pierwszy, tak jak dziś do Chorwacji, atmosfera jest wyjątkowa.

Czy zwiedzaliście już Zagrzeb?

Anette: Tak, zrobiłam niezłe zakupy. Zagrzeb to miasto pełne świetnych sklepów.

Naprawdę?

Anette: Jasne! Przynajmniej jeśli chodzi o ciuchy. Macie tutaj dobre marki, z którymi nie spotykamy się w naszych rodzinnych krajach. Podobała mi się także kolejka linowa, którą widziałam z daleka, ale nie udało mi się nią pojechać. I budynki, które wyglądają naprawdę pięknie.

Tuomas: Ja wybrałem się na długi spacer po mieście. Bardzo podoba mi się jego architektura. Udało mi się zjeść smaczny lunch w indyjskiej restauracji, chyba jedynej takiej w Zagrzebiu.

Anette: Jedynej?

Tuomas: Tak, nazywała się Maharaja. Znakomita.

Dark Passion Play.

Tuomas: Myślę, że cały album utrzymany jest w dość mrocznej atmosferze, poza kilkoma utworami takimi jak „Amaranth” i „Last of the Wilds”. Jest dość ponury, lecz musiał zostać tak nagrany. Zespół przeszedł przez ciężkie czasy w 2005 i 2006 roku, dlatego ta płyta jest odbiciem emocji z tamtego okresu. Naturalnie mam nadzieję, że nigdy więcej nie będę zmuszony do nagrania tak mrocznego albumu. Wiesz, naprawdę zainspirowała nas melancholia, smutek i wściekłość, zdenerwowanie. Jednak z drugiej strony w tym materiale drzemie dużo siły i mocy, szczęścia z powodu miłości.

Nie chciałbym drugi raz nagrać albumu wypełnionego narzekaniami w takim stopniu. *śmiech*

Anette: Ale to dobry krążek.

Tuomas: Tak, to świetna płyta, jestem zadowolony z każdego dźwięku zagranego na nim. Ale jest to dość przerażające, że musisz przejść przez trudny okres, by móc stworzyć album taki jak „Dark Passion Play”.

Anette, materiał na płytę był już gotowy przed twoim dołączeniem do zespołu. Czy taka sytuacja była dla ciebie trudna?

Anette: Nie, zresztą w takim położeniu znajduje się prawie każdy wokalista. Chyba, że jest on także kompozytorem, a ja nim nie jestem. Przyzwyczaiłam się do tego, że przychodzę do studia i wykonuję swoją pracę, ponieważ pracowałam jako muzyk studyjny w innym zespole. Oczywiście, że byłoby fajnie uczestniczyć w procesie komponowania, ale podoba mi się praca wykonana przez Tuomasa. Nie mam do niej zastrzeżeń. Może wprowadziłabym nieco zmian jeśli chodzi o partie klawiszy, czy linie wokalne. Przy odrobinie szczęścia, podczas pracy nad kolejną płytą będę mieć większy wpływ na materiał.

Ulubiony utwór.

Anette: Trudne pytanie… Właściwie to mój ulubiony utwór nie pochodzi z najnowszej płyty. Jest nim „Ghost Love Score”. Specjalną piosenką z „Dark Passion Play” jest dla mnie „Meadows of Heaven” – z powodu tekstu i tej radości, która wieńczy cały album. Piękny kawałek.

Dlaczego zatytułowaliście swoje najnowsze wydawnictwo „Made in Hong Kong”?

Tuomas: Ponieważ zabawnie brzmi. Tak naprawdę ta płyta niewiele ma wspólnego z samym koncertem w Hong Kongu. Wydaje mi się, że tylko jeden utwór i przywitanie „Dobry wieczór, Hong Kong!” pochodzi z tego występu. Wiesz, dla mnie to wydawnictwo nie jest czymś osobistym. Sam nie włożyłem w to zbyt wiele wysiłku, nie uczestniczyłem ani w procesie produkcji, ani miksowania. Nie jestem wielkim fanem albumów koncertowych, ale wytwórnia zasugerowała nam, żebyśmy wydali jakąś płytę. Z powodu tego, że nie mamy nowego materiału, postanowiliśmy zebrać na jednym wydawnictwie nagrania na żywo, teledyski, film dokumentalny, kilka bonusowych utworów… Jest to całkiem niezły zestaw, ale nie nazwałbym go „albumem koncertowym”. To po prostu krążek, który wyszedł pomiędzy naszymi płytami studyjnymi.

Powstawanie płyty.

Tuomas: Nigdy nie odczuwaliśmy żadnej presji ze strony wytwórni. Nagrywanie to proces, podczas którego nie można się spieszyć – po prostu musi przyjąć naturalny bieg. Trzeba dać sobie czas… By być szczerym, czasami podczas ustalonego planu ‘panika ostatniej minuty’ może być bardzo inspirująca. Czasami. Zwykle potrzeba na to czasu.

Proces komponowania.

Tuomas: Kończę piosenkę w stopniu, na który pozwalają mi moje umiejętności. Później przedstawiam materiał zespołowi i zaczynamy nad nim pracować. Czasem utwór nie różni się od wizji, którą miałem na początku w głowie. Niekiedy jest niemal całkowicie inny. Na przykład „The Poet and the Pendulum” jest taki, jak go sobie wyobrażałem, zaś „Nemo” jest kompletnie innym kawałkiem.

Wykształcenie muzyczne.

Anette: Chodziłam do szkoły baletowej, która także kształci pod względem muzycznym i artystycznym, ale zrezygnowałam po 8 miesiącach. To nie było dla mnie… Zbyt dużo tańca. *śmiech* Oczywiście brałam lekcje, lecz niezbyt dużo. Moim zdaniem edukacja w muzyce nie jest konieczna. Przydaje się, ale najważniejszy jest talent i ogromne uczucie. Trzeba także bardzo ciężko pracować, by coś osiągnąć.

Tuomas: Tak, zgadzam się w zupełności. Podstawowe wykształcenie nigdy nie jest rzeczą złą, ale najbardziej liczy się samodzielne odkrywanie muzyki, darzenie jej uczuciem, cholernie dużo ćwiczeń. O to chodzi. Czasem istnieje zagrożenie, że zaczniesz nagrywać muzykę dla muzyków, ponieważ jesteś zbyt wysoko wykształcony. Nie dzieje się tak zawsze, ale zdarza się, że podczas słuchania jakiejś muzyki odnoszę wrażenie, że nie jest ona prawdziwa, a grana na pokaz.

Tłumaczenie: Silvena

Zwiń


Wywiad z Tuomasem przeprowadzony w Le Zénith w Paryżu, 24 marca 2009. Tuomas odpowiada na pytania o koncertowaniu, o utworach, które niedawno po raz pierwszy pojawiły się w setliście oraz o pozostałych członkach zespołu.
Czytaj więcej….

Elise: Patrząc z perspektywy czasu, jak podobały ci się pierwsze koncerty tej części trasy?

Tuomas: Było bardzo dobrze, bardzo, bardzo dobrze. Teraz trasa koncertowa na wiele sposobów jest najprostsza i najbardziej relaksująca. W Londynie było wspaniale; jak na razie każdy występ był świetny. Głownie dlatego, że podczas długiej przerwy każdy miał okazję przywrócić swój zapas energii do normalnego stanu. Mamy też nowy wystrój sceny, kilka piosenek, których wcześniej nie graliśmy, a dodatkowo jest z nami Troy – dla nas jest to coś wyjątkowego.

Nicolas: Więc żadnej presji?

T.: Presji? Nigdy więcej, nie. Lekkie zdenerwowanie przed każdym koncertem oczywiście jest, ale, wiesz, największa trema już za nami.

N.: A propos nowych piosenek, możesz nam powiedzieć dlaczego wybrałeś właśnie te? Ze względu na wymagania publiczności, czy to twoja własna decyzja?

