Wishmaster

wmTracklista
1. She Is My Sin
2. The Kinslayer
3. Come Cover Me
4. Wanderlust
5. Two For Tragedy
6. Wishmaster
7. Bare Grace Misery
8. Crownless
9. Deep Silent Complete
10. Dead Boy’s Poem
11. FantasMic

Teksty 

Informacje
Nazwa albumu: Wishmaster
Rok wydania: 2000
Album nagrany w: studio Caverock oraz studio Finnvox
Miksowanie albumu: Mikko Karmila
Montaż albumu: Mika Jussila
Projekt okładki: Markus Mayer
Fotografie: Toni Härkönen
Partie fletu: Esa Lehtinen
Głos w utworze „Dead Boy’s Poem”: Sam Hardwick
Głos w utworze „The Kinslayer”: Ike Vil
Tenorzy: Ville Laaksonen, Matias Kaila
Baryton: Kimmo Kallio
Bas: Riku Salminen, Anssi Honkanen
Aranżacja chóru: V. Laaksonen

Utwory bonusowe:
Sleepwalker (utwór zamieszczony na limitowanym wydaniu Spinefarmu)

 

Recenzja
Premiera pierwszego albumu Nightwisha pod koniec starego tysiąclecia była połączona z dużymi oczekiwaniami. Zespół musiał stawił czoła syndromowi trzeciej płyty i ugruntować swoją pozycję w metalowym światku. Styl gry zapoczątkowany na Oceanbornie domagał się utrwalenia w postaci kolejnej dobrej płyty, na której nie powinno być miejsca na kopiowanie zarówno cudzych, jak i własnych patentów. Jednocześnie ważne było zachowanie charakterystycznego brzmienia. O ile pierwszy warunek był ze względu na wyjątkowość muzyki Nightwisha stosunkowo łatwy do spełnienia, to w przypadku drugiego mogły się pojawić pewne kłopoty, szczególnie jeżeli chodziło o nawiązanie do poprzednich płyt. Konieczne było także zminimalizowanie prawdopodobieństwa nagrania autoplagiatu. Najlepsze wyjście z tej sytuacji stanowiła kolejna redukcja różnorodności gatunkowej, co powinno było zaowocować ukształtowaniem jednolitego i dobrze rozpoznawalnego stylu. Takie były wyzwania, którym należało sprostać.
Rozwiń

Przekonanie się o tym, czy zespołowi się udało zamierzenia spełnić, nie powinno nikomu zająć zbyt wiele czasu. Znacznie większa niż na dwóch poprzednich płytach jednorodność stylistyczna jest bardzo łatwa do wychwycenia. Nightwish poszedł ścieżką wytyczoną na Oceanbornie, lecz pozbył się naleciałości z zakresu gothic metalu. Ten zabieg w połączeniu z bardzo melodyjną oprawą utworów, gdzie partie klawiszowe zyskały supremację nad gitarowymi, wprowadził powiew świeżości do symfonicznego metalu. W tym miejscu można z powodzeniem powiedzieć o nowej szufladce stylistycznej „symphonic power metal”, której definicją jest właśnie album Wishmaster. Połączenie bardziej melodyjnej odmiany power metalu w stylu Helloween czy Stratovariusa z symfonicznym brzmieniem, jakie znano dotychczas np. z płyt Theriona począwszy od Theli stworzyło podwaliny pod nowy nurt w obrębie muzyki metalowej. Za syntezę tych dwóch prądów stylistycznych odpowiedzialny jest w dużym stopniu album, którego recenzję w tym momencie czytasz. Spory udział w tworzeniu instrumentalnej oprawy utworów mają tutaj syntezatory. To właśnie partie klawiszowe nadają tej muzyce charakterystyczne brzmienie, które dotychczas było niespotykane w takiej formie wśród zespołów metalowych. Takie utwory jak „Wishmaster” czy „She Is My Sin”, w których pomimo dużej zawartości energii klawisz jest równorzędnym partnerem gitary, są szokiem dla każdego, kto wychował się na klasycznym heavymetalowm graniu z lat 80. Syntezatory nie ograniczają się do brzmienia smyczków, lecz występują pod różnymi postaciami, dopasowując się do klimatu poszczególnych utworów. Dzięki temu „Wanderlust” imponuje popisowym szybkim intrem, w „Come Cover Me” słyszymy kojący i nastrojowy dźwięk fletu, a klawiszowe opus magnum znajduje się w najlepszym utworze, który znajduje się na końcu płyty i nosi tytuł „FantasMic”. Możemy go bez wahania zaliczyć do największych dzieł w dorobku Nightwisha. Kompozycja stanowi bardzo udane połączenie łagodnych i powolnych fragmentów z szybkimi oraz energicznymi momentami. Przemyślana partia perkusji w drugiej części kawałka jest dobrze dopasowana do niepowtarzalnego klimatu, jaki cechuje ten utwór. Po kilku minutach wyciszenia, jakie zapewnia nam nastrojowy środek numeru wchodzi świetne klawiszowe solo zagrane z werwą i pasją. Końcówka z kolei to typowo powerowa jazda bez trzymanki; cechuje ją wysokie tempo i wyraźnie słyszalna podwójna stopa. Ten kawałek to idealna definicja symfonicznego power metalu. Jeżeli komuś określenie stylu składające się z trzech wyrazów wydaje się zbyt nadęte i wydumane, to polecam mu bez zastrzeżeń ten właśnie numer w ramach terapii wstrząsowej ku zmianie poglądów.

