Angels Fall First

affTracklista

1. Elvenpath
2. Beauty And The Beast
3. The Carpenter
4. Astral Romance
5. Angels Fall First
6. Tutankhamen
7. Nymphomaniac Fantasia
8. Know Why The Nightingale Sings
9. Lappi (Lapland)

Teksty

Informacje
Rok wydania: 1996
Album nagrany w: studio Huvikeskus
Miksowanie albumu: Tero Kinnunen
Montaż albumu: Mika Jussila
Projekt okładki: Garry Black
Zdjęcia zespołu: Toni Härkönen
Partie fletu: Esa Lehtinen

 

 

Recenzja

W roku 1996 w fińskiej miejscowości Kitee powstał nowy zespół, który, jak się później okazało, miał wywrzeć spory wpływ na bardzo dużą rzeszę nowych grup muzycznych w szeroko pojętym gatunku symfonicznego metalu.
Rozwiń

Po dwóch oficjalnych wydawnictwach typu demo w 1997 roku ukazał się pierwszy długogrający krążek Finów zatytułowany Angels Fall First. Kroki, jakie Nightwish postawił na początku swojej muzycznej kariery prowadziły w stronę akustyczno-folkowych klimatów, natomiast debiutancki album stanowi zwrot w kierunku cięższego brzmienia, które jednak nie jest pozbawione naleciałości z początkowego okresu istnienia kapeli.Od pierwszego przesłuchania Angels Fall First zaskakuje mnogością stylów oraz wpływów z różnych gatunków. Praca gitar w niektórych utworach zdradza inspiracje tradycyjnym hardrockowym graniem, opartym na prostych, aczkolwiek wyrazistych partiach rytmicznych, co najlepiej słychać w takich kawałkach jak „Elvenpath”, „Know Why The Nightingale Sings”. Przy zapoznawaniu się z tym pierwszym warto zwrócić uwagę na partie mówione, które pochodzą z animowanego filmu Władca Pierścieni w reżyserii Ralpha Bakshi. Klasyczne riffy nie wykluczyły obecności akustycznych fragmentów gitarowych, które zostały zastosowane we właściwych miejscach, nadając utworom dodatkowych walorów artystycznych. Niestety brzmienie gitar (zwłaszcza przy użyciu przesteru) nie należy do najszczęśliwiej dobranych. Nie zadbano o odpowiednią dozę ciężaru, dźwięk jest strasznie sztuczny i plastikowy; w wielu miejscach gitara brzmi po prostu jak przedpotopowa skrobaczka do marchewki. Gdyby produkcja była na wyższym poziomie, zyskałyby na tym również same kompozycje, którym brakuje odpowiedniej oprawy. Nieudane brzmienie gitary przywołuje na myśl skojarzenia z z płytą Savage Amusement legendarnego zespołu Scorpions, który w 1988 roku zaliczył podobną wpadkę. Niestety w przypadku Nightwisha niedopracowane są również klawisze, które przypominają momentami brzmienie konsoli Amiga. Dynamika jest często ustawiona w pozycji „off”, co wyklucza możliwość płynnych przejść pomiędzy poszczególnymi częściami kompozycji i nie dodaje uroku tej płycie. Mam tutaj głównie na myśli nieudolne partie smyczkowe, których przykładem są pierwsze takty „Beauty And The Beast”. Na plus pod względem produkcyjnym wyróżniają się dobrze zaakcentowane partie basu, które nie ograniczają się wyłącznie do współpracy z perkusją, lecz w niektórych miejscach idą własnymi ścieżkami i wprowadzają nieco ożywienia w struktury kompozycyjne. Najlepszym przykładem takich właśnie zabiegów jest utwór „The Carpenter”.