T.: Nasza wspólna decyzja. Romanticide to prośba Anette, podoba jej się ten utwór, chciała go śpiewać więc zaproponowała, żebyśmy dali mu szansę. Ghost Love Score to mój faworyt, chociaż Anette nie była pewna co do tego kawałka, bała się bo tak bardzo kojarzy się z Tarją, ale radzi sobie całkiem nieźle. Następny, Escapist, to decyzja wszystkich, lubimy tę piosenkę i chcieliśmy grać ją na żywo. Nie pasowała do albumu, ale jest całkiem fajna. Dead Boy’s Poem wybraliśmy po prostu ze względu na stare dobre czasy. Nowe intro było oczywistym wyborem, skoro jest z nami Troy Donocley, on nagrał Finlandię i ma ją na swoim solowym albumie. Finlandia jest dla nas jak hymn narodowy. Skomponowana przez Johna Sibeliusa, najbardziej znanego fińskiego kompozytora klasycznego, jest rozpoznawana przez każdego Fina.

N.: Dlaczego nie chcecie grać zakończenia Dead Boy’s Poem?

T.: Nigdy mi się nie podobało, nie wiem dlaczego. To jedyny powód. W zamian wydłużyliśmy solo gitarowe, sądzę, że tak po prostu jest dobrze. Zresztą taka aranżacja nam wszystkim odpowiada.

Guillaume: Paryż jest jedynym miastem, w którym gracie dwa razy pod rząd. Dlaczego?

T.: Wydaje mi się, że z powodu zainteresowania. Bilety na wczorajszy występ dość szybko zostały wyprzedane, więc fani chcieli jeszcze jednego koncertu, co jak dla mnie jest ok. jeśli ludzie chcą przyjść i nas zobaczyć to nam to tylko pochlebia.

N.: W pewnym wywiadzie wspomniałeś, że masz plany związane z jakimiś innymi projektami, możesz nam o nich coś więcej powiedzieć?

T.: „Inne projekty” to chyba nie jest dobra nazwa. Pisałem kilka piosenek dla pewnych fińskich artystów, potem zajmowałem się małym projektem filmowym, rzeczami w tym rodzaju. Dałem słowo, że nie będę o nich mówić, więc muszę go dotrzymać. Przez cały czas oprócz Nightwish rozwija się parę innych małych rzeczy. Nic dużego, nie nazwałbym tego „innymi projektami”. Poza tym przez ostatnie pół roku pracowałem z Indicą, miesiąc temu skończyliśmy anglojęzyczny album – zabrał nam dużo czasu, ale to było bardzo przyjemną pracą.

E.: Zmieniliście aranżację Vuorien Taa, to samo stało się też z innymi piosenkami?

T.: Tak, trochę przerobiliśmy stare utwory. W niektórych całkiem sporo się zmieniło, część nie zmieniła się wcale. Dla czterech z nich pojechaliśmy do Londynu i zaangażowaliśmy tę samą orkiestrę z którą pracuje Nightwish, The London Session Orchestra, a Pip Williams napisał aranżacje dla dziewczyn. Jest tam też ten sam chór i Troy grający na dudach w jednym z utworów.

E.: Są jakieś piosenki, które ćwiczyliście z Anette, a których nie wykonujecie na koncertach?

T.: Właściwie nie. Swego czasu próbowaliśmy z Elvenpath, ale to jedyna. Po prostu nie wyszło, z powodów mi nie znanych. Jest kilka utworów wyrzuconych z set listy, tak jak Bye Bye Beautiful, którego już nigdy nie będziemy grać, i to na pewno. Z powodu warstwy lirycznej i dlatego, że wydaje się być strasznie kiczowate. Graliśmy ją raz za razem, ale teraz ostatecznie skończyliśmy.

E.: Jest szansa, że zagracie Erämaan Viimeinen z Jonsuu?

T.: Prowadziliśmy rozmowy na ten temat, ale nie wiem, zobaczymy. Jest pewne prawdopodobieństwo, na razie stanęło na tym, że chciałaby z nami wystąpić.

E.: A na przykład dzisiaj?

T.: Nie, w ogóle nie ćwiczyliśmy, nigdy nawet nie graliśmy tego razem. Potrzeba dużo praktyki, ale być może kiedyś. Chociaż wychodzi bardzo ładnie z Troy’em, więc…

N.: Anette nie chce zaśpiewać Follow Me z Painem?

T.: Nie wiem, może kiedyś to zrobi.

N.: Troy będzie wam towarzyszył przez całą europejską trasę?

T.: Tak, przez całą trasę.

N.: Crimson Tide już nie będzie?

T.: Nie, na razie nie będzie.

N.: Dlaczego zagraliście to znowu, początkowo było przecież na Wishmastertour?

T.: Dlatego, że ta część trasy jest nazwana „European Déjà Vu Tour”. Z tego samego powodu przywróciliśmy Dead Boy’s Poem i inne starsze kawałki. Poza tym nadal sądzę, że to najlepsze intro, jakie kiedykolwiek mieliśmy.

G.: Chciałeś być sam w łodzi jako że jesteś kapitanem zespołu?

T.: Właściwie to był pomysł naszego pirotechnika: „wsadzimy cię do łodzi”. Zresztą od niego pochodzi cała idea żeglarska, temat oceanu, wymyślił kotwicę, łódź i skały. To nie był mój wybór, żeby stać w łodzi na pierwszym planie, ale podoba mi się to, bo mogę się ukryć jak schodzę, nikt mnie nie widzi i piję sobie wino.

E.: Nie zagrałeś tematu „The Piano” ostatnio, ani nawet na Made In Hong Kong, to z powodu praw autorskich?

T.: Nie, po prostu dlatego, że jest z nami Troy, a to jego solowa partia. Jak nie ma Troya zawsze gram.

—— Kilka innych pytań ——

N.: Co pierwsze przychodzi ci na myśl kiedy słyszysz słowo „Francja”?

T.: Disneyland, Paryż, wino, fakt, że ludzie noszą… berety! Bagietka, Thierry Henry, World Cup w 2004 czy 2000… a, w 1998, no tak. Jeszcze Asterix, uwielbiam go, mam każdy album! Co prawda nigdy nie byłem w parku rozrywki, ale słyszałem o nim. Ponadto muszę wspomnieć o nieuprzejmych kelnerach w restauracjach; może to ma coś wspólnego z kulturą.

E.: Znasz jakiś francuskich artystów?

T.: Mylène Farmer. Mam jej DVD, jedno z najlepszych jakie kiedykolwiek widziałem. Nie znam się na tym typie muzyki, ale scenografia i cała reszta jest super.

G.: Jakich zespołów i płyt słuchałeś ostatnimi czasy?

T.: Dużo Indici w ciągu ostatniego roku, ze względu na współuczestnictwo w ich nowej produkcji, bardzo starałem się zrozumieć te utwory. Poza tym różnych soundtracków, ostatnio głównie Jamesa Newtona Howarda. Nowa płyta Delain jest całkiem niezła, kilka dni temu dostałem CD kiedy spotkaliśmy się w Rotterdamie. To by były albumy, których słuchałem w ciągu ostatnich paru tygodni.

G.: Na jakim koncercie byłeś ostatnio jako członek publiczności?

T.: Pojechałem zobaczyć Sabaton w Helsinkach, strasznie mi się podobało. To taki tradycyjny szwedzki metal, z właściwym podejściem i uśmiechem na twarzach. Wspaniały zespół! Będę też na koncercie AC/DC w czerwcu w Helsinkach, zapowiada się ekstra.

E.: Jaką książkę ostatnio przeczytałeś?

T.: Bezsenność Stephena Kinga. To była jedyna jego książka, której dotąd nie przeczytałem. Przeszedłem przez wszystkie i myślę, że ta chyba jest najgorsza. Nadal jest ok, ale nie jak na jego standardy.

E.: Czytałeś ostatnio coś, co cię w jakiś sposób zaskoczyło?

T.: Dziś rano znowu byłem w nagłówku fińskiego brukowca. Tytuł brzmiał mniej więcej: „Mam niską samoocenę i jestem najmniej seksowną osobą na świecie” (śmiech). Na pewno mają wprawę w układaniu nagłówków.

E.: Reagujesz na to, piszesz do gazet?

T.: Nie, nigdy. Nie ma sensu.

N.: Masz jakieś powiedzenie lub zwrot, coś czego ostatnio często używasz?

T.: [coś po fińsku]: „Nic mnie to ku*** nie obchodzi”. Ale to nie znaczy, że dosłownie nic mnie coś nie obchodzi, to tylko zwrot, którego używamy, np. „jaka jest twoja opinia?” „[fiński zwrot]”.

