Over The Hills And Far Away

nightwish_-_over_the_hills_and_far_away_(collector'_s_edition)_-_front

 Tracklista

1. Over The Hills And Far Away
2. Tenth Man Down
3. Away
4. Astral Romance (remake)
5. The Kinslayer (live)
6. She Is My Sin (live)
7. Sacrament Of Wilderness (live)
8. Walking In The Air (live)
9. Beauty And The Beast (live)
10. Wishmaster (live)

Teksty 

Informacje
Nazwa albumu: Over the Hills and Far Away
Rok wydania: 2001
Album nagrany w: studio Caverock oraz studio Finnvox
Miksowanie albumu: Mikko Karmila, Tero Kinnunen oraz Tuomas Holopainen
Montaż albumu: Mika Jussila
Projekt okładki: Sami Vänskä
Ilustracja: Tomi Laurén

Męski wokal w utworze „Over The Hills And Far Away”:
Tony Kakko oraz Tuomas Holopainen
Męski wokal w utworze „Tenth Man Down”: Tapio Wilska
Męski wokal w utworze „Astral Romance”: Tony Kakko

Recenzja

Idąc za ciosem i wykorzystując wzrastającą popularność Nightwisha wytwórnie Spinefarm i Drakkar w porozumieniu z zespołem zadecydowały o nagraniu pierwszego (i jak dotąd jedynego) wydawnictwa typu Extended Play. Dzięki temu zaledwie rok po premierze albumu Wishmaster fani mogli cieszyć się kolejnym krążkiem kapeli, która niedawno dała początek nowemu nurtowi w obrębie muzyki metalowej.
Rozwiń

Over The Hills And Far Away rozpoczyna się utworem tytułowym, który został skomponowany przez Gary’ego Moore’a w 1986 i znalazł się na jego płycie Wild Frontier z 1987 roku. Na wybór tego właśnie kawałka spośród licznych dobrych kompozycji w dorobku gwiazdy bluesa/rocka mógł mieć wpływ fakt, że jego ponowną adaptacją zajął się rok wcześniej szwedzki zespół Thyrfing (album Urkraft, tylko na limitowanym wydaniu).
Aranżacja Nightwisha powinna zadowolić nawet wiecznych malkontentów. „Przeniesienie” tego numeru w rejony symfonicznego metalu udało się znakomicie. Wykonanie wyróżnia się ponadprzeciętną jakością, zarówno pod względem wokalnym, jak i instrumentalnym. Partia gitarowa prawie bezbłędnie odegrana; półtorej solówki w wykonaniu Emppu słucha się znakomicie. To samo trzeba powiedzieć o klawiszach. Braku orkiestry nie odczuwa się prawie wcale, gdyż Tuomas Holopainen wyśmienicie ją zastępuje. Akordy grane przez niego przebijają się w najważniejszych momentach przez wszystkie inne instrumenty i razem z popisową partią perkusji nadają rytm w poszczególnych fragmentach utworu. Bardzo dobry śpiew Tarji uzupełnia świetne wykonanie klasyka z repertuaru Gary’ego Moore’a.

W drugim utworze na płycie usłyszymy naszego starego znajomego – partią męskiego wokalu zajął się Tapio Wilska, który wystąpił gościnnie na albumie Oceanborn. „10th Man Down” rozpoczynają odgłosy walki i wybuchów przeplatane klawiszowymi dźwiękami. Po niespełna dwudziestu sekundach do gry włącza się reszta muzyków, spośród których na pierwszy plan wysuwa się gitara ze spokojnym riffem utrzymanym w średnim tempie. Przejście w refren jest dość niespodziewane, ale zadbano tutaj o jego wystarczającą płynność. Druga część utworu jest cięższa od początkowej; syntezator usuwa się w cień, jego miejsce zajmują gitara z cięższą partią rytmiczną oraz recytacja w wykonaniu Tapia, którego głos kojarzy się od razu z pierwszymi wersami utworu „The Pharaoh Sails To Orion”. Na koniec w celu zachowania spójności kompozycji powtórzony został jeszcze raz refren, który ze względu na dużą melodyjność zapada w pamięci na długo.

