Oceanborn

 oceanbornTracklista

1. Stargazers
2. Gethsemane
3. Devil & The Deep Dark Ocean
4. Sacrament Of Wilderness
5. Passion And The Opera
6. Swanheart
7. Moondance
8. The Riddler
9. The Pharaoh Sails To Orion
10. Walking In The Air

Teksty 

Informacje
Rok wydania: 1998
Album nagrany w: studio Caverock
Miksowanie albumu: Mikko Karmila
Montaż albumu: Mika Jussila
Projekt okładki: Maria Sandell, Markus Mayer
Partie fletu: Esa Lehtinen
Partie skrzypiec: Plamen Dimov, Kaisli J. Kaivola
Partie altówki: Markku Palola
Partie wiolonczeli: Erkki Hirvikangas
Growl: Tapio Wilska

Utwory bonusowe:
1. Sleeping Sun (zamieszczony na większości, ale nie na wszystkich wydaniach)
2. Nightquest (zamieszczony na limitowanym, japońskim wydaniu)

Recenzja

Zaledwie rok po udanym, aczkolwiek nieco niedopracowanym debiucie Nightwisha ukazał się drugi album tego fińskiego zespołu. Na pierwszym studyjnym krążku wyróżniała się mnogość gatunków i wpływów z różnych rodzajów muzyki, dlatego też od drugiego longplaya należało się spodziewać wykształcenia jakiegoś charakterystycznego i rozpoznawalnego stylu. Było to warunkiem koniecznym dla zaistnienia na światowej scenie metalowej oraz nie lada wyzwaniem dla kompozytora i „mózgu” zespołu – Tuomasa Holopainena.
Rozwiń

Już pierwsze takty utworu „Stargazers”, który rozpoczyna album Oceanborn udowadniają, że ich autor bynajmniej nie miał zamiaru kontynuować nieco nieśmiałego i mało zdecydowanego stylu gry, jaki przeważał na Angels Fall First. „Stargazers” bardzo energiczna i szybka kompozycja, w której ewidentnie słychać wpływy powermetalowe, czy uściślając to określenie, neopowerowe. Żwawe tempo nadawane przez perkusję dobrze koresponduje z melodyjnymi partiami gitary i udanym podkładem klawiszowym. Słychać, że w porównaniu z debiutem mamy tutaj krok w przód, jeżeli chodzi o poziom kompozycyjny. Niektórych może razić nieco kiczowate brzmienie klawesynu, ale trzeba pamiętać, że ten instrument jest dość charakterystyczny dla wielu neopowerowych zespołów, tak więc jego obecność należy raczej rozpatrywać pod kątem własnego gustu. Znacznie mniej przekonują mnie niepotrzebne partie smyczkowe grane staccato, które po prostu nie pasują do ogólnej budowy utworu. W „Stargazers” tym względem nie jest jeszcze najgorzej, gdyż legato i staccato się uzupełniają i występują naprzemiennie. Gorzej wypada tutaj drugi utwór na płycie, czyli „Gethsemane”. O ile wstęp klawiszowy oraz świetna solówka na flecie przedstawiają jeszcze naprawdę dobry poziom, to generalnie utwór można określić jako niewypał. Największym mankamentem jest tutaj warstwa instrumentalna; pierwsze solo gitarowe jest zupełnie nieudane, a tępy podkład klawiszowy w pierwszej zwrotce (znowu to staccato…) też nie należy do udanych. Druga część utworu zawiera znacznie więcej formy od treści; na wyróżnienie zasługuje piękny wokal, który niestety schodzi na drugi plan poprzez niedopracowane partie klawiszowe – zupełnie niepotrzebne zmiany przewrotów w akordach, wymuszone, jakby robione na siłę, a w dodatku opierające się na tych samych schematach przez kilkadziesiąt sekund. Potem jeszcze na samym końcu gitara męczy się niemiłosiernie z efektem tremolo, co kompletnie nie wychodzi; dźwięki zlewają się ze sobą i nie są dobrze wyartykułowane. Tak więc po dobrym wstępie trzeba przełknąć drugi, znacznie mniej smakowity kęs. Dla wytrwałych, czyli tych, których ani słaby poziom drugiego utworu na Oceanbornie, ani moja recenzja nie zniechęciły do dalszego zapoznawania się z krążkiem, mam dobrą wiadomość: teraz już będzie tylko lepiej! Poza średnio udanym podkładem klawiszowym przy użyciu smyczków, który został „przemycony” do paru innych utworów, znaczna większość wad została skomasowana właśnie na początku płyty. Jednakże nawet świadomość momentami niskiego poziomu technicznego nie powinna nam przysłonić faktu, że sam poziom artystyczny uległ znacznej poprawie. Muzyka na Oceanbornie jest bardzo dojrzała i świetnie balansuje między stylami gothic, power oraz symphonic metal. Znakomitym utworem, nieco podobnym do „otwieracza” albumu, jest tutaj „Sacrament of Wilderness”. Początek jest w zasadzie identyczny ze „Stargazers” – kilka szybkich taktów na perkusji i jazda! Jednak po znakomitym energicznym wstępie następuje jedna z kilku zmian tempa, która poprzedzona została niezłym riffem gitarowym. Świetny jest w tym numerze podkład klawiszowy – szybka partia klawesynu doskonale współgra z dobrze zastosowanym echem i pogłosem, które nadają kompozycji baśniowy klimat i nieco „przestrzenny” wymiar.

Jedną z największych zalet Oceanborna jest niewątpliwie piękny wokal jednej z najbardziej utalentowanych wokalistek w metalowym światku – Tarji Turunen. Można się pokusić o stwierdzenie, że właśnie na tej płycie osiągnęła szczyt swoich możliwości. Choć w wywiadach poprzedzających wydanie płyty przyznawała, że sesje nagraniowe nie należały dla niej do łatwych, to efekt jest piorunujący. Wokal znakomicie uzupełnia magiczną mieszankę stylów, okraszoną baśniowym i magicznym klimatem i sprawia, że Oceanborn jest albumem nietuzinkowym i oryginalnym. Mało jest zespołów, którym udało się na jakiejś płycie osiągnąć tak udany balans między kilkoma podgatunkami metalu, nie zaliczając się bezpośrednio do żadnego z nich. Jest to spory sukces pracy kompozytorskiej Tuomasa Holopainena, który jest autorem wszystkich utworów (oczywiście oprócz „Walking In The Air”, który napisał Howard Blake).

Podczas zapoznawania się z tym albumem warto zwrócić szczególną uwagę na utwór „Passion And The Opera” z dobrze zastosowanym podkładem klawiszowym (tak, tutaj akordy zostały zagrane w idealny sposób), będący pod względem wokalnym prawdziwą perełką. Mistrzowsko została tutaj wykonana koloratura, która była charakterystycznym elementem m.in klasyki wiedeńskiej, a spotkać ją można w dość podobnej formie w „Czarodziejskim flecie” W.A. Mozarta. Cenię ten utwór za umiejętne zastosowanie w nim tego klasycystycznego zabiegu, który dobrze pasuje do ogólnej wymowy kompozycji. Wspaniały wokal Tarji uszlachetnia także bez wątpienia najlepszy kawałek na płycie, którym jest „The Pharaoh Sails To Orion”. Dodatkowo swój udział za mikrofonem miał w nim Tapio Wilska znany m.in z Finntrolla. Ten duet wokalnych przeciwieństw („piękna i bestia”) zapoczątkowany w gothic metalu przez norweską formację Theatre Of Tragedy pasuje tutaj jak ulał. „The Pharaoh Sails To Orion” rozpoczyna się cytatem ze starotestamentowej Księgi Wyjścia; po słowach: „Get away from me! Take heed to thyself and see my face no more! For in the day Thou see my face Thou shalt die!” mamy świetną klawiszową zagrywkę; rozpoczyna się uczta dla zmysłów! Znakomicie brzmi świetnie zaśpiewany mostek, po nim następuje mocarny i potężny refren, w którym wszystkie dotychczas zgromadzone emocje znajdują ujście w nieziemskiej eksplozji. Oprawa muzyczna stoi tutaj na wysokim poziomie, a sama partia klawiszy należy do najlepszych w dorobku pana Holopainena. Utwór ma zakończenie, które dobrze koresponduje z jego podniosłym klimatem; na szczęście nie zastosowano żadnego tu efektu fade-out. Odrobinę podobieństwa do „Faraona” można się doszukać w najcięższym na płycie „Devil & The Deep Dark Ocean”, który również został nagrany przy udziale byłego wokalisty Finntrolla. Pędzący, szalony rytm miesza się tutaj z bardzo dobrą warstwą wokalną. Jest to jeden z lepszych utworów na tym krążku.

Na Oceanbornie znalazł się także pierwszy instrumental w dorobku Nightwisha – „Moondance”. Na uwagę zasługuje tutaj mnogość klawiszowych aranżacji oraz kilka zmian tempa, które wprowadzają sporo ożywienia w tym numerze. Cover „Walking In The Air”, w którym sporą część podkładu również tworzą syntezatory, też został bardzo dobrze wykonany i stanowi udane zakończenie płyty.

Nie da się zaprzeczyć, że drugi album Nightwisha to znacznie bardziej pewny i odważny krok, ponadto postawiony we właściwym kierunku. Z perspektywy czasu nie można przejść obojętnie wobec tego niezwykle wpływowego materiału, który zainspirował całą rzeszę młodych zespołów i zapisał się na stałe w historii metalu, bez względu na to, czy ten fakt się wszystkim podoba, czy nie. Oceanborn razem z następującym po nim Wishmasterem należą do klasyki nurtu kapel z żeńskim wokalem, w szeregi którego wpisały się po dziś dzień setki nowych zespołów. Pomimo pewnych niedociągnięć technicznych płyta zasługuje na uznanie oraz szacunek ze strony miłośników gatunku symfonicznego metalu i nie tylko. W stosunku do debiutu obserwujemy znaczny wzrost jakości utworów, które dzięki (w większości) dobrej oprawie instrumentalnej oraz (zawsze) świetnej warstwie wokalnej należą w znacznej części do lepszych momentów w historii Nightwisha.

Ocena: 8,5/10
Autor: Ivanhoe
Zwiń