N.: Gdybyś mógł przez jeden dzień być kimkolwiek na świecie, kogo byś wybrał?

T.: (długa przerwa) Chciałbym być Bestią z Pięknej i Bestii, bo Bella od zawsze była moją ulubioną postacią z marzeń. Nie miałbym nic przeciwko zamianie miejsc na jeden dzień.

—— O innych członkach zespołu ——

E.: Jakie są ich mocne punkty na scenie?

T.: Emppu jest zawsze wesoły. Nie wiem jak mu się to udaje, ale zawsze taki jest. Nawet jeśli ma zły dzień uśmiecha się i promieniuje energią. Anette jest perfekcjonistką; naprawdę daje z siebie wszystko, nic nie robi połowicznie, pracuje nad swoją kondycją fizyczną. To samo powiedziałbym o Jucce, też taki jest, zawsze pełen energii. Za to Marco to prawdziwy fenomen – chociażby był chory, miał kaca albo czuł się źle z jakiegoś powodu, potrafi świetnie dać sobie z tym radę. Nie wiem jak on to, do cholery, robi, ale robi to. Nigdy nie słyszałem, żeby zaśpiewał złą nutę, niezależnie od tego jak zły miał dzien.

E.: A silne strony poza sceną?

T.: Po prostu najlepsi z przyjaciół, wszyscy.

N.: Jakie są ich ulubione powiedzenia?

T.: Dużo fińskich i szwedzkich przekleństw, a także: „o której otwieramy dzisiaj butelkę?”, co tego wieczoru jest ustalone na 20:30.

G.: Co byś zrobił, gdybyś był przez jeden dzień w ich skórze?

T.: Sądzę, że to byłaby okazja, żeby zobaczyć co tak naprawdę myślą o byciu w tym zespole i o mnie jako jego liderze. Więc w istocie sprawdziłbym ich własne myśli, próbując się tego dowiedzieć, bo, prawdę mówiąc, nie wiem.

G.: Chciałbyś grać na ich instrumentach?

T.: Nie… Wolę moje pianino i keyboard. Zostawiam granie tym, którzy potrafią grać na danym instrumencie.

N.: Żadnego śpiewania? =)

T.: Nie! (śmiech) Nigdy więcej. Właściwie zaśpiewałem dwie linijki na nowym albumie Indici, zaśpiewałem w tle: „oohhh”. Można to usłyszeć, tak głośne jest na albumie. Ale nie lubię śpiewać, nie podoba mi się sama idea śpiewania, w tym problem.

E.: Jakie są ich najlepsze cechy i największe wady?

T.: O Anette powiedziałbym, że perfekcjonizm jest zarówno cechą jak i wadą; czasem to, że wszystko musi być idealne jest bardzo wkurzające. Jukka jest najciężej pracującym członkiem zespołu – zajmuje się organizacją, sprawami finansowymi, których chyba nigdy nie potrafiłbym ogarnąć. Jego wadą także jest perfekcjonizm i zbytnia surowość. Czasami trudno z nim wytrzymać, bo: „tą rzecz trzeba wykonać tak, to wszystko”. Czasem to dobrze, czasem źle. Marco jest najbardziej lojalną osobą na świecie, a ponadto bardzo współczującym facetem. Jeśli chciałbym z kimś pogadać, to poszedłbym właśnie do niego, byłby moim pierwszym wyborem. Jest prawdziwą podporą. Jak chodzi o wadę… nie mam pojęcia. Starzeje sie, nie wiem czy będzie w stanie robić to wszystko dalej przez wiele lat (śmiech). (Do mikrofonu) Przepraszam, to był żart! Emppu jest jak Marco, kumpel jakiego potrzebujesz. Zawsze jako pierwszy pyta: „wszystko w porządku? Na pewno? Chcesz o czymś porozmawiać?”, jest pełen empatii. Ale jest też chyba najbardziej zapominalską osobą, która znam. Jeśli nie powtarzamy jakiś piosenek przez tydzień, zapomina, nie pamięta co powiedział dzień wcześniej, czasem mówi ten sam dowcip po kilka razy. Jest strasznie zapominalski, ale w uroczy sposób.

E.: A ty? Jakie są twoje wady i zalety?

T.: Ech, powinnaś zapytać kogo innego! Sądzę, że jestem uprzejmy, staram się być miły w stosunku do innych ludzi, nie brak mi kreatywności i empatii. Z drugiej strony jestem bardzo niecierpliwy: chcę mieć wszystko tutaj i teraz, nie potrafię poczekać. Jestem też samolubny w niektórych sytuacjach.

Tłumaczenie: niewymierna

Zwiń


Kolejny wywiad do przeczytania, tym razem Tuomas opowiada fińskiej Musiikki-TV w marcu 2009 o najróżniejszych ciekawostkach, zaczynając od wrażeń po obejrzeniu Made in Hong Kong, przez trudy koncertowania i świeżość po trzymiesięcznej przerwie aż po parę słów na temat nadchodzącej, póki co powoli, kolejnej płyty zespołu.

Czytaj więcej….

Nightwish wydaje album live z filmem dokumentalnym. Dlaczego akurat teraz? Czy to była najlepsza dla zespołu chwila w stylu „teraz albo nigdy”?

Cóż, gdy nasz niemiecki wydawca zasugerował pomysł nagrania live, osobiście nie byłem przychylny, gdyż czułem, że zbyt mało czasu minęło od ostatniego takiego wydawnictwa. Jednak gdy zdecydowaliśmy się dodać bonusowe piosenki, materiały promocyjne i inne dodatki, jak film dokumentalny, stało się ono wartym świeczki. Zazwyczaj nie jestem szczególnym fanem płyt z nagraniami na żywo, ostatnio słuchałem go raptem 6 dni temu, więc nie brałem jakiegoś udziału w produkcji. Myślę, że okazał się on być bardzo przyjemnym zestawem, choć nieszczególnie bliskim mojemu sercu. Nazwałbym to raczej „EP-ką na żywo ze wszelkimi możliwymi dodatkami”.

Z różnymi smaczkami.

Tak.

Jak Ci to brzmiało? Czy wydawało się nieco zawstydzające czy może raczej coś w stylu „Hej, jesteśmy naprawdę nieźli!”?

Byłem przygotowany na lekkie poczucie wstydu ale okazało się naprawdę pozytywną niespodzianką. Można w pewnym sensie poczuć tę atmosferę grania przez nas na żywo u szczytu formy. Wynik naprawdę mnie usatysfakcjonował. Podziękowania dla Tero Kinnunena, odwaliłeś naprawdę świetną robotę.

Plan trasy zespołu w zeszłym roku był naprawdę ciężki. Czy zdarzały się chwile, w których czułeś, że już nie wyrabiasz czy może jednak nadal po tych 150 koncertach mówiłeś sobie „Tak! Czuję się świetnie, idzie doskonale!”?

Koncerty zawsze były przyjemne. W istocie te półtorej godziny każdego dnia były nagrodą za wszystkie negatywne strony poprzednich godzin. Jednak szczególnie pod koniec trasy w Ameryce Pd. dało się zauważyć, że nie trzymaliśmy się już kupy. Najlepszym przykładem jest to, co się stało z Anette w Belo Horizonte. Ale my wszyscy czuliśmy, że czas już wrócić do domu. Patrząc w tył, ostatnie półtora roku było wielką przygodą. Naprawdę cieszące jest to, jaki sukces odnieśliśmy, choć być może popełniliśmy fundamentalny błąd na samym początku gdy zaczęliśmy wszystko w takim pośpiechu.

Byle pozostać przy zdrowych zmysłach.

Tak, zdrowie i rodzina zawsze są priorytetami. Tempo naprawdę było trudne, w najgorszych przypadkach wręcz szaleńcze. W pewnym punkcie zdawało się, że to wszystko nie jest tego warte. Istnieje wielka odpowiedzialność nad kondycją i psychiką wszystkich. Szczególnie, gdy ma się na pokładzie nową wokalistkę i całe napięcie z tym związane tworzą potrzebę udowodnienia, że warto. Nie było łatwo, przede wszystkim pod koniec roku, ale godnie przez to przebrnęliśmy. Teraz, po przerwie, znów myślę, że jesteśmy w szczytowej formie gdy znów koncertujemy w marcu po Europie.