Trzeci na płycie „Away” to słabszy z dwóch nowo skomponowanych numerów. Bardzo ascetyczny podkład (poza refrenem) kieruje naszą uwagę na drobne potknięcia fonetyczne Tarji oraz jej nerwowy oddech, szczególnie słyszalny w trzeciej zwrotce, który powoduje, że obcowanie z tym numerem za pośrednictwem słuchawek nie należy do najprzyjemniejszych zajęć.
Warstwa instrumentalna wypada poprawnie; prosta i mało wyszukana forma utworu nie pozwala na jakiekolwiek improwizacje. Zrezygnowano tutaj nawet z solówki, co jednak zabiegiem koniecznym nie było. Nie zachwyca także połączenie ze sobą zwrotek i refrenów. Brak tutaj płynności, co powoduje, że sprawiają one wrażenie doklejonych do siebie. Śpiew podczas refrenu potrafi jednak wiele zrekompensować. Głos przepełniony emocjami zachwyca za każdym przesłuchaniem na nowo i jest największym atutem tego numeru.

Ostatni ze studyjnych kawałków na tym krążku to remake utworu „Astral Romance”, którego pierwotna wersja znalazła się na debiucie Angels Fall First. Od razu da się zauważyć znaczną poprawę jakości brzmienia w stosunku do wykonania z 1997 roku. Bas został lepiej wkomponowany w całość, gitara ma bardziej „soczysty” i mocniejszy dźwięk, podczas gdy poziom głośności tego instrumentu pozostał praktycznie taki sam. Nie do końca pozytywnie odbieram fakt, że zrezygnowano z niektórych drobnych wstawek klawiszowych, które dodawały utworowi specyficznej nutki tajemniczości i klimatu. Zamiast nich mamy garść nijakich sampli mniej więcej w połowie utworu. Cieszy natomiast poprawiona perkusja, która ma znacznie mniej sterylne brzmienie. Złagodzono także niby-operowy fragment wokalu ze środka kawałka, co również należy zaliczyć na plus. Niestety solówka gitarowa na końcu nie doczekała się lepszego wcielenia. Różni się wprawdzie obecnie zdecydowanie bardziej od głównego motywu, ale dalej nie grzeszy poziomem kompozycyjnym i dobrym wykonaniem. Krótka przerwa po pierwszych jej taktach sprawia wrażenie, jakby gitarzysta się po prostu pomylił i nie wiedział, co ma dalej grać. Pozostałej części także brakuje spójności i polotu. Tremolo, szczątkowy tapping, podciągnięcia i opuszczenia strun, skala – wszystkie te elementy sprawiają wrażenie doklejonych do siebie i zastosowanych na chybił-trafił.
Warto zauważyć, że do nowej wersji tego utworu został „przemycony” motyw z ostatniego albumu Wishmaster. Chodzi konkretnie o riff, który występuje w kawałku „FantasMic” około czasu trwania wynoszącego 06:18. W „Astral Romance 2001” mamy niemalże identyczny motyw przy 02:34. Jest to wprawdzie zaledwie kilkusekundowy, ale jednocześnie charakterystyczny fragment ostatniego numeru z Wishmastera, dlatego też wprawny słuchacz powinien to powtórzenie wychwycić.

Po „Astral Romance” czeka na nas jeszcze sześć utworów, których nie będę tutaj opisywał, gdyż stanowią one integralną część koncertówki/DVD From Wishes To Eternity i powinny być oceniane tylko w kontekście tego właśnie wydawnictwa.

Podsumowując możemy stwierdzić, że nieco ponad dwadzieścia minut, jakie znalazły się na Over The Hills And Far Away (pomijając utwory pochodzące z koncertu) potrafią naprawdę wciągnąć słuchacza i sprawić, że powróci do tej płyty jeszcze wiele razy. Nowa wersja „Astral Romance” straciła nieco kiczowatego i baśniowego klimatu sprzed czterech lat, ale prezentuje się obecnie okazalej i bardziej profesjonalnie. Cover Moore’a należy do najbardziej lubianych przeze mnie numerów w dyskografii Nightwisha, natomiast dwa nowe utwory prezentują (abstrahując od niedociągnięć kompozycyjnych w „Away”) niezły i solidny poziom.
Całość składa się na udaną pozycję w dorobku Nightwisha, której nie powinno brakować w żadnej płytowej kolekcji fana tego fińskiego zespołu.
Autor: Ivanhoe
Zwiń