Zaloguj | Zarejestruj


Strefa czasowa: UTC + 1


Teraz jest 15 paź 2019, o 22:08




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku Przejdź na stronę <<  1, 2, 3, 4  >>
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostNapisane: 23 kwi 2008, o 17:33 
Endless Forms Most Beautiful
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 12 kwi 2008, o 17:30
Posty: 4305
Jeśli idzie o "Lśnienie", to ja nie pojmuję zachwytów. Owszem, bardzo dobre, jedno z lepszych, ale... "TO!" jest straszniejsze, "Misery" ma bardziej sugestywny klimat a "Bastion" jest ogólnie lepszy :) . "Lśnienie" to jak dla mnie po prostu bardzo dobra pozycja, na piątym-szóstym miejscu.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 26 kwi 2008, o 01:33 
Dark Passion Play
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 10 maja 2007, o 18:25
Posty: 1674
polityk2 napisał(a):
Ghost Love Score napisał(a):
Hmmm ale trzeba zacząć od pierwszego tomu, prawda? Nie natknąłem się jeszcze nigdzie na pierwszy tom Mrocznej Wieży: Roland.
No właśnie wspomniałeś coś o wersjach z 2003 i tej starej. Kurde, którą trzeba brać?
Ja nie czytałem jeszcze tej nowej, ale najlepiej byłoby kupić obydwie 8)
A tak na serio, to chyba lepiej wybrać nową wersję, ale jeżeli to zrobisz, musiałbyś nabyć również nowe "Powołanie trójki" i "Ziemie jałowe", a ja nie wiem, czy to już wyszło. Wiem tylko, że King zapowiedział powtórne wydanie pierwszych trzech tomów.
Jeżeli nie chcesz czekać/poszukiać można się nabyć w stare wersje, a za jakiś czas doczytać tylko te poprawione książki.


Teraz wszystkie wydania Mrocznej Wieży zostało wydane ponownie. Wszystkie części są z 2008 roku:
http://www.empik.com/wyszukiwarka/wynik ... inSearchId
Nie wiem już... Kupię te nowe :roll:

Co do Lśnienia - nie czytałem książki ale widziałem filmu a filmu w ogóle nie zrozumiałem. Pooglądałem go 7 razy i mam pewne teorie co do tego wszystkiego ale nie jest to dla mnie arcydzieło. Muszę przeczytać książkę najpierw.. Kurcze ile tego jest :D

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 26 kwi 2008, o 15:23 
Endless Forms Most Beautiful
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 lut 2008, o 21:55
Posty: 4677
Lokalizacja: Ruda Śląska
Ten Twój link GLS nie działa, ale z tego co wiem, to King nie napisał na nowo wszytkich książek.

_________________
[o Anneke van Giersbergen]Kolejna artystka? ; P Skad onA wogole jest zNana i czy jej wokal dorownuje do znanych piosenkarek(...)
Nightwishman89

(...)skonczmy ta farse i wrócmy do normalnych metalowych tematów.
Co lepsze pieszczocha czy karwasz?

kimka


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 26 kwi 2008, o 15:34 
Endless Forms Most Beautiful
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 12 kwi 2008, o 17:30
Posty: 4305
Nie działa, ale jak wpisać w wyszukiwarce "Mroczna Wieża" to są reedycje wszystkich części. Pytanie, czy to te nowe wersje :roll: .


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 26 kwi 2008, o 16:40 
Century Child
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 14 lut 2008, o 21:09
Posty: 612
Lokalizacja: Streets
Ja aktualnie czytam pierwszą część 'Mrocznej Wieży' (Roland).Już w połowie jestem :D


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 27 kwi 2008, o 18:06 
Wishmaster
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 paź 2007, o 16:10
Posty: 324
Lokalizacja: city of fools
Fristron napisał(a):
Nie działa, ale jak wpisać w wyszukiwarce "Mroczna Wieża" to są reedycje wszystkich części. Pytanie, czy to te nowe wersje :roll: .