W dokumencie sprawy jawią się momentami ponurymi i przygnębiającymi. Skoro już tego doświadczyłeś, czy stało się wyraźniejsze to, jak wymęczeni byliście znajdując się w autokarze?

Cóż, no tak. W pewien sposób zebrało się to we mnie gdy obejrzałem film miesiąc temu. Szczególnie fragment o trasie w Ameryce Pd. był dosyć… ciężki. Był trochę o przetrwaniu. Może jednak film stał się nieco zbyt mroczny. Cóz, jest tam drunken-uno jako dowcipny przerywnik. Ale, na przykład, wywiady ze mną i Anette przeprowadzone zostały przedostatniego dnia w Santiago i uczucia były jakie były. Ale na serio, teraz wszystko jest już w porządku. Myślę, że ta przerwa podładowała nam baterie, więc nie trzeba się nami martwić.

Fani, którzy to zobaczą, mogą pomyśleć „Nie, co się dzieje?!”.

No, jest to szczery dokument, nie byłoby realistyczne mówić, że non-stop się cieszyliśmy. Mierzyliśmy się z najróżniejszymi przeciwnościami z różnych przyczyn. Stało się to wyraźne w listopadzie. Ale tak czasami bywa w życiu.

Jako że życie w trasie z taką siłą jest nowością dla Anette, jak się wszyscy liczyli z jej pozycją?

Przez cały czas mieliśmy to na uwadze i staraliśmy się jak mogliśmy, by ją pocieszyć gdy tego wymagała sytuacja. Pozycja, w której się znajduje, nawet mi ciężko jest pojąć, przez ile musiała ona przejść. Ilość stresu i napięcia jest czymś potężnym. Zdajemy sobie z tego sprawę i robiliśmy wszystko, byle tylko ułatwić dla niej rzeczy i być u jej boku. Zauważyła to i jest za to wdzięczna. Dobrze jest móc pomóc w nawale tylu spraw. Dzięki temu też różne rzeczy trzymają się kupy.

Jak często siadacie razem podczas długiej trasy i każdy może wydobyć z siebie to, co go gryzie, wszystkie negatywne emocje?

To nie działa w ten sposób zbyt często. W grupie radzimy sobie ze stresem innymi środkami…

Pozostało nam jeszcze 7 miesięcy wypełnionych koncertami, od marca do września, lecz tempo będzie zdecydowanie lżejsze. 3 i pół tygodnia w Europie, następnie maj w USA aby nadrobić odwołane koncerty. A potem letnie koncerty w Finlandii i w Europie. Jesienią pobawimy się trochę a późnym wrześniem weźmiemy sobie wolne i zabierzemy się za kolejny album.

Czy masz już wiele pomysłów na następną płytę?

Strasznie dużo, momentami głowa mi wręcz eksploduje i czuję, że muszę jak najszybciej lecieć do studia. Parę dni temu rozpocząłem zapisywanie trzeciego notatnika, dwa są już pełne zamysłów i koncepcji. W istocie już zarezerwowaliśmy miejsce dla prób, wiosną 2010 rozpoczną się próby do nowego albumu. Zabawnie jest planować życie półtora roku naprzód, ale tak już się ono toczy.

Tłumaczenie: Daviduzz

Zwiń


Wywiad z Tuomasem przeprowadzony dla magazynu FemaleFirst. Tuomas odpowiada na pytania o DVD ‚Made In Hong Kong (and various other places)’, o sytuacji w zespole po dwóch latach od przyjęcia Anette oraz o pracy nad materiałem na nowy album.

Czytaj więcej….

FemaleFirst: Musicie sobie wyobrazić, jaka byłam podekscytowana, gdy dowiedziałam, że przeprowadzę wywiad z Nightwish, który od wielu lat jest jednym z moich ulubionych zespołów, w dodatku z facetem, który przez długi czas miał być najlepszym kandydatem na mojego męża.

Muszę powiedzieć, że kiedy rozmawialiśmy o ich ostatnim wydawnictwie, już nie tak zupełnie nowej wokalistce Anette Olzon, miałam wrażenie, że za chwile moja głowa eksploduje ze szczęścia, lecz zdołałam utrzymać ją w jednym kawałku by przeprowadzić sensowny wywiad.

Cześć, Tuomas, jak tam sprawy z Nightwish?

Tuomas: Cóż, aktualnie zrobiliśmy sobie trzymiesięczną przerwę po pierwszym odcinku naszej trasy po Ameryce Południowej, który skończył się w listopadzie. Mamy zamiar wrócić na scenę 11 marca w Londynie, skąd wyruszymy w kolejną trasę po Europie, która skończy się pod koniec września, więc będzie trwać ok. 5-6 miesięcy.

Wow, co za pracowity tryb życia… Więc co sprawiło,że zdecydowałeś się na nakręcenie DVD ‚Made In Hong Kong (and various other places)’?

Tuomas: Właściwie, był to pomysł wytwórni i muszę przyznać, że kiedy mi go przedstawili nie byłem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem, ale zamierzaliśmy zrobić sobie długa przerwę między nowymi płytami, więc ludzie z wytwórni stwierdzili,że potrzebujemy czegoś nowego, ponadto chcieli promować naszą europejską trasę koncertową z jakimś nowym wydawnictwem, a ponieważ nie mieliśmy akurat nic do roboty, zdecydowaliśmy się na nagranie tej trochę większej EP z koncertówkami.

I dlatego właśnie stworzyliśmy ‚Made In Hong Kong (and the various other places)’, ponieważ było tam jedno nagranie z Hong Kongu, a reszta z innych zakątków świata.

A więc, jak minęły wam te dwa lata, odkąd Anette dołączyła do zespołu?

Tuomas: Bardzo ciekawie! Były to ekscytujące i zarówno wyczerpujące lata, a także najdłuższa trasa koncertowa, jaką kiedykolwiek mieliśmy. Spędziliśmy razem wiele fantastycznych chwil, ale pojawiały się i te gorsze.

Myślę, że jedynym błędem, jaki popełniliśmy, była zbyt długa trasa koncertowa. Trudno było wytrzymać z kapelą całe lato. Po pewnym czasie stwierdziłem, że powinni zgłosić się do psychiatryka i właśnie dlatego potrzebujemy tej trzymiesięcznej przerwy.

Czy teraz się relaksujesz?

Tuomas: O, jeszcze jak! Wyjechałem na dwa tygodnie na Florydę, by spotkać Donalda i Goofie’go. Zajmowałem się także moimi innymi projektami, a reszta rzeczy mi zwisała.

Szczęściarz! Czy czujesz, że nowy album, Dark Passion Play, pokazał nowe oblicze zespołu?

Tuomas: Nie nazwałbym tego ‚nowym obliczem’. Pokazaliśmy mroczniejszą i cięższą stronę kapeli, ale nie uważam tego za jakąś radykalna zmianę. O wszystkich nowych piosenkach możesz wciąż powiedzieć ‚to Nightwish’.

Oczywiście, jest tam parę nowych elementów, takie jak celtyckie instrumenty, chórki gospel, większa niż kiedykolwiek orkiestra symfoniczna oraz nowa wokalistka. Lecz nie myślę, by rozpoczęła się dla nas nowa era, kontynuujemy to, co zaczęliśmy na poprzednim albumie.

Która piosenka Nightwish jest według Ciebie najlepsza?

Tuomas: The Poet And The Pendulum. Wspaniale ukazuje ona oblicze zespołu.

Zacząłeś pracę nad jakimś materiałem?

Tuomas: Nie spieszę się, bo nie chcę tego zepsuć, ale pracuję nad nowym materiałem cały czas i teraz czuję jak moja głowa eksploduje od myśli z nowymi pomysłami. Mam już dość sporo konceptów na nowy album, ale mam zamiar odpocząć rok zanim zaczniemy pracować w pełnym wymiarze godzin, ponieważ nie jesteśmy zespołem, który może koncentrować się na dwóch rzeczach naraz. Teraz musimy skończyć tą trasę, wtedy może weźmiemy małą przerwę i zaczniemy pracę nad nowym albumem.

Masz jakiś specjalny sposób myślenia, kiedy piszesz piosenki?

