Dark Passion Play

dppTracklista
1. The Poet And The Pendulum
2. Bye Bye Beautiful
3. Amaranth
4. Cadence Of Her Last Breath
5. Master Passion Greed
6. Eva
7. Sahara
8. Whoever Brings The Night
9. For The Heart I Once Had
10. The Islander
11. Last Of The Wilds
12. 7 Days To The Wolves
13. Meadows Of Heaven

Teksty

Informacje
Rok wydania: 2007
Album nagrany w: studia Petrax, Legendary E-Major, Finnvox oraz Abbey Road
Produkcja: Tuomas Holopainen
Miksowanie albumu: Mikko Karmila
Montaż albumu: Mika Jussila

Aranżacja chóru oraz orkiestry: Pip Williams

Recenzja

Nightwish był dla mnie zawsze czymś wyjątkowym. To właśnie na nich wzorowały się całe rzesze młodych zespołów z żeńskim wokalem grające przebojowy i melodyjny metal. Gdy w 1996 roku kilku przyjaciół spotkało się przy ognisku i założyło własną formację muzyczną, nikt nie pomyślał, że w niedalekiej przyszłości stanie się ona jednym z najpopularniejszych zespołów metalowych na świecie i będzie dysponować budżetem na nagranie płyty w wysokości 500 000 euro.
Rozwiń

Ale cóż, czas płynie nieubłaganie… W roku 2007 doczekaliśmy się szóstego albumu studyjnego w dorobku Finów. Dark Passion Play to ze względu na okoliczności jej powstania płyta szczególna. Dwa lata przed nagraniem krążka zaszły niecodzienne zmiany personalne w zespole. Z Nightwishem musiała się pożegnać charyzmatyczna wokalistka Tarja Turunen, która przez długi czas była nieodłącznym elementem kapeli. Od razu rozpoczęły się dyskusje odnośnie tego, czy jej następczyni będzie równie dobra oraz czy poradzi sobie ze starymi utworami na koncertach. Niektórzy już przed przesłuchaniem nowych utworów skreślili nowy głos w Nightwishu; tym, którzy jednak chcą się przekonać jak wygląda nowe oblicze zespołu przyda się ta recenzja. Pierwszym utworem, jaki usłyszymy na Dark Passion Play jest prawie 14-minutowy „The Poet And The Pendulum” – jak dotąd najdłuższa kompozycja w dorobku zespołu. Od razu staje się jasne, że mamy do czynienia z kontynuacją pomysłów z Once’a i nie ma mowy o powrocie stylu zespołu z czasów Oceanborna. „The Poet And The Pendulum” stanowi średnio udane połączenie gitarowego ciężaru i symfonicznej lekkości. Nie dorasta do pięt innym suitom w dorobku zespołu. Brakuje tutaj tych emocji z „Beauty Of The Beast” czy perfekcji z najlepszego utworu, jaki Nightwish dotychczas nagrał, chodzi rzecz jasna o „Ghost Love Score”. Poszczególne części tej kompozycji nie stanowią udanej całości i sprawiają wrażenia robionych na siłę.
Przy opisywaniu tego kawałka nie mogę nie wspomnieć o jego tekście. Prawie zawsze pomijam warstwę tekstową przy recenzowaniu jakiejś płyty i pozostawiam ją indywidualnej ocenie każdego słuchacza. Tym razem będzie inaczej, gdyż tekst jest naprawdę wyjątkowy. Około dziesiątej minuty trwania utworu słyszymy takie słowa:
Today, in the year of our Lord 2005,
Tuomas was called from the cares of the world.
He stopped crying at the end of each beautiful day.
(…) He was found naked and dead”
Ostatnie zdanie tego fragmentu prawdopodobnie miało nadać podniosłą wymowę tekstowi, prawda jest taka, że wyszła z tego niestety groteska. Umieszczenie takiego tekstu w utworze, który ma sprawiać wrażenie pięknego i epickiego na pewno nie było dobrym pociągnięciem i nie świadczy dobrze o jego autorze. Opisywanie własnych konfliktów na łamach płyty, która sprzeda się w kilku milionach egzemplarzy pokazuje mocno przerośnięte ego i skrajną megalomanię osoby, która takie teksty pisze. Tak więc chcąc nie chcąc przy każdym słuchaniu tej płyty przypominamy sobie owe wydarzenia. Nie muszę chyba wspominać, że bardzo traci na tym sam utwór, w którym resztki klimatu nikną właśnie po rozpoczęciu dziesiątej minuty jego trwania.

Drugą kompozycją na płycie Dark Passion Play jest kawałek „Bye Bye Beautiful”, w którym nawet tytuł będący aluzją do wyrzucenia Tarji Turunen z zespołu musi podkreślać samouwielbienie kompozytora i lidera zespołu – Tuomasa Holopainena. W tekście tego kawałka autor posuwa się jeszcze dalej:

Did you ever hear what I told you?
Did you ever read what I wrote you? (…)
How blind can you be? Don’t you see?