Raczej niekoniecznie, widziałam je jak byłam ostatnio w Empiku, w prologu (czy wstępie) Rolanda pisze, że nowa wersja, na reszcie ani słowa :roll:


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 8 lis 2008, o 12:16 
Wishmaster
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 paź 2007, o 19:28
Posty: 261
Obiecana recenzja "Ręki mistrza" - verszyn alfa.

Na razie chaotyczna, niepoprawiona, może być miejscami nielogiczna. Ale nie wiem, kiedy znajdę czas by ją wybetować - kłaniają mi się zaliczeniowe eseje; a że obiecałam, to proszę ;)

Czytacie na własną odpowiedzialność :P

S.King - "Ręka mistrza"

„Najlepsza od lat książka mistrza grozy Stephena Kinga!”. Tak oto reklamowano najnowszą powieść bezsprzecznie jednego z najlepszych autorów horrorów, jakiego ziemia kiedykolwiek nosiła. Pominę już fakt, że okrzyknięto ją drugim „Lśnieniem”, co w moim przypadku postawiło „Ręce mistrza” wysoką poprzeczkę. Po przeczytaniu powieści stwierdzam – nie bez żalu – że książka nie spełniła moich oczekiwań, a zakończenie wręcz rozczarowało.
Dlaczego? Przyznam się, iż horrory nie są moim ulubionym gatunkiem, nie mieszczą się nawet na podium. Wszystkie przeczytane przeze mnie pozycje z tej półki, były wybieranie niejako po to by stanowić tło i porównanie właśnie dla Kinga. Zresztą, samego mistrza nie znam jeszcze dokładnie od deski do deski, ale już na tyle, by móc wyrobić sobie indywidualną opinię. Dlatego w poniższej recenzji będę spoglądać na „Rękę mistrza” przez pryzmat takich klasyków jak wspomniane już „Lśnienie”, a także „Carrie”, ”Christine”, czy moje ulubione: „Podpalaczkę” i „Sklepik z marzeniami”.
Całkiem możliwe, że gdybym nie znała poprzednich powieści Kinga, jego najnowszą pozycję uznałabym – na tle innych horrorów – jako jeden z najlepszych i najlepiej napisanych. Bo, że „Ręka mistrza” jest rewelacyjnie napisana, nie ulega wątpliwości. Autor wprowadził narrację pierwszoosobową, która jest – w mojej opinii – jedną z najtrudniejszych do wyprowadzenia. Większość pisarzy gubi się w niej i powstają powieści jednowymiarowe, w których występuje tylko postać głównego bohatera, a inni są zaledwie papierowymi, płaskimi dodatkami, których w zasadzie nie poznajemy. Takie coś jest przyswajalne, jeśli czytamy typowe pamiętniki. Przy powieściach skonstruowanych na ich wzór, często się nie sprawdza. Żeby poprowadzić narrację w pierwszej osobie, autor musi mieć genialne wyczucie, które King zdecydowanie posiada. Zagłębiając się dalej w stronę czysto techniczną, zwracam uwagę na opisy otoczenia. Nie wiem dlaczego, ale zawsze odnosiłam wrażenie, że dla twórców horrorów otoczenie jest złem koniecznym, które przybliża się czytelnikowi o tyle, o ile można wskazać w nim jakąś makabrę. Np. niewielu autorów powie o sośnie rosnącej w ogródku bohatera jako o samej sośnie, a nie o potencjalnej szubienicy. U Kinga, rzecz jasna występuje takie coś – szum muszli w pewnym momencie kojarzy się bohaterowi z trzaskiem pękających kości ; ale nie jest to przesadzone i w nadmiarze. Takie zjawiska pojawiają się w miarę rozwoju akcji, dodają smakowitego napięcia i wprawiają w stan oczekiwania. Same opisy otoczenia również są bardzo fajnie skonstruowane. Autor nie tworzy ich na wzór „Nad Niemnem” – i dzięki za to jego muzom. W sumie obraz tła budowany jest na podstawie pojedynczych szczegółów, rzucanych pozornie mimochodem (Np. pudełko w kabinie samochodu Edgara). King nie traktuje nas jak pozbawionych wyobraźni ignorantów – daje nam wskazówki, przy pomocy których możemy skonstruować własny obraz miejsca akcji, który nie będzie odstawał od jego własnego.