Tytułowy utwór z tej płyty to wyjątkowa pozycja w dorobku zespołu. Nie ma fana Nightwisha, który nie kojarzyłby charakterystycznego refrenu pełnego energii, jaki wyróżnia tę znakomitą kompozycję. „Wishmaster” to murowany kandydat do nightwishowego hymnu; utworu, który w czterech i pół minutach streszcza unikalny niegdyś styl zespołu.

Pozycją szczególną jest dla mnie przedostatni na płycie numer „Dead Boy’s Poem”, który rozpoczyna się recytacją wykonaną przez chłopca, po której słyszymy piękny wokal Tarji. Następnie bardzo powoli wchodzi gitara (fade-in), a potem dołącza reszta instrumentów.

Refren w tym numerze należy do najlepszych w dorobku zespołu. Jest majestatyczny, pięknie skomponowany, dopracowany i bezbłędnie wykonany. Na pochwałę zasługuje partia perkusji, która wprowadza maksymalną ilość urozmaicenia gry, jaka w takim podniosłym utworze jest możliwa, śpiew jest na najwyższym poziomie i stanowi jeden z najjaśniejszych momentów w karierze Tarji Turunen. Szkoda jednak, że po bardzo udanej pierwszej części utworu następuje znaczne obniżenie poziomu. Jest to częściowo wina partii mówionych. Nie przeszkadza mi to, że recytacje są wykonywane przez chłopca (choćby ze względu na tytuł jest to uzasadnione), ale jest ich zbyt dużo, występują w 4 miejscach, gdzie nie zawsze są dobrze wkomponowane w resztę utworu. Mimo nie byłyby dla mnie jakąś przesadnie dużą wadą, gdyby poza tym cały utwór przedstawiał taki poziom jak od początku do mniej więcej trzeciej minuty jego trwania. Solówka nie wyróżnia się niczym, stanowi po prostu wariację linii melodycznej. 2 momenty, w których Emppu Vuorinen wykonuje tandetny i niepasujący do klimatu fret-slide wpływają bardzo negatywnie na ogólny wydźwięk utworu; to samo można powiedzieć o partii klawiszy (po solówce gitarowej): Tuomas gra wprawdzie staccato, ale nakłada sporo pogłosu na smyczkowe brzmienie. Jakaś urozmaicona i melodyjna zagrywka wypadłaby tu wiele lepiej niż to stukanie kilku akordów na poziomie grajka z knajpy ulicznej. Oczywiście skomponowanie takiej partii byłoby – przy zachowaniu wysokiego poziomu z pierwszej części utworu – bardzo trudne i pracochłonne. Ale nie znaczy to, że należy iść na łatwiznę…

Najmniej udanym utworem jest niewątpliwie „Crownless”, który zalicza się do słabszych utworów Nightwisha w ogóle. Dlaczego? Wystarczy posłuchać pierwszych 25 sekund! Motyw, jaki słyszymy na początku jest po prostu zamachem na dobry gust i poczucie estetyki. Chaotyczna i bezładna partia klawesynu znakomicie współgra z równie tandetną grą gitarzysty. Solówka jest tak samo nieudana; ani na moment nie odstaje od klimatu odpustowej przyśpiewki, w jakiej ten numer został utrzymany. To nie wiejskie wesele, ktoś się widocznie pomylił umieszczając takie coś na albumie metalowego zespołu.

Trzecim utworem, który można zaliczyć do słabszych momentów płyty jest „The Kinslayer”, robiony jakby na siłę, nie czuć w nim takiej lekkości gry i kompozycji, jaka cechuje cały album. Sam sposób śpiewania zarówno zwrotki, jak i refrenu mnie też nie przekonuje. Recytacje w utworach często psują klimat (w niewielu przypadkach zdarza się, że wpływają na niego pozytywnie), tutaj nie jest inaczej, podobnie zresztą jak we wspomnianym „Dead Boy’s Poem”. Przy czym należy pamiętać, że ten kawałek stoi co najmniej o klasę wyżej niż „The Kinslayer”.

Jak już wspomniałem na początku, album wydany w 2000 roku cechuje największa do tej pory u Nightwisha jednorodność stylistyczna. Zespół nie poszedł na skróty, nie odciął kuponu (choć byłoby z czego!), lecz wytyczył nową ścieżkę ostatecznie definiując nowy nurt w muzyce metalowej. Tu i ówdzie pojawiły się jakieś nawiązania do poprzednika Oceanborn, co stwarza ciągłość stylistyczną wśród kolejnych albumów zespołu. Ponadto riff w „Deep Silent Complete” przywołuje na myśl skojarzenia z tradycyjnym gitarowym graniem, jakie pojawiło się w niektórych utworach na debiucie Angels Fall First. Takie subtelne konotacje z poprzednimi płytami odbieram jak najbardziej pozytywnie.

Wishmaster to kolejne udane dzieło Nightwisha, do którego pomimo obecności małych wpadek kompozycyjnych dość często wracam. I nic nie wskazuje na to, by ta sytuacja uległa zmianie w kolejnych latach, jakie upłyną od premiery tej płyty.

Ocena: 8/10
Autor: Ivanhoe
Zwiń