Tuomas: Więc, mogę mówić tylko za siebie, ale dla mnie sposób jest prawie taki sam przez cały czas; jako pierwsze zawsze potrzebuję mieć ideę o czym mam być utwór, na przykład historia bądź pomysł, nie potrafię po prostu zagrać na keyboardzie bądź gitarze by zobaczyć co wychodzi. Później, gdy już mam wymyśloną historię, myślę jak tchnąć w nią życie; „to ma być ballada?” albo „to ma być rockowa piosenka?”. Powinienem użyć pianina albo gitary akustycznej? Kiedy mam gotową piosenkę, piszę ostanie teksty, a później pokazuję piosenkę reszcie zespołu i możemy zacząć komponowanie.

Wow, czuję, jakbym znała informatora… A więc trzymajmy się tego; czemu zawsze masz na keyboardzie miniaturkę Kapitana Jacka Sparrowa?

Tuomas: To więcej niż żart, bo…

…bo wyglądasz tak jak on?

Tuomas: Yeah, haha! Jeden został rzucony na scenę, a potem jeszcze dwa od fanów. Było tam dużo ludzi, którzy mówili że jestem kopią Jacka Sparrowa więc tylko chciałem dolać oliwy do ognia. Jest tam od zawsze! Teraz również Edward Nożycoręki!

Jaki utwór Nightwish najbardziej lubisz wykonywać na koncertach?

Tuomas: Znów wybrałbym „The Poet And The Pendulum”, ponieważ jest bardzo ciężki, epicki i zawsze stwarza nastrój. „The Islander” również jest jednym z moich ulubionych.

Oczywiście, nagrałeś kilka coverów pięknych utworów, „High Hopes” Pink Floyd czy „Walking in the air”, ale jakie inne piosenki chciałbyś odświeżyć?

Tuomas: Myśleliśmy o tym, ponieważ nie mieliśmy żadnego coveru w tej trasie -z takiego powodu- bardzo ciężko jest zrobić piosenkę jak „Walking in the air”, ponieważ to cały czas mój ulubiony utwór. Ale raz myśleliśmy o coverze „The Thing Should Not Be” Metalliki, ale nigdy nawet nie doszliśmy do etapu prób, to był tylko pomysł.

Kto jest twoim ulubionym muzykiem?

Tuomas: Jeśli pozwolisz mi wspomnieć o artystach, wybrałbym Vangelisa, to nie jest zespół, lecz jest moim ulubionym muzykiem. Stworzył około 50 albumów, ale nie znam ich wszystkich, skomponował „Chariots Of Fire”.

Jeśli mógłbyś słuchać jednej płyty przez resztę swojego życia, która by to była?

Tuomas: Byłaby to „The Snowman Soundtrack” Howarda Blake’a.

Co jest jedną z rzeczy, którą byś zmienił w branży muzycznej, gdybyś mógł?

Tuomas: Pozbyłbym się z sieci wirusów i wszystkiego co jest związane z Internetem i ściąganiem.

Teraz chcemy zadać pytania nie dotyczące kręgów muzycznych… Po pierwsze, jeśli wygrałbyś zestaw zawierający kilka filmów z tylko jednym aktorem i jedną aktorką, którego aktora i aktorkę wybrałbyś?

Tuomas: Aktorką byłaby Christina Ricci; jest ona moim skrytym marzeniem. Ponieważ widziałem „Sleepy Hollow” (”Jeździec bez głowy – przyp. tłum.) byłaby to tylko ona! Z męskich aktorów, wybrałbym Morgana Freemana, w nim jest coś co bardzo, bardzo lubię.

Jeśli mógłbyś jutro przejąć władzę nad jakimś państwem, który kraj by to był i jakie by było twoje pierwsze prawo?

Tuomas: Zamiast na ich bonach pieniężnych, na których jest napisane „Boże pobłogosław Ameryce”, ja bym wstawił „Boże pobłogosław światu”.

I na koniec, jak myślisz, co jest najważniejszym wynalazkiem ostatnich 100 lat?

Tuomas: Nagrywanie płyt, tak aby można było słuchać muzyki w domu, zamiast jechać i oglądać zespoły grające na koncertach. To pomagało ludziom w odizolowaniu się w ich własnych domach przez dekady teraz uczyniło to świat przyjaźniejszym miejscem.

Tłumaczenie: Kameleoon, UFOO

Zwiń


Tym razem dla odmiany krótki artykuł-wywiad z Emppu Vuorinenem z fińskiego radia Keski-Suomi. Mowa w nim między innymi o koncertowaniu z Brother Firetribe, znoju codziennego dnia trasy koncertowej i fanach Nightwish.

Czytaj więcej….

Gitarzysta Nightwish docenia swój wolny czas

Pod wieloma względami Nightwish to główny muzyczny produkt eksportowy Finlandii. Ponad roczna trasa koncertowa po całym globie jest znów za nimi. Gitarzysta zespołu Emppu Vuorinen nie zamierza siedzieć bezczynnie podczas przerwy, lecz koncertuje w Finlandii i Europie ze swoim drugim zespołem, Brother Firetribe.

Radio Keski-Suomi dostąpiło przywileju przeprowadzenia wywiadu z Emppu Vuorinenem, który zazwyczaj trzyma się z dala od blasku fleszy, nie licząc występów. Pośród innych rzeczy mieliśmy szansę zapytać go, w jaki sposób radzi sobie z graniem z innym zespołem, nawet gdy Nightwish ma przerwę. – Miło jest spędzić nieco czasu z chłopakami, więc nie mógłbym odmówić. Jak na młodego człowieka, którym jestem, radzę sobie z tym całkiem nieźle. Będę to robił tak długo aż podupadnie mi kondycja, wtedy też znajdę sobie alternatywne plany. – tłumaczy Vuorinen.

Vuorinen z dystansem podchodzi do dawnych niepokojów, które krążyły wokół Nightwish. Przyznaje jednak, że medialna wrzawa była stresująca. – Gdy to wszystko się działo, wolałem zostać u siebie w domu. Później już wszelkie te hałasy wywoływały u mnie tylko lekki uśmiech.

Żarliwi fani uczą się fińskiego

Mimo wielkiego sukcesu, życie rockmana nie jest wcale usłane różami. Dni w trasie bywają trudne. – Nauczyłem się doceniać swój własny czas podczas trasy. Gdy trafiam do pokoju hotelowego, mogę znów odetchnąć. Wolę wtedy być bardzo niesocjalny i ograniczyć się do cichego czytania książek i odprężania się w wannie. SMSy od czasu do czasu pozwalają pozostać w kontakcie z rodziną i przyjaciółmi. Rodzina i znajomi w Finlandii wiedzą wtedy, że „Eetu” jest w trasie i pozwolą mi się cieszyć spokojem. Skontaktują się ze mną gdy już wrócę do Finlandii. – śmieje się Vuorinen.

– W pewnym sensie jestem w pracy 24 godziny na dobę. Pokój w hotelu to nie dom, po powrocie z pracy nie trafiam do swojego domu, co mnie czasami odrobinę smuci. Jednak bywają też długie okresy, gdy mogę zostać w domu. Wtedy gramy w różne gry, idziemy do sauny, spotykam się z rodziną i przyjaciółmi, inne typowe rzeczy. – opisuje gitarzysta.

Dla fanów zespołu z całego świata Nightwish jest już dobrze znajomy i Vuorinen mówi, że fińskie korzenie zespołu są tak dobrze znane, że niektórzy z najbardziej entuzjastycznych fanów uczyli się nawet fińskiego. – Fani są wszędzie na świecie bardzo mili, ale chyba najciekawiej jest w Ameryce Pd., gdzie fani mogą się zdobyć naprawdę na wiele.

Na pytanie, czym będzie się zajmować Emppu Vuorinen za pięć lat, gitarzysta odpowiada z nadzieją, że nadal będzie się mierzyć z biznesem muzycznym. – Żywię płomienną nadzieję, że jeszcze znajdzie się coś do roboty dla mnie. – podsumowuje Vuorinen.

Tłumaczenie: Daviduzz

Zwiń


Wywiad z Tuomasem przeprowadzony w styczniu 2009 roku. Tuomas odpowiada na pytania o plusy i minusy życia w trasie, uczuciach związanych z tworzeniem nowych utworów, planach związanych z kolejnym albumem studyjnym oraz CD/DVD „Made In Hong Kong (and various other places)”.