Ostatnim poruszanym przeze mnie, czysto technicznym aspektem są, a jakże – dialogi. Wystarczy chyba, jeśli powiem, iż uważam dialogi Kinga za te z najwyższej półki. Zajmują na niej miejsce tuż obok Sapkowskiego i jeszcze paru innych, mniej znanych autorów. Ci dwaj panowie są po prostu nie do podrobienia, jeśli idzie o kwestię wymiany zdań pomiędzy bohaterami. Są one naturalne, nie wymuszone, błyskotliwe itp.. Tutaj opuszczam litanię pochwał, bo gdybym się rozkręciła wyszedłby mi sporych rozmiarów esej. Dialog, wbrew pozorom, jest cholernie trudny do skonstruowania tak, by nie nudził i nie był sztywny. Nie pomoże tu nawet zwyczajne przepisanie codziennych rozmów między np. małżonkami. To, co w życiu brzmi dobrze, w książkach wygląda – trochę paradoksalnie – najczęściej sztucznie. King zazwyczaj wywiązuje się wzorowo z tego trudnego zadania. W „Ręce mistrza” dialogi również są bardzo dobre, ale odniosłam wrażenie, że w finale powieści trochę przesadził. Uważam, że jak na sytuację, w której znaleźli się bohaterowie, są oni trochę za bardzo luzaccy i błyskotliwi. Ale to takie osobiste odczucie, z którym można się nie zgodzić.
Po technicznych pochwałach nadeszła pora, by przyjrzeć się merytorycznej zawartości powieści. Tutaj niestety, nie jest już tak cudownie, jak oczekiwałam. W sumie sam pomysł na powieść jest dobry – oto mamy głównego bohatera, który ulega wypadkowi, traci rękę, równowagę psychiczną. Skutkiem wypadku są także nieoczekiwane i niezwykle silne napady szału, przez które głównego bohatera zostawia żona. Nękany samobójczymi myślami Edgar, za radą swojego psychologa, przenosi się na uroczą wsypę Duma Key na Florydzie, gdzie do głosu dochodzi jego wielki talent artystyczny. Tak w wielkim, telegraficznym skrócie przedstawić można treść pierwszej połowy obszernej (ponad 630 stron) książki. Brzmi trochę jak pozycje Daniele Steel, którymi zaczytywała się moja babcia. I rzeczywiście, początkowo mamy wręcz nieprzyzwoicie obyczajową powieść, z rzadka przetkaną wydarzeniami, które objawiają nam pióro (Worda?) i wywrotność Kinga. Jednak wraz z przewracaniem kolejnych stron odkrywamy, iż obrazy Edgara wcale nie powstają tak same z siebie, zrodzone z geniuszu artysty. Bo na wyspie jest jeszcze coś, co bardzo chce dojść do głosu, a malarstwo jest bardzo wygodną formą objawiania się światu.