Pisząc takie coś Tuomas pokazał, że jest po prostu zakompleksionym narcyzem i po raz kolejny musi wracać do przykrych wydarzeń sprzed dwóch lat, przekonując nas jednocześnie, że w konflikcie z byłą wokalistką był całkowicie niewinny. Fani nie mają ochoty na czytanie takich grafomańskich wypocin. Od Tuomasa wymagają aby, jak każdy dojrzały emocjonalnie człowiek, załatwił prywatne sprawy bez udziału publiczności. Tymczasem Samozwańczy Pan Poeta najwidoczniej tak nie potrafi i swoją brudną bieliznę pierze na widoku szerokiego audytorium.

Strona muzyczna nie przedstawia się tu wiele lepiej. „Bye Bye Beautiful” jest utrzymany w podobnym klimacie jak najgorszy utwór z Once’a – „Wish I Had An Angel”. Mamy tutaj klika prymitywnych riffów, sztampowy układ zwrotek i refrenów oraz charakterystyczną tępo i głucho brzmiącą perkusję w refrenie, która wywołuje skojarzenie z nieszczęsnym dyskotekowym beatem z wspomnianego wyżej utworu. Poziom artystyczny jest po prostu beznadziejny, zero poczucia estetyki.

Pierwszym kawałkiem z tego albumu, jaki było nam dane usłyszeć jest „Eva”, która miała swoją premierę jako singiel pod koniec maja. Kompozycja się niczym nie wyróżnia spośród komercyjnej papki; wszystko, co w tym kawałku zastosowano było już katowane do bólu przez dziesiątki podobnych zespołów. Największą wadą jest tutaj solówka. Dawno czegoś tak żałosnego nie słyszałem. Myślałem, że po dobrym (od strony gitarowej) Once’ie Emppu zrobi jeszcze jeden krok w przód, tymczasem tutaj słychać ewidentny regres. Solo jest koszmarne, psuje cały klimat utworu, brzmienie okropnie plastikowe, zbyt przesterowane, w ogóle tutaj nie pasuje.

Nie do końca przekonuje mnie także najbardziej agresywna kompozycja z Dark Passion Play – „Master Passion Greed”, w którym za mikrofonem usłyszymy wyłącznie Marca. Utwór ten stanowi wyjątkowo nieudane połączenie chaotycznej pseudothrashowej zwrotki oraz refrenu, który w ogóle do niej nie pasuje i składa się z trzech słów będących zarazem tytułem utworu. Dodatkowym minusem jest gitarowa solówka, która składa się z kilkunastu powtarzanych w kółko dźwięków. Partie orkiestry nie zostały tutaj zbyt dobrze wkomponowane. Dla mnie potęgują one chaos, jaki panuje w budowie tego utworu.

W tym miejscu należy zaznaczyć, że to właśnie gitary są najsłabszym ogniwem na Dark Passion Play. Nie ma tu ani jednej dobrej, przemyślanej solówki, która prezentowałaby jakiś przyzwoity poziom. Czarę goryczy przepełnia tragiczna zagrywka, jaką słyszymy na początku „For The Heart I Once Had”, która być może nadawałby się jako motyw przewodni jakiejś brazylijskiej telenoweli, ale na albumie metalowym po prostu nie uchodzi. Szkoda, że ten utwór jest tak bardzo niedopracowany od strony gitarowej, gdyż ma w sobie naprawdę duży potencjał. Na szczególne wyróżnienie zasługuje tutaj piękny wokal naszej nowej wokalistki Anette Olzon. Słychać, że ta pani naprawdę daje z siebie wszystko i stara się zaprezentować z jak najlepszej strony. Zarówno w refrenie, jak i w zwrotce śpiewa świetnie, z głosem przepełnionym uczuciem oraz emocjami. Od Tarji jest technicznie słabsza, ale stara się to zrekompensować głosem pełnym pasji.

Po premierze tej płyty wszyscy wiemy, że zespół narobił zbyt dużo szumu wokół zmian personalnych sprzed 2 lat i nie wywiązał się z najważniejszego zadania – nagrania dobrej płyty. W konsekwencji tego mamy tutaj dużo niedopracowanych i źle dokończonych utworów. Jako przykład można podać tutaj kompozycję „Sahara”, w którym ostatnia minuta to powtarzanie bez przerwy tego samego motywu. Również w niezłym „Meadows Of Heaven” klimat utworu zostaje „zabity” przez chórek gospel na końcu, który ma się nijak do reszty kawałka; po prostu pasuje tu jak pięść do oka.

Podobnie wygląda sytuacja z utworem nr 6. Pomimo, że „Eva” na początku zapowiada się bardzo dobrze to cały jej klimat został zniszczony przez wspomnianą wyżej tandetną solówkę.

O tytuł najgorszego utworu może z „Bye Bye Beautiful” rywalizować tragiczne „Cadence Of Her Last Breath”. Oprócz w miarę udanego wstępu nie ma tutaj absolutnie nic ciekawego. Po minucie trwania tego kawałka można z powodzeniem przejść do następnego numeru. Ominiemy w ten sposób słabiutki refren z koszmarnymi wstawkami wokalnymi Marca, które mi osobiście przypominają przyśpiewki z utworu „St. Anger” Metalliki („You flush it out…”).

W tym momencie ktoś mógłby postawić tezę, że Nightwish się skończył, a to wszystko wina nowej wokalistki. Nie, tak nie jest. Anette Olzon spisuje się naprawdę dobrze i to właśnie jej wokal ratuje tę płytę przed kompletną porażką. Wina leży po stronie tego, który napisał teksty, skomponował muzykę i nie dopracował poszczególnych utworów, lecz wcisnął fanom przeciętną i bezpłciową papkę z kilkoma w miarę dobrymi przebłyskami. Smutne jest to, że znaczna liczba fanów Nightwisha to osoby młode, które dopiero zaczynają swoją przygodę z muzyką i tym samym dysponują mniejszym wyrobieniem muzycznym. Taka grupa odbiorców łatwiej da się nabić w butelkę, gdyż przyciągnie ich renoma i popularność zespołu.

Jednakże pomimo tego, że Dark Passion Play to przeciętna płyta można na niej znaleźć kilka pozytywnych punktów. Należałoby tu wymienić utwór „7 Days To The Wolves” – przemyślaną i dopracowaną kompozycję, w której spodobało mi się bardzo dobre połączenie męskiego i żeńskiego wokalu. Przypadł mi także do gustu „The Islander” (chociaż wolałbym, żeby kopiowanie Blackmore’s Night było nieco bardziej dyskretne). Po raz wtóry muszę pochwalić zaangażowanie nowej wokalistki Anette Olzon, która swoim głosem umie stworzyć piękny klimat. Może to jakieś halucynacje, ale sposób, w jaki śpiewa początek utworu „Whoever Brings The Night” skojarzył mi się z… Juttą Weinhold z legendarnego zespołu Zed Yago.

Dobry jest również utwór „Sahara”, który, gdyby był o minutę krótszy, zaliczałby się do moich ulubionych na tej płycie. Całkiem przyjemnym przerywnikiem instrumentalnym można nazwać wesołe i skoczne „Last Of The Wilds”, które jednak wypada słabiej niż np. „Moondance” – podobny utwór z albumu Oceanborn.

Podczas opisywania tej płyty nie wspomniałem o singlowym „Amaranth”, który w zasadzie powinien się nazywać „Nemo 2.0” gdyż chciałem oszczędzić Czytelnikowi kolejnej dawki niemiłych wrażeń. Cały kawałek można streścić trzema słowami: tandeta, banał i kicz.

Podsumowując stwierdzamy, że „Dark Passion Play” to słaba i niedopracowana płyta. Kompozycje są znacznie gorsze niż na poprzednim albumie. W każdym kawałku można się doszukać jakichś wad i niedociągnięć. Budżet przeznaczony na nagranie tego krążka nie przełożył się niestety na jakość utworów. Świetnie natomiast wypada produkcja albumu. Instrumenty, na których gra zespół idealnie łączą się z brzmieniem orkiestry symfonicznej i tworzą udaną całość. Poza kilkoma źle dobranymi brzmieniami gitarowymi (ale to przecież standard u pana Vuorinen), jak słychać to w solówce w utworze „Eva” nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń do brzmienia całego albumu. Ale niestety to, co najważniejsze nie zostało dostatecznie dopracowane. Nowe zespoły, jakie przez lata wzorowały się na Nightwishu i nie potrafiły mu dorównać, teraz go przegoniły. Należy sobie uświadomić, że w tym roku wyszło kilkadziesiąt lepszych albumów od Dark Passion Play, a nowy krążek nie dorasta do pięt swojemu poprzednikowi. Osobie, która napisał materiał na tę płytę mógłbym podać jako wzór do naśladowania norweski zespół Octavia Sperati, który pomimo tego, że jest mało znany i nie dysponuje żadnymi poważnymi funduszami nagrał bardzo dobrą płytę (Grace Submerged), która pod względem jakości muzyki zdecydowanie przewyższa Dark Passion Play. Nie ma sensu, abym wymieniał tutaj całe dziesiątki płyt lepszych od nowego Nightwisha, gdyż nie jest to przecież przedmiotem mojej recenzji. Pozwolę sobie jedynie na porównanie Dark Passion Play z Gothic Kabbalah Theriona. Przypomnijmy, że w 2004 roku oba te zespoły nagrały wyśmienite albumy Once oraz Sirius B, mniej więcej na tym samym poziomie i w podobnej stylistyce. Obie płyty zasługują na obiektywną ocenę gdzieś w granicach 8,75-9,5/10. Niestety w tym roku Dark Passion Play jest wiele słabszy od Gotyckiej Kabały Theriona. Przegrywa w prawie wszystkich kryteriach, może poza wokalem. Tym niemniej jednak jakość muzyki, jaką prezentuje szwedzka potęga metalu symfonicznego jest wiele wyższa od poziomu artystycznego kompozycji, jakie zaserwował nam w tym roku Nightwish. Tuomas, zrób coś!

Ocena: 3,5/10
Autor: Ivanhoe
Zwiń