Czytaj więcej….

Rok, który właśnie się skończył był bardzo pracowity dla Nightwish…

Tuomas: Tak najkrócej można to opisać. Przeżyliśmy wiele wzlotów i upadków, a także wszystko co tylko możliwe znajdujące się pomiędzy nimi, lecz ogólnie był to bardzo satysfakcjonujący rok. Daliśmy wiele wspaniałych koncertów, szczególnie w Meksyku, gdzie było niesamowicie. Obecnie wzieliśmy sobie trzymiesięczny urlop, który uważam iż był nam wszystkim potrzebny. Powrócimy na kolejną trasę koncertową po Europie 11 marca w Londynie. Ale naprawdę dobrze być znowu w domu.

Ostatni raz widzieliśmy was, gdy graliście w Zenith, a teraz powracacie w to samo miejsce, aby dać tam aż dwa koncerty…

Tuomas: To wielki zaszczyt! Mamy nadzieję, że przybędzie dużo osób, bo zawsze jest to rzecz, która nas cieszy. Aczkolwiek nigdy nie wychodzimy na scenę przekonani, że będzie niesamowicie, chociaż jeśli ktoś mocno w nas wierzy to świetnie. *śmiech* Mamy nadzieję, że będzie wystarczająco dużo osób, aby wypełnić halę w czasie drugiego koncertu.

Jaki postęp uczyniliście jeśli chodzi o przebieg tras koncertowych w różnych częściach świata?

Tuomas: To trochę zabawne, ponieważ w niektórych krajach sprzedajemy zdecydowanie więcej płyt oraz biletów na koncerty – dzieje się tak w przypadku Francji, Austrii, Szwajcarii, a także Finlandii. W innych państwach notujemy gorsze wyniki sprzedaży, ale nie da się tego zmienić i w sumie nie jest to wcale zaskakujące, ponieważ po części odzwierciedla to obecną sytuację w muzycznym biznesie. Gdy koncertowaliśmy w Południowej Ameryce na nasze występy nie przychodziło aż tyle osób ile przy okazji naszej wcześniejszej trasy, ale mimo to nie mieliśmy powodów do narzekań.

W czasie podróżowania przez tyle krajów musisz mieć do czynienia z wieloma różnymi kulturami…

Tuomas: Tak, oczywiście. To jest właśnie to, co lubię najbardziej w tym wszystkim, a mianowicie mam szansę okrążyć cały świat oraz zwiedzić każdy zakątek planety zaczynając od Australii, na Francji kończąc, a w międzyczasie „zaliczając” Finlandię, Stany Zjednoczone oraz Południową Amerykę. Nie nudzę się. Doskonale widzę różnice kulturowe pomiędzy ludźmi, ale dostrzegam także wspólne cechy, odkąd wszyscy nasi fani posiadają taką samą pasję oraz lojalność wobec nas.

Czy odczuwasz strach, gdy przybywasz do jakiegoś miasta po raz pierwszy?

Tuomas: Oh, ja boję się nawet w miejscach, które znam, ale nie robi mi to większej różnicy. Poza tym zawsze musimy mieć motyle w brzuchu zanim zaczniemy grać.

Czy jesteś typem człowieka, który czuje się szczęśliwy żyjąc w trasie?

Tuomas: Częściowo. Lepiej czuję się w czasie trasy po Europie niż gdzie indziej, ponieważ to tutaj mamy naszych najstarszych fanów, którzy śledzą nasze poczynania najdłużej. Jednak staram się znaleźć unikatowe i inne od dotychczasowych przeżycia w każdym wydarzeniu. Nie potrafiłbym być w trasie cały czas, ale po trzech miesiącach spędzonych w domu wiem, że będę bardzo szczęśliwy mogąc znowu koncertować. Kiedy tworzę album, spędzam rok w studiu, co jest świetnym przeżyciem, ale kiedy wychodzimy ze studia od razu chciałbym wyruszać w trasę. Będąc bardzo szczerym – wróciliśmy bardzo zmęczeni z naszej ostatniej trasy, zarówno członkowie zespołu jak i ekipy, i nie sądzę abyśmy dali radę koncertować jeszcze chociażby przez miesiąc bez dłuższej przerwy – nie jesteśmy maszynami, tylko ludzkimi istotami. Powinniśmy teraz zadbać o siebie przed wszystkim, co nas czeka. W tej pracy, jak w każdej innej, przychodzą takie momenty, które są męczące, lub w których nie chce się nam nic robić, tak samo jak reszcie świata.

To nawet bardziej męczące dla Nightwisha, skoro na scenie znajdują się sami perfekcjoniści…

Tuomas: Tak, trochę w tym racji – wychodzisz na scenę i wykonujesz ten sam gest każdej nocy. Po pewnym czasie masz tego dosyć. Wywoływana jest na tobie presja, zarówno mentalna jak i fizyczna, ale i tak ciągle to najlepsza praca pod Słońcem. Nie zamieniłbym jej na żadną inną.

Co lubisz najbardziej w byciu w trasie?

Tuomas: Zdecydowanie najbardziej lubię samo koncertowanie – spędzić półtorej godziny na scenie, móc grać muzykę którą kocham i obserwować jak reagują na nią ludzie to coś nadzwyczajnego. Z kolei najgorsze jest odpoczywanie, podróżowanie, wszesne pobudki, presja oraz ciągłe bycie poza domem.

Czy nie masz wrażenia, że po każdej trasie wracasz do domu silniejszy niż wcześniej, wzmocniony tym, co przeżyłeś w czasie trasy?

Tuomas: Zawsze wracam do domu bogatszy o zdobyte doświadczenie, ale za każdym razem powracam także bardzo przygnębiony – to akurat coś przez co przechodzi wiele muzyków. Kiedy wracasz wydaje się, że wszystko jest dobrze, przeżyłeś wspaniałą trasę, jesteś szczęśliwy, ale z drugiej strony tak przygnębiony, że nie możesz nic robić przez 2 lub 3 dni – nie chcę wtedy widzieć nikogo, ale jednocześnie wolałbym nie być sam. Jest to czas kiedy twoje życie powraca do normalności, tak więc wymaga to przystosowania. Zawsze czuje się lepiej po paru dniach, ale mimo to jest to bardzo dziwne uczucie.

Czy sukces Nightwish wywiera na tobie presję czy też cię inspiruje?

Tuomas: Przede wszystkim inspiruje. Na pewno nie jestem nim przerażony. Nawet jeśli sukces byłby mniejszy, dla mnie nic nie uległoby zmianie. Już teraz pracuję nad nowym albumem i coraz bardziej nie mogę się doczekać dnia kiedy wejdziemy do studia i zaczniemy nagrywać utwory. Mam wiele ekscytujących pomysłów, zaczynam mieć wizję tego, jaki będzie to album i powoli robię się niecierpliwy, gdyż dla mnie sukcesem jest już same tworzenie.

Czy sukces daje ci pewność siebie?

Tuomas: Tak, zdecydowanie dobrze jest móc powiedzieć samemu sobie „OK, po raz pierwszy coś w moim życiu idzie bardzo dobrze, tak więc być może mogę brnąć w to głębiej”.

Czy ważne jest dla ciebie, aby kolejny album powtórzył sukces jaki odniosło „Dark Passion Play”?

Tuomas: Będąc szczerym – nie za bardzo. Chcę tylko, aby był tak samo dobry artystycznie (to sobie wysoko poprzeczkę zawiesił…, przyp. Arcasto). Jednak muzyczny biznes jest na tyle dziwny, że nigdy nie możesz być pewien tego jak sprzeda się nowy album, czy też co stanie się z zespołem. Mam tylko nadzieję, że będziemy w stanie stworzyć album na poziomie „Dark Passion Play” i na tym się na razie skupiamy. Sukces ostatniej płyty przyniósł nam finansowe zabezpieczenie, które z kolei pozwoli nam na tworzenie kolejnego albumu bez chodzenia na kompromisy – możemy zatrudnić orkiestrę oraz chór na tak długo jak to będzie potrzebne. Nie musimy się martwić o pieniądze, co jest wielką ulgą.

Czy podczas tworzenia czujesz potrzebę skupienia się tylko i wyłącznie na Nightwishu?

Tuomas: Tak, staram się odizolować od wszystkich innych spraw. Kiedy tworzę utwory nie myślę nawet o pozostałych członkach zespołu – jest to bardzo samolubne, ale to także jedyna droga ku utrzymaniu szczerości.

Tworzysz w samotności, a kończy się to podzieleniem efektem twojej pracy z całym światem – po części w chwili wydania utwory, które stworzyłeś nie należą już do ciebie…

Tuomas: Dokładnie. Czasami jest to źródłem wewnętrznego konfliktu, ponieważ utwory oraz liryki są czymś osobistym i przestają tym być, gdy przekazujesz je tysiącom osób, gdy dzielisz się nimi ze światem. Za każdym razem, gdy dajemy koncert i widzę ludzi żyjących moimi utworami po części czuję się „zgwałcony”. Mimo to, jest to świetne uczucie. Jednocześnie uważam to za najdziwniejszą część muzyki.

Dzielenie się utworami z ludźmi być może sprawia, że czujesz się odrobinę mniej samotny…

Tuomas: Tak, to prawda. Mam nadzieję, że ludzie którzy słuchają moich utworów także czują się mniej samotni.

To coś co się czuje, ale nie za bardzo da się wytłumaczyć…

Tuomas: Dokładnie, tego nie da się wytłumaczyć, nie ma nawet takiej potrzeby. Poza tym, to wy powinniście zająć się rozgryzieniem liryków, a nie ja. *śmiech* Liryki są jak poezja – ludzie próbują dojść ich znaczenia, ale ja nie lubię tego robić. Najważniejsze jest jakie znaczenie ma każdy utwór dla ciebie.

Wspomniałeś o kolejnym albumie Nightwish – kiedy mamy się spodziewać jego premiery?

Tuomas: Nagranie albumu zajmie trochę czasu, ponieważ chcemy stworzyć coś wielkiego. Tyle mogę powiedzieć na chwilę obecną. Mam nadzieję wejść do studia w 2010 roku, być może w lato, ale nie jestem jeszcze tego pewien. Spędzimy tam sporo czasu, ale będzie warto i jesteśmy tym bardzo podekscytowani, a w szczególności ja. Mogę powiedzieć jeszcze, że nowy album na pewno ujrzy światło dzienne, ale nie stanie się to od razu!

Czy CD/DVD „Made In Hong Kong (and various other places)” jest sposobem na zachęcenie fanów do czekania?

Tuomas: Tak, to prawda. Nie jest to jakaś szczególnie ważna rzecz, ponieważ osobiście nienawidzę wydawania płyt zawierających nagrania na żywo. Jest to mały prezent dla fanów, który ma nam pomóc promować europejską część trasy koncertowej. Na płycie będzie można znaleźć teledyski i nagrania audio z Hong Kongu, a także krótki film dokumentalny.

Czy mamy się spodziewać jakichś niespodzianek podczas koncertów w Paryżu?

Tuomas: Tak, postaramy się o pare niespodzianek. Ciągle o tym myślimy, mamy nawet sporo pomysłów. Oczywiście należy się spodziewać zmian w setliście, których dokonamy zarówno dla publiki, jak i dla własnej uciechy. Nie jestem pewien czy zagramy utwory takie jak „Nemo” czy też „Wishmaster”. Poza tym będzie trochę nowych efektów wizualnych. Ogólnie nie możemy się już doczekać!

Tłumaczenie: Arcasto

Zwiń


Tłumaczenie artykułu o Anette, który pojawił się w fińskim magazynie dla kobiet „MeNaiset”. W artykule można przeczytać o odczuciach Anette na temat wciąż trwającej trasy promującej album Dark Passion Play, powodach decyzji o zatrudnieniu menadżera oraz jej ubiorze scenicznym.

Czytaj więcej….

(okładka) Wokalistka Nightwish Anette Olzon: „Teraz lepiej rozumiem Tarję Turunen”

Urlop spędzony bez chłopaków z zespołu pomógł Anette Olzon z Nightwish poradzić sobie ze stresem, który przyczynił się do załamania w listopadzie. – Atmosfera była napięta i gorąca ale problemy zostały rozwiązane.

„Spora kłótnia oczyściła stosunki”

Suwane drzwi prowadzące do holu lotniska otwierają się z rzadka. Na helsińskim lotnisku Vantaa panuje cisza i wygląda na to, że dzień jeszcze nie rozpoczął się na dobre, mimo że zegar wskazuje już popołudnie. Wokalistka Anette Olzon jest nawykła do podróżowania. Największa trasa koncertowa w karierze Nightwish nie dobiegła jeszcze końca, ale zespół zrobił sobie trzy miesiące urlopu około końca roku. Spotkają się znów razem 11 marca gdy Nightwish będzie dawał koncert w Londynie.

Tym razem Anette zostawiła swoją różową walizkę w domu i przekracza próg jedynie z torebką w dłoni. Czarne włosy z jej pierwszych dni w Nightwish zmieniły kolor na blond. W spotkaniu ze mną bierze udział odmieniona wokalistka z długą blond fryzurą i okularami przeciwsłonecznymi.

Anette jest rozpoznawalna wszędzie, jednak ku zdziwieniu nowy wygląd daje jej nieco spokoju.

– Wróciła stara Anette! W moim poprzednim zespole byłam blondynką, co bliższe jest mojemu naturalnemu kolorowi włosów niż czarne. Historia zatoczyła koło na swój sposób.

Wokalistka odpoczęła od koncertowania spędzając pełen wygód weekend w Sztokholmie gdzie dwudziestoparolatkowie przychodzili rozmówić się z „nieco starszą mamusią”. – Jestem już taka stara! A może jednak nie, najwyraźniej ja i moja siostra nadal prezentujemy się całkiem nieźle – śmieje się 37-letnia Anette.

Odświeżająca sprzeczka

Anette tryska energią nawet pomimo całego stresu związanego z trasą po Ameryce Południowej oraz kryzysowi w środku koncertu w Brazylii, od którego wciąż włosy stają jej dęba. Na zewnątrz powstawały różne spekulacje ale Anette twierdzi, że opuściła scenę z powodu straty głosu od wypuszczanego dymu. – Utrata głosu na scenie to bardzo poważna sprawa dla wokalisty. Z drugiej strony, jeszcze pół roku temu nie opuściłabym sceny z takiego powodu. Toteż w Brazylii miały upust stres i problemy w zespole.

Anette mówi o sobie, że jest uczuciową kobietą. Byłaby silniejsza gdyby wszystko w zespole było w porządku. Długa trasa zaczęła się odbijać na wszystkich.

Wedle słów Anette atmosfera w trasie była nerwowa i płomienna i pod działaniem stresu nie wiedziała, jak się na niego uodpornić tak jak reszta grupy. – Chłopaki siedzą w tym od dziesięciu lat, ja mam za sobą dopiero dwa. Jeżeli ludzie stają się zmęczeni sobą nawzajem, odcinają się od siebie. W każdej grupie potrzebna jest od czasu do czasu jakaś wojna a nam się to nie zdarzyło ani razu od samego początku współpracy. Woleliśmy raczej chodzić na paluszkach wokół siebie niż się kłócić.

Anette ma dreszcze na myśl o rozmowie o trasie u końca roku, lecz ulga po kłótni i tak to przewyższa. – Spora kłótnia odświeża stosunki. Wszyscy byliśmy zmęczeni ale udało się rozwiązać problemy. Nie ma sensu tkwić w przeszłości, trzeba iść naprzód.

W kreatywnej pracy za dużo to czasami po prostu za dużo. Anette musiała się przyzwyczaić do tego, że poranne plany do południa mogą się całkowicie zmienić i dzień wygląda zupełnie inaczej niż planowano. I tak w kółko. – Na scenie jednak wszystko gra i wszyscy czerpiemy radość. Bałagan poza sceną wywołuje najwięcej stresu. Nie chodzi tu tylko o muzykę, trzeba stale radzić sobie z nowymi ludźmi i rzeczami wokoło – rozmyśla Anette.

Porządkując sobie codzienne życie w zespole Anette zdecydowała się na parę zmian. Weszła w układ ze znanym biurem menadżerskim Hagenbyrg. Anette wierzy, że długofalowo znajomość sporej firmy opłaci się również King Foo Entertainment zajmującym się Nightwish. – Była to dla mnie trudna decyzja, ponieważ nie chciałam żadnych kłopotów z zespołem. Powiedziałam, że w tych kwestiach mam inne potrzeby niż chłopaki. Na przykład potrzebuję sponsorów ubrań, co nie interesuje reszty. Teraz mam kogoś, kto się tym zajmuje.

Fakt, że menadżer jest Szwedem również pomógł w pracy Anette. Wbrew oczekiwaniom na początku korzystanie z języka angielskiego okazało się nieco bardziej skomplikowane. Poza tym King Foo współpracuje z chłopakami już od 10 lat i z powodu bogatej historii jest bardziej nastawione na nich.

Anette podkreśla, że chodzi tu o upłynnienie pewnych praktycznych czynności, nie o separowanie się od reszty zespołu. Teraz Anette nie musi się tak uwijać gdy menadżer czegoś nie zrobi a zespół nie musi się martwić specjalnymi potrzebami Anette. – Teraz rozumiem, że Tarja Turunen miała swoje powody by mieć własnego menadżera i ja również je mam. To jednak nie wpływa na moje pragnienie członkostwa w zespole. Wierzę, że ta decyzja pomoże nam wszystkim.

Imię syna wytatuowane na nodze

Artyści zajmujący się pracami, w których stale występują zmiany mają różne sposoby na czucie się jak w domu. Dla Anette jedną z metod było wytatuowanie na jej prawej nodze imienia jej syna, Setha. Chłopiec w wieku szkolnym jest oczkiem w głowie Anette. Pomimo tego, że jej praca wymaga spędzania mnóstwa czasu poza domem, Anette cieszy się na myśl długich codziennych czynności spędzanych razem. – Oczywiście czasami jest ciężko. Gdy jestem poza domem często pyta mnie, czy mógłby wybrać się w trasę razem ze mną. Rzadko gramy niedaleko naszego domu a na dodatek musi chodzić do szkoły więc wizyty nie są częste. Ale i tak czuję się świetnie dzięki temu, jak dumny ze mnie jest Seth.

Anette mówi, że jej syn uwielbia cały zespół. Członkowie grupy to jego idole a gdy dorośnie, chce zostać gitarzystą. Jedną z najważniejszych dla Setha chwil był występ Nightwish na festiwalu Metal Town w Göteborgu. – Seth wstąpił na scenę aby ukłonić się razem z nami. Oczywiście, chce go chronić ale musiałam dać mu tę szansę. To było dla niego takie fajne, że chce być z nami następnym razem i pragnie w przyszłości zostać gwiazdą rocka.

Zabieranie rodziny w trasę koncertową nie jest nietypowe, szczególnie w przypadku dużych zespołów. Dla Nightwish jednak póki co jest to nieosiągalne. Długie okresy czasu spędzają w autokarach i życie rodzinne razem z niańkami w takich warunkach nie byłoby możliwe. Zamiast tego w domu rodzinnym odbywają się prawdziwe imprezy rockowe. Gitara po Emppu Vuorinenie jest w ciągłym użytku od czasu gdy Seth zaczął dawać własne występy w salonie. – Może zostanie następnym Emppu, kto wie? Są całkiem podobni do siebie – śmieje się Anette.

Rozwód pełen zamieszania

Przez ostatnie półtora roku Anette doświadczyła nie tylko pobłażliwości ze strony mediów, ale również była krytykowana. Szczególnie jej ubiór sceniczny spotkał się z negatywnymi opiniami. Te komentarze nie mają wielkiego wpływu na Anette. W przyszłości zamierza wspierać szwedzkich projektantów mody.

Podczas kryzysu w Brazylii media uczepiły się spraw rodzinnych Anette. Jej obecnie już były mąż musiał odpowiadać na najdziwniejsze pytania i z pewnością zastanawiał się, skąd prasa wytrzasnęła pomysł, że walczą o prawa rodzicielskie nad synem.

Anette spostrzegła, że w mediach, szczególnie szwedzkich, zmienił się styl, w związku z czym zatrudniła osobistego instruktora, który pomoże jej zmagać się ze sławą. – Ostatnia wiosna była ciężka. Czułam, że potrzebuję pomocy w radzeniu sobie z mediami. Przynajmniej nauczyłam się, że nie ze wszystkim można wygrać. Jeżeli coś skomentuję, obrót spraw może być jeszcze gorszy – wzdycha Anette. Teraz sądzi, że sama mogłaby w przyszłości stać się instruktorem medialnym innych gwiazd. – Nigdy nie wiadomo, kiedy zespół dobiegnie swego kresu albo nie stracę głosu na dobre. Zawsze interesowałam się psychologią i studiowałam ją. Wierzę, że mogłabym tu całkiem wiele przekazać.

Fani Nightwish zaskarbili sobie szacunek swoim zachowaniem. – Nasi fani nie dyskutują w internecie o naszych osobistych sprawach. Rozumieją, że każdy ma swoje gorsze chwile.

Cele

Anette jest wielką miłośniczką sushi ale restauracje z sushi w Helsinkach mają teraz sjestę przed lunchem. Na szczęście tradycyjne fińskie jedzenie również pasuje Anette zanurzającej właśnie łyżkę w zupie rybnej. Siedząc przy swym posiłku maluje obraz swej przyszłości. Nawet jeśli Nightwish to teraz najważniejsza dla niej rzecz, osoba z rodziną musi patrzeć dalej w swoją karierę. – Choć teraz cieszę się trzema miesiącami wolnego, nie mogę po prostu siedzieć i nic nie robić. Dobrze mieć chwilę spokoju gdy ma się czas na myślenie o tym, czego chcesz od życia. W pośpiechu starasz się po prostu zadowolić wszystkich i załatwić obowiązki.

Ograniczenie życia skłania Anette do refleksji. – Każda chwila może być ostatnią. Należy cieszyć się życiem i zostawiać nieprzyjemności za sobą. Można zwariować, jeśli się rozmyśla nad każdą nieprzyjemną chwilą czy osobą. A dupków jest mnóstwo. – Anette uśmiecha się szyderczo.

Kiedyś Anette marzyła o własnym zakładzie fryzjerskim jednak teraz te marzenia się wyklarowały. Ubrania zawsze były pasją córki szwaczki – Anette marzy o tym, by kiedyś zaprojektować własną kolekcję. Znalazła w Sztokholmie szkołę wieczorną uczącą projektowania ubrań i interesuje ją rozpoczęcie nauki zaraz po zakończeniu trasy koncertowej we wrześniu. – Moja garderoba była krytykowana ale chcę zachęcić kobiety do ubierania się wedle uznania. Wiele wokalistek szczególnie w ciężkiej muzyce wyglądają tak samo, a to w pewnym sensie szkoda. Uważam też, że mądrzej jest zainwestować w coś pieniądze niż po prostu je wydawać. Dlaczego nie miałabym zainwestować w swój własny sklep odzieżowy?

Anette opowiada o chłopakach z zespołu, którzy również zainteresowali się stylem. Krytykowana biała marynarka Tuomasa Holopainena zakładana na scenę była zdaniem Anette dobrym wyborem. Emppu również interesuje się zakupami i nawet anty-zakupowicz Marco Hietala zaskoczył wszystkich kupując trzy płaszcze oraz trzy pary spodni naraz.

Jako głównego idola mody Anette wskazuje Ninę Persson z The Cardigans. I mimo że szwedzka moda jest bardzo prosta i obraca się w czerni, Anette zamierza nadal bawić się stylami w przyszłości. – Stworzenie własnej kolekcji może zająć dużo czasu ale od czegoś trzeba zacząć. Trzeba wyznaczać sobie jakieś cele. Wielu artystów prowadzi firmy wydawnicze po zakończeniu kariery jednak nie widzę siebie w takiej roli. Wolę zainwestować w coś, co kocham.

Z co najmniej taką samą pasją Anette inwestuje w inne obiekty swojej miłości. Ciężko jest jej ukryć radość promieniejącą z twarzy. – Jestem naprawdę szczęśliwa. Znów mam kogoś naprawdę ważnego w życiu – uśmiecha się Anette i tym razem nie mówi o swoim synu.

Tłumaczenie: Daviduzz

Zwiń

Dodaj komentarz