Do tej pory powieść jest dobra – jak już wspomniałam – elementy powieści obyczajowej, dramatu i dochodzące czasem do głosu echo thrillera splatają się ze sobą, a przetkane są krótkimi rozdziałami Pt. „Jak powstaje obraz”, których zadaniem jest powolne wprowadzenie czytelnika w sedno całej sprawy. Akcja rozwija się tak niewinnie jak akcja „Sklepiku z marzeniami”. Szkoda, że zabrakło tak dobrego finału. Bohaterowie żyją sobie spokojnie, rzucając zabawnymi dialogami, popijając bodajże zieloną herbatę i korzystając z uroków życia na Florydzie. Edgar maluje, powoli wracając do zdrowia i czasem odwiedzając starszą panią, właścicielkę wyspy i Wiremana, który jest postacią niezwykle ciekawą, barwną i z mnóstwem błyskotliwych mądrości życiowych, którymi rzuca osobiście, lub które przytacza Edgar co parę stron. Rzecz jasna zdarzają się elementy nieprzyjemne, jak to w życiu bywa. A to główny bohater znów będzie miał napad gniewu (zwracam uwagę na istnienie Reby ds. opanowywania gniewu – doskonałe uzupełnienie treści), zazwyczaj spowodowany przez telefon od/do byłej małżonki, a to starsza pani, ciężko chorująca, będzie miała złe dni.
Rzecz jasna, jak na Kinga przystało, w dotychczasowo nakreślonym przeze mnie, jako takim, zarysie powieści, jest znacznie więcej treści. Edgar zmierza się z przeszłością Wiremana, ma problemy rodzinne, a także coraz częściej czuje życie w ręce, której nie ma. Z czasem także odkrywa, że jego obrazy nie są tylko pokrytymi farbą płótnami, a to prowadzi do osoby starszej pani, która najwyraźniej zna tajemnicę wysypy.
No, ale dosyć zdradzania treści. Przejdę do sedna. Sielska do tej pory akcja w pewnej chwili załamuje się i zamienia w koszmar. Mamy więc standardowego Kinga – takie przełomy były w klasyku – „Carrie”, czy też we wspomnianym już „Sklepiku z marzeniami”. Jednak we wcześniejszych powieściach, gdy autor był u szczytu formy zdarzenia, które potem następowały były przejmujące, przerażające, dopięte na ostatni guzik i - co tu dużo mówić – rewelacyjne. Trzymały w napięciu do ostatniej chwili, czytelnikowi oczy zamieniały się w dwa spodki, cienie w pokoju nabierały złowrogiego kształtu – nie wystarczała już lampka nocna, trzeba było rozświetlić cały pokój – a z gardła wyrywał się krzyk/pisk przestrachu, zdumienia, zaskoczenia. A tutaj? Przyznam się, że mnie strasznie łatwo wystraszyć. Wystarczy mały pajączek bym poczuła dreszcze i lęk. Przy poprzednich książkach twórcy „Lśnienia” – ba, przy samym „Lśnieniu” byłam doskonale przerażona. Natomiast w finale „Ręki mistrza” czułam zwyczajne, paskudne rozbawienie. Zupełnie jak przy oglądaniu „Piratów z Karaibów”, bo z tym filmem skojarzył mi się natychmiast finał.
I to jest największy zarzut, który stawiam powieści. Brak finału godnego mistrza. To, co King robi przez ¾ powieści – buduje stopniowo napięcie, mozolnie tworzy portrety psychologiczne bohaterów głównych i drugoplanowych, wrzuca malutkie wątki, które dają nam nadzieję na genialny finał, i co? I nic. Finał jest nijaki, trup co prawda ściele się w stosownych ilościach, ale bez jakiegokolwiek polotu i emocji, a samo rozwiązanie sprawy też mnie ani trochę nie przekonało. Zabrakło tego Powera, tego błysku geniuszu, do którego King przyzwyczaił nas w swoich największych powieściach. Gdyby to był debiut – można by go uznać za dobry, dający nadzieję, na wyrobienie się autora. Ale jeśli mamy do czynienia z samym mistrzem horroru, to przykro mi, ale książka krąży koło przeciętności. Jest takim Dark Passion Play po Once. Chociaż może odrobinę lepszym, bo tu przynajmniej nie zabrakło doskonałej narracji i wyczucia, czy bardzo dobrej konstrukcji powieści i ciekawych bohaterów.