Prawdziwą perełką na tym krążku jest „Nymphomaniac Fantasia”. Wszystkie części składowe tego kawałka są pięknie do siebie dopasowane, bardzo mi się podoba budowanie emocji, stopniowanie wrażeń poprzez sukcesywne włączanie do gry kolejnych instrumentów. Klawiszowe wstawki zostały w tym utworze bardzo dobrze użyte. Nie podążają utartym szlakiem i nie posługują się żadnym oklepanym schematem. Kompozytor postawił tutaj na takie wartości jak: prostota formy, brak sztucznego patosu, autentyczność, szczerość. Bas jest lekko zaakcentowany, trzyma się dyskretnie z tyłu, ale mimo to dobrze go słychać. Ponadto jest dopasowany do ogólnego wydźwięku całej kompozycji, podobnie jak partia perkusji. Na uwagę zasługuje ponadto fakt, że w strukturze tego utworu nie ma powtórzeń. Zarówno w warstwie muzycznej, jak i w tekstowej. Mamy tutaj ewidentne nawiązanie do muzyki klasycznej, którą właśnie wyróżnia brak schematów i repetycji. Tę cechę można także w dużym stopniu przypisać innym kompozycjom z debiutanckiego krążka Nightwisha. Nie chodzi tutaj oczywiście o partie poszczególnych instrumentów, lecz o strukturę kompozycyjną utworów. Takie kawałki jak „The Carpenter”, „Beauty And The Beast” czy też 4-częściowe „Lappi” nie podążają utartymi schematami, lecz wyróżniają się mnogością różnych motywów i sposobów aranżacji. Nie ma tutaj mowy o sztampie czy rutynie pod względem kompozycyjnym. Od razu zdajemy sobie sprawę z tego, że autor na brak pomysłów i wizji nie cierpiał. Nieco do życzenia pozostawia sposób realizacji tych idei. Muzyka na Angels Fall First w niektórych miejscach ociera się o kicz, tandetę oraz banał. Element cukierkowatości nie byłby jednak niczym strasznym, wszakże często zdarza się nam zachwycać np. bogato zdobionymi budowlami w średniowiecznych miasteczkach Europy Środkowej, które oprócz pewnej dawki tandety mają w sobie coś bajkowego i magicznego. Z tym krążkiem jest podobnie, z tą różnicą, że w niektórych miejscach granica między czarodziejskim i baśniowym a odpustowo-wiejskim klimatem została przekroczona, co słychać choćby w „Astral Romance”, gdzie dawka patosu i sztucznego nadęcia jest zbyt duża. Partie wokalne nie należą do udanych, Tarja wypada oczywiście wiele lepiej niż Tuomas, który całe szczęście po tym albumie zrezygnował ze śpiewania. Pseudo-operowe zawodzenie, jakie słyszymy w środkowej części utworu mogła sobie jednak z powodzeniem odpuścić. Dość słabym elementem w tym kawałku jest partia gitarowa, oparta na banalnym motywie, który został ponadto w niezbyt szczęśliwy sposób wzbogacony o dodatkową aranżację podczas solówki.

Dużym atutem Angels Fall First jest wokal w wykonaniu Tarji Turunen, obdarzonej charakterystyczną barwą głosu oraz charyzmatyczną osobowością, która w następnych latach stała się znakiem firmowym zespołu. Sam pomysł wykorzystania klasycznego żeńskiego śpiewu nie jest nowy, o czym świadczy np. album Into The Pandemonium Celtic Frost, który ukazał się 10 lat przed premierą debiutu Nightwisha. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że fiński zespół nie zdecydował się na wpisanie się w nurt zespołów pokroju The Gathering czy Theatre Of Tragedy, które niejako podchwyciły myśl zapoczątkowaną przez wielkich szwajcarskich wizjonerów i połączyły w swoich stylach doom z gothic metalem. Ścieżka wybrana przez Nightwish była bardziej niebezpieczna, gdyż kapela odważyła się na spróbowanie swoich sił w czymś zupełnie nowym i dotychczas w takiej formie niespotykanym. Stworzenie własnego stylu gry, na który złożyły się między innymi hard rock, gotyk oraz folk zaowocowało nagraniem oryginalnej i nietuzinkowej płyty, którą nie sposób pomylić z jakimkolwiek wcześniejszym wydawnictwem. Obranie takiej taktyki budzi szacunek i podkreśla fakt, że Nightwish w przeciwieństwie np. do Within Temptation od pierwszych chwil miał na celu wyznaczanie własnych norm i standardów, a nie podążanie szlakami uprzednio przetartymi przez inne zespoły.

Największym mankamentem opisywanej przeze mnie płyty jest brak wyrazistości oraz spójności. Twórcze wizje nie zawsze zostały zrealizowane we właściwy sposób, prawie żaden utwór nie jest pozbawiony niedociągnięć kompozycyjnych. Gdyby aranżacje oraz forma były na wyższym poziomie, to poprawiłby się nawet subiektywny odbiór tej płyty przez przeciętnego słuchacza, gdyż braki i wady Angels Fall First widać po prostu gołym okiem.

Pierwszy album Nightwisha różni się dość znacząco od następnych. Nie trzeba go lubić, ale należy docenić ten krążek jako pozycję innowacyjną i nieszablonową; projekt, który w realiach światka muzycznego AD 1997 miał niewielkie szanse na powodzenie. Mimo niesprzyjających wiatrów lider grupy Tuomas Holopainen postawił na swoim i stworzył podwaliny pod nowy trend w obrębie symfonicznego metalu. To właśnie od Nightwisha rozpoczęła się nawałnica zespołów z żeńskim wokalem, które grają stosunkowo lekko i przebojowo, gdzieś pomiędzy power i symphonic, czasem z lekką domieszką gotyku. Trzeba pamiętać, że ten nurt ma swój początek właśnie na Angels Fall First. Źródełko pomysłów było na początku niewielkich rozmiarów, lecz od kilku lat zamienia się w rwący potok inwencji (od)twórczej. Jeżeli klasa czystości wody będzie zawsze na dobrym poziomie, nie pozostaje mi nic innego jak życzyć tej rzece długiego życia oraz zainteresowania ze strony fanów muzyki.

Ocena: 6,75/10
Autor: Ivanhoe
Zwiń