_________________
Cytuj:
Arcasto:
ok, dopisuje to do listy wyzwań - maraton, triatlon, znaleźć się w podpisie Dim


Ostatnio edytowano 8 lis 2008, o 12:18 przez Dim, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 8 lis 2008, o 13:21 
Dark Passion Play
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 sie 2005, o 12:51
Posty: 1479
Lokalizacja: Gleiwitz
Nic i tak nie przebije Mrocznej Wieży Sai Kinga. Jak dla mnie stoi nawet nad LOTRem Tolkiena.

PS Czy mogę prosic o zmianę tematu na ,, Stephen King" bo obecna nazwa dziwnie wyglądai i nie koajrzy się tak miło ;)

_________________
Mówiłem im dlaczego nie podpalić meczetu, narodowe kościoły tych islamskich i hinduskich idiotów, czemu nie zamiast podpalać i niszczyć stare norweskie rękodzieło. Mogli zamiast tego wybrać meczety, z ludźmi w środku!.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 8 lis 2008, o 13:26 
Endless Forms Most Beautiful
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 lut 2008, o 21:55
Posty: 4677
Lokalizacja: Ruda Śląska
Herod napisał(a):
bo obecna nazwa dziwnie wyglądai i nie koajrzy się tak miło

Przecież ta nazwa jest wzięta z Mrocznej Wieży właśnie, kiedy SPOILERCallahan w 5. części przegląda książki Kinga przyniesione z antykwariatu w Nowym Jorku, znajduje tam też książki Kinga, w tym "Miasteczko Salem", którego jest głównym bohaterem, wtedy sam zadaje pytanie - kto to taki ten Stefan Król?

_________________
[o Anneke van Giersbergen]Kolejna artystka? ; P Skad onA wogole jest zNana i czy jej wokal dorownuje do znanych piosenkarek(...)
Nightwishman89

(...)skonczmy ta farse i wrócmy do normalnych metalowych tematów.
Co lepsze pieszczocha czy karwasz?

kimka


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 8 lis 2008, o 15:12 
Endless Forms Most Beautiful
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 12 kwi 2008, o 17:30
Posty: 4305
Maluj te spoilery na czarno, żeby je trzeba było zaznaczać do odczytywania, bo tak to wzrok się ślizga po treści i i tak co nieco się dowiaduje!!! :P

@Dim: Dobra recenzja! Jak chcesz, to mogę Ci ją "wybetować" :P .

_________________
Riding hard every shooting star
Come to life, open mind, have a laugh at the orthodox
Come, drink deep let the dam of mind seep
Travel with great élan, dance a jig at the funeral


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 8 lis 2008, o 15:42 
Dark Passion Play
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 sie 2005, o 12:51
Posty: 1479
Lokalizacja: Gleiwitz
No to głupio to przetłumaczyli. Stafen Król brzmi śmiesznie.

_________________
Mówiłem im dlaczego nie podpalić meczetu, narodowe kościoły tych islamskich i hinduskich idiotów, czemu nie zamiast podpalać i niszczyć stare norweskie rękodzieło. Mogli zamiast tego wybrać meczety, z ludźmi w środku!.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 8 lis 2008, o 16:33 
Once
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 25 lut 2007, o 19:23
Posty: 948
Lokalizacja: Brzesko
Tak jakos w ogole sie nie kojarzy ze Stephenem Kingiem ten Stefan Król :P

_________________
Doskonale znika czas, doskonale i nie ma nic...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 9 lis 2008, o 00:17 
Endless Forms Most Beautiful
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 lut 2008, o 21:55
Posty: 4677
Lokalizacja: Ruda Śląska
To tak jak Asia Kasia Tocząca-Się, co to za pisarka? :D

_________________
[o Anneke van Giersbergen]Kolejna artystka? ; P Skad onA wogole jest zNana i czy jej wokal dorownuje do znanych piosenkarek(...)
Nightwishman89

(...)skonczmy ta farse i wrócmy do normalnych metalowych tematów.
Co lepsze pieszczocha czy karwasz?

kimka


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 9 lis 2008, o 15:05 
Once
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 25 lut 2007, o 19:23
Posty: 948
Lokalizacja: Brzesko
Nie mam pojecia :D

_________________
Doskonale znika czas, doskonale i nie ma nic...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 9 lis 2008, o 15:22 
Endless Forms Most Beautiful
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 lip 2006, o 20:35
Posty: 4424
Lokalizacja: Warszawa
Dżej Kej Rołling (Stołns), dobrze myślę?

_________________
If I found the hidden fountain
Drank the wisdom from its deep
Would I have the time to save me
Would I have them both to keep


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku Przejdź na stronę <<  1, 2, 3, 4  